Recenzję tę zacznę, być może przewrotnie, od pytania:
za co czytelnicy lubią Ucztę Wyobraźni? Za świetny warsztat autorów,
którzy są w tej serii publikowani? Niewątpliwie. Za niebanalne pomysły
pokazujące potencjał tkwiący w konwencji, jaką jest fantastyka? Z
pewnością. Za teksty zapadające w pamięć, obok których trudno przejść
obojętnie? Zdecydowanie tak. Za udowodnienie, że podziały miedzy
literaturą głównego nurtu a gatunkową są często sztuczne? Także. Za
mające coś z przyjemnej próżności poczucie elitarności wynikające
z obcowania z prozą „dla wybranych”? Czasem też. W porządku… ale czy
każda książka opublikowana w serii MAGa daje nam to wszystko? No cóż, to
już pytanie, na które każdy czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam.
Z mojej perspektywy taką książką jest niewątpliwie omnibus tekstów Jeffreya Forda znanego u nas przede wszystkim z Fizjonomiki i jej kontynuacji. Na solidnej grubości książkę składa się zbiór opowiadań zatytułowany Asystentka pisarza fantasy,a także powieść pt. Portret pani Charbuque.
I nie ma co się zbytnio rozwodzić – trzeba po prostu przyznać, że jest
to jedna z najlepszych pozycji, jakie do tej pory ukazały się w Uczcie
Wyobraźni.
