Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert M. Wegner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert M. Wegner. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2015

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Robert M. Wegner - recenzja z portalu Fantasta.pl

Na tę książkę czekało wiele osób. Czekało na nią długo. A gdy wiele osób czeka na coś przez bardzo długi czas, rodzą się oczekiwania, które rosną, puchnąc i nabrzmiewając od pojawiających się nieuchronnie wyobrażeń, dywagacji i pragnień. Jeśli w dodatku wytęskniony obiekt zbiorowych westchnień zdaje się być tuż-tuż, kiedy tu i ówdzie pojawią się plotki mówiące, że to już, za chwileczkę, za momencik… wtedy na pęczniejącym balonie mogą pojawić się niebezpieczne rysy irytacji. Gdy więc wreszcie nadchodzi moment kontaktu z przedmiotem oczekiwań, reakcje mogą być niezmiernie emocjonalne. I tu należy Ci się, Szanowny Czytelniku, krótkie wyjaśnienie. Tak się bowiem składa, iż także ja nie jestem w stanie (a w zasadzie najzwyczajniej w świecie nie chcę) odnieść się do Pamięci wszystkich słów z zupełnie chłodną głową, na spokojnie i bez emocji. Bo na czwartą odsłonę Opowieści z meekhańskiego pogranicza czekałem jak wielu z nas, miłośników dobrej, rozrywkowej literatury. Doczekałem się… i jestem bardzo zadowolony.

wtorek, 2 października 2012

Herosi - antologia - przedpremierowa recenzja z portalu Fantasta.pl

Figurę bohatera możemy bez wątpienia uznać za jeden z najtrwalszych elementów kultury Zachodu. Charakterystyczny dla tradycji starożytnej Grecji kult herosów na przestrzeni wieków przyjmował różne formy, przeobrażał się i modyfikował, wciąż jednak będąc identyfikowalnym jako wyraźny trop kulturowy. Od Illiady, przez średniowieczne legendy, sagi i eposy rycerskie, aż po współczesną kulturę popularną z komiksowymi superbohaterami i książkowymi barbarzyńcami na czele herosi znajdowali swe miejsce w twórczości, a sama postawa heroiczna często była uważana za cnotę. Atrakcyjność i wymowność postaci bohatera wydają się być w miarę oczywiste – oto mamy osobę unikatową, inną, zwykle lepszą niż otaczający ją tłum – zdolną rzucić wyzwanie wszelkim przeciwnościom, bez względu na to, czy to bogowie, napierające hordy wroga czy też złowieszcze plany superzłoczyńców. Postać bohatera nosi w sobie charakterystyczne pęknięcie, czyniące z niej tak nośny symbol, chętnie wykorzystywany przez twórców. Herosi są niezwykli i podziwiani, lecz z dokładnie tego samego powodu są odrzucanymi outsiderami – porządek życia bohatera jest niewspółmierny z porządkiem życia zwykłych ludzi. Ta sama wyjątkowość, która ich nobilituje, a czasem wręcz każe stawiać ich za wzór, równolegle wyklucza wszelką „normalność”. To właśnie ten paradoks wydaje mi się sednem konwencji heroicznej. Epickość (na czymkolwiek by nie bazowała), często utożsamiana z heroizmem, jest zatem wtórna. Szczególnie, że w naszej kulturze równolegle istnieje przecież inny niż „grecko/rycersko/superbohaterski” model heroizmu – ten mający swoje korzenie w chrześcijańskim kulcie świętych męczenników – gdzie bohaterskie czyny są raczej ukryte, niezauważane, inny jest także model ego bohatera. Wspomniane pęknięcie jest jednak obecne w obu tych schematach, i to na nie postanowiłem zwracać baczniej uwagę, czytając kolejną z wydanych przez Powergraph antologii – tę opatrzoną krótkim, acz wymownym tytułem Herosi. Tego typu tematyczne zbiory opowiadań mają to do siebie, że zwykle autorzy zawartych w nich tekstów starają się mocno nagimnastykować, aby podejść do przewodniego motywu w sposób oryginalny lub co najmniej zaskakujący. W przypadku tej antologii miałem co prawda pewne obawy, okazały się one jednak zupełnie nietrafione.

wtorek, 28 lutego 2012

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Robert M. Wegner - przedpremierowa recenzja z portalu Fantasta.pl

Kto jest najbardziej znanym polskim pisarzem fantasy? Albo inaczej, kto z polskich pisarzy fantasy odniósł największy sukces komercyjny? Odpowiedź na to pytanie nie powinna nastręczyć specjalnych trudności, gdyż nawet osoby nie interesujące się specjalnie tym gatunkiem z dużym prawdopodobieństwem wskażą Andrzeja Sapkowskiego. Co by o nim nie mówić i nie myśleć, odniósł sukces. A że odniósł go, tworząc literaturę na naprawdę wysokim poziomie, to chyba nawet lepiej. Tylko dlaczego piszę o Sapkowskim, w momencie kiedy powinienem się zająć pierwszą pełnowymiarową powieścią Roberta M. Wegnera? Ano dlatego, że nasuwają się tu pewne skojarzenia. Nie, bynajmniej nie w sferze merytorycznej – tu autorowi Opowieści z meekhańskiego pogranicza znacznie bliżej choćby do Feliksa Kresa. Świat Sapkowskiego pełen był magii i specyficznego uroku, jednak to raczej fantasy „klasyczne”, sięgające do typowych dla tej konwencji elementów i wykorzystujące je w fabularnej grze pełnej kulturowych nawiązań, wchodzące w specyficzną grę z czytelnikiem. Czytając Sagę o Wiedźminie, ciągle słychać w tle ironiczny śmiech jej autora. Z Kresem i Wegnerem sprawa ma się zupełnie inaczej – to fantastyka dużo bardziej na poważnie, raczej odchodząca od wizji fantasy jako gatunku „o elfach i krasnoludach”, a kierująca się w stronę quasi-średniowiecznych historii o ludziach. Jasne, jest tam magia, są inne rasy, ale to nie one są sednem settingu. Skąd w takim razie te skojarzenia? Ano choćby stąd, że tak Sapkowski, jak i Wegner przechodzą podobny „pisarski szlak bojowy”. Obaj zaczynali od publikowanych w czasopismach opowiadań, obaj wydali wreszcie po dwa ich zbiory, świetnie zresztą przyjęte, obaj zostali nagrodzeni Nagrodą im. Zajdla, obaj wreszcie postanowili wykorzystać nakreślony przez siebie świat, tworząc wreszcie pełnowymiarową powieść, przechodzącą potem w cykl. O Sapkowskim trudno mi się wypowiadać, mam do jego twórczości niemały sentyment. Dość powiedzieć, że Krew elfów, choć minimalnie słabsza niż opowiadania, prezentowała poziom znacznie wyższy niż późniejsze tomy Sagi o Wiedźminie. A jak udało się Wegnerowi?

czwartek, 16 lutego 2012

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód - Robert M. Wegner - recenzja z portalu Fantasta.pl

Z polskim fantasy jakoś zawsze było mi nie po drodze – jeśli miałem ochotę na literaturę w tej konwencji, zwykle sięgałem po tę z Zachodu. Z poziomem było różnie, częściej gorzej niż lepiej. I tu tkwi paradoks, bo na rodzimej fantasy zawiodłem się tylko raz jedyny (przyznać się, ilu z Was przebrnęło bez zgrzytania zębami przez Śmierć magów z Yara?). Z czytanych przeze mnie rzeczy cykl Sapkowskiego jest co najmniej dobry, opowiadania wręcz wybitne, Król bezmiarów Kresa jest doskonały, a i inkwizytorskie książki Piekary, choć mniej klasycznie podchodzą do konwencji, też mogą się momentami podobać. A jednak sięgałem po tego typu literaturę niezbyt często. Czas przeszły w poprzednim zdaniu nie jest tu bynajmniej przypadkowy. Powodem stały się świetne teksty Roberta M. Wegnera, które są dowodem tego, że nad Wisłą i Odrą może powstać fantasy na najwyższym poziomie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...