Wśród fanów klasycznej, kosmicznej, eksploracyjnej science fiction da się czasem słyszeć głosy, iż znajduje się ona w głębokim kryzysie. Pomijając nawet fakt, iż fantastyka jako taka wydaje się wyraźnie zdominowana przez różne warianty fantasy, konwencję paranormalną czy też wszelkiej maści wariacje na temat mitologii, to nawet w ramach SF punkt ciężkości przesunął się w inną stronę. Mamy więc do czynienia z bogactwem space oper czy też fantastyki militarnej, zaś tzw. „twarda SF” ciąży coraz mocniej w kierunku rozważań na temat rozwoju technologii: osobliwości, bio- i nanotechnologii itd. Trudno się takiemu stanowi rzeczy dziwić – kultura popularna stała się przede wszystkim dostarczycielem lekkiej rozrywki, a nauka jaka taka przeniosła się zdecydowanie „bliżej Ziemi”. Era intensywnego, rozpalającego wyobraźnię tłumów podboju Kosmosu wydaje się być za nami. W oczywisty sposób przekłada się to także na tematy podejmowane przez fantastów. Z drugiej strony można stwierdzić, że obecnie jest dobry moment na renesans tematyki. Raz, że coraz śmielej mówi się o powrocie do eksploracji przestrzeni kosmicznej (programy załogowego lotu na Marsa czy eksploatacji złóż na asteroidach, komercyjne loty na orbitę itd.); dwa, że po tego typu treści znów chętnie sięga kino (Moon, Europa Report, Interstellar, Grawitacja i parę innych filmów) – a to spora zachęta dla twórców, chcących uszczknąć z komercyjnego tortu coś dla siebie. Czy podobną motywację miał Andy Weir, pisząc Marsjanina? Nie wiem, ale książka okazała się na tyle popularna, że została z powodzeniem przeniesiona na ekrany kin. Czyli jest sukces.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andy Weir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andy Weir. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 marca 2016
Marsjanin - Andy Weir - recenzja z portalu Fantasta.pl
Wśród fanów klasycznej, kosmicznej, eksploracyjnej science fiction da się czasem słyszeć głosy, iż znajduje się ona w głębokim kryzysie. Pomijając nawet fakt, iż fantastyka jako taka wydaje się wyraźnie zdominowana przez różne warianty fantasy, konwencję paranormalną czy też wszelkiej maści wariacje na temat mitologii, to nawet w ramach SF punkt ciężkości przesunął się w inną stronę. Mamy więc do czynienia z bogactwem space oper czy też fantastyki militarnej, zaś tzw. „twarda SF” ciąży coraz mocniej w kierunku rozważań na temat rozwoju technologii: osobliwości, bio- i nanotechnologii itd. Trudno się takiemu stanowi rzeczy dziwić – kultura popularna stała się przede wszystkim dostarczycielem lekkiej rozrywki, a nauka jaka taka przeniosła się zdecydowanie „bliżej Ziemi”. Era intensywnego, rozpalającego wyobraźnię tłumów podboju Kosmosu wydaje się być za nami. W oczywisty sposób przekłada się to także na tematy podejmowane przez fantastów. Z drugiej strony można stwierdzić, że obecnie jest dobry moment na renesans tematyki. Raz, że coraz śmielej mówi się o powrocie do eksploracji przestrzeni kosmicznej (programy załogowego lotu na Marsa czy eksploatacji złóż na asteroidach, komercyjne loty na orbitę itd.); dwa, że po tego typu treści znów chętnie sięga kino (Moon, Europa Report, Interstellar, Grawitacja i parę innych filmów) – a to spora zachęta dla twórców, chcących uszczknąć z komercyjnego tortu coś dla siebie. Czy podobną motywację miał Andy Weir, pisząc Marsjanina? Nie wiem, ale książka okazała się na tyle popularna, że została z powodzeniem przeniesiona na ekrany kin. Czyli jest sukces.
Etykiety:
4.5/6,
Andy Weir,
Mars,
Marsjanin,
science-fiction
Subskrybuj:
Posty (Atom)