poniedziałek, 26 marca 2018
Daredevil. Nieustraszony! Tom 2 – Brian Michael Bendis, Alex Maleev i inni - komiksowa recenzja z Szortalu
piątek, 19 stycznia 2018
Jessica Jones: Alias, tom 4 – Brian Michael Bendis, Michael Gaydos, David Mack i inni - komiksowa recenzja z Szortalu
piątek, 29 grudnia 2017
Daredevil. Nieustraszony! Tom 1 – Brian Michael Bendis, Alex Maleev, David Mack i inni - komiksowa recenzja z Szortalu
piątek, 25 listopada 2016
Miracleman – Pierowtny Scenarzysta, Mick Anglo i inni - komiksowa recenzja z szortalu

poniedziałek, 4 lipca 2016
Jessica Jones: Alias, tom 1 - Brian Michael Bendis, Michael Gaydos - komiksowa recenzja z Szortalu
poniedziałek, 9 listopada 2015
Hyperion - Dan Simmons - recenzja z portalu Fantasta.pl
piątek, 24 lipca 2015
H.P. Lovecraft. Biografia - S.T. Joshi - recenzja z Szortalu
sobota, 2 maja 2015
Batman: Długie Halloween - Jeph Loeb, Tim Sale - komiksowa recenzja z Szortalu
Gdyby próbować stworzyć coś w rodzaju kanonicznej listy komiksów
przedstawiających historię postaci Bruce’a Wayne’a/Batmana, zwykle na pierwszym
miejscu wymienia się Batman: Rok Pierwszy
Franka Millera i Davida Mazzucchelliego. Zaraz po nich w chronologii najważniejszych
wydarzeń z życia Mrocznego Rycerza znajduje się epicka opowieść autorstwa Jepha Loeba i Tima Sale’a zatytułowana Długie Halloween. Swoistą
inspiracją, wstępem do tej 13-częściowej serii były trzy halloweenowe numery Legends of the Dark Knight z lat
1993-1995 (zresztą ukazały się one w Polsce: najpierw dwa z nich wydane przez
Tm-Semic jako Batman: Halloween,
potem wszystkie trzy wypuszczone przez Egmont pod tytułem Batman: Nawiedzony Rycerz). Pracujący w DC w połowie lat 90. Archie
Goodwin i Mark Waid namówili jednak autorów, by spróbowali połączyć klimat tych
wydań specjalnych ze stylistyką czarnego kryminału. W ten sposób powstała jedna
z najlepszych opowieści o Batmanie w historii.środa, 18 marca 2015
Powrót Mrocznego Rycerza - Frank Miller, Klaus Janson, Lynn Varley - komiksowa recenzja z Szortalu
W zasadzie w każdej dziedzinie sztuki – bez względu na to, czy mówimy o klasycznej rzeźbie, awangardowym teatrze, czy też komiksie superbohaterskim – istnieją dzieła przełomowe, ważne, takie, które zdefiniowały, bądź zredefiniowały konwencję. I choć czas obchodzi się z nimi różnie, choć po latach niejednokrotnie tracą tę moc rewolucyjnego oddziaływania, którą miały pierwotnie, to nie wolno zapominać, iż w momencie swej publikacji wywoływały burzę, nie tylko zmieniając zasady panujące w danym polu działalności artystycznej, ale także kształtując oczekiwania publiczności i stając się inspiracją i punktem odniesienia dla kolejnych generacji twórców. Gdy przyjrzymy się pozycjom, które ukształtowały współczesny sposób ujmowania tematyki superherosów, jako przełomowe jawią się dwa komiksy wydane w roku 1986 – Strażnicy Alana Moore’a i Davida Gibbonsa, a także Powrót Mrocznego Rycerza Franka Millera. Oba te komiksy zostały zresztą niedawno wznowione przez Egmont w ramach serii Kanon Komiksu, oba zasługują zresztą na to, aby wracać do nich i na nowo je analizować. W tym miejscu chciałbym skupić się na dziele Millera.
środa, 13 listopada 2013
Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści - H.P. Lovecraft - recenzja z portau Fantasta.pl
sobota, 1 czerwca 2013
Marvels – Kurt Busiek, Alex Ross – Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, tom 13 – recenzja
Gdybym miał wymienić superbohaterskie komiksy, które już od
pierwszego przeczytania jawiły mi się jako absolutnie wyjątkowe, wybijające się
ponad mnóstwo znakomitych i całą masę po prostu dobrych pozycji, pewnie byłbym
w stanie policzyć takowe na palcach. Zabójczy
żart, Mroczny rycerz mrocznego miasta z Batmanem w roli głównej, Torment
McFarlane’a, Strażnicy Moore’a¸Weapon X Barry’ego Windsor-Smitha, Saga Mrocznej Phoenix, Daredevil Franka Millera
i… no w zasadzie tyle. Wychodzi na to, że muszę to tej wyliczanki dołożyć
kolejną pozycję – Marvels autorstwa Kurta Busieka z przecudownymi ilustracjami Alexa Rossa. środa, 5 grudnia 2012
Córka żelaznego smoka. Smoki Babel - Michael Swanwick - recenzja z portalu Fantasta.pl
wtorek, 21 lutego 2012
Extensa - Jacek Dukaj - recenzja
niedziela, 17 lipca 2011
Oberki do końca świata - Wit Szostak - recenzja z portalu Fantasta.pl
To jest książka o wsi. Jest jej swoistą apoteozą, wieś stanowi jej punkt centralny. Wieś inna od tej jaką znamy obecnie. Ta dawna, trochę zapomniana, a na pewno odmieniona. To jest książka o muzyce. Muzyka stanowi serce i duszę tej dawnej wsi. Przekazuje uczucia, wartości. Dla niektórych stanowi symbol oderwania się od codzienności, znacznik pewnego stałego, odwiecznego rytmu. Dla innych jest sposobem na życie, kwintesencję rozumienia świata. To jest książka o przemijaniu. Nieuchronne zmiany, walka z nimi, poszukiwania nowego sensu w innej, obcej rzeczywistości stanowią oś, wokół której konstruowana jest cała zawarta w tej, noszącej znamiona przypowieści, historii uniwersalna wymowa. I wreszcie jest to książka o ludziach. Wbrew pozorom takich samych ludziach jak my, może tylko żyjących innym życiem. Tak samo jednak mających swoje troski, marzenia i dążenia. Ta książka to Oberki do końca świata Wita Szostaka – książka magiczna.
czwartek, 24 lutego 2011
Wieczny Grunwald. Powieść zza końca czasów - Szczepan Twardoch - recenzja
Jakiś czas temu wspominałem o rosnącej popularności prozy sytuującej się na przecięciu literatury historycznej z fantastyką. Na naszym rodzimym rynku czołowymi nazwiskami tego nurtu zdają się być Jacek Komuda, Dariusz Domagalski, Marcin Mortka czy Robert Foryś. Zwykle literatura tego typu, to po prostu dobrze napisana, przygodowa fabuła osadzona w realiach znanych z kart podręczników historii, czasem jeszcze zaprawiona elementami nadprzyrodzonymi. Nie da się ukryć, że przygotowane wedle tej receptury utwory znajdują sporą ilość amatorów.
poniedziałek, 21 lutego 2011
Miasto szaleńców i świętych - Jeff VanderMeer - recenzja (?) nietypowa
Z korespondencji dr Mathiasa Rottkopfa i dr Williama Simpkina
Muzeum Morhaimów,
Bulwar Albumuth 2314
Ambergris I14-56
Do doktora
Williama Simpkina
Centralne Biuro Ewidencji i Archiwum
Oddział Badań Psychiatrycznych
Przy szpitalu im. Trilliana
Aleja Trupiej Czaszki 8181
Ambergris MI4-518
Drogi doktorze Simpkin!
Piszę do Pana gdyż doszły nas wieści o niezwykłych materiałach, które znalazły się ostatnimi czasy w Państwa posiadaniu. Informację tę przekazał mi dr V, krótko po tym, jak przekazał Panu rzeczone materiały - dotyczące sprawy niejakiego Iksa.
Wnioskując z tego, co przekazał mi V, a także zasłyszanych gdzieniegdzie plotek, pozwolę sobie wyrazić przypuszczenie, iż nasze Muzeum byłoby niezwykle zainteresowane pozyskaniem tekstów, które w niezwykłej dość formie znalazły się obecnie w Państwa posiadaniu. Jakkolwiek zdajemy sobie sprawę, że powyższy zbiór wyrwanych z różnych kontekstów fragmentów literatury, dokumentów dotyczących historii naszego wspaniałego miasta Ambergris, a także twórczość literacka będąca produktem chorego umysłu samego Iksa są w swojej istocie dokumentacją sprawy człowieka, którego rojenia przekraczają, w pewnym przynajmniej sensie, granice naszej rzeczywistości. Doszliśmy jednak do wniosku, że niewątpliwe niedomaganie umysłowe rzeczonego nie powinno przesłonić nam faktycznej, artystycznej wartości jego dzieł. A ta jest niewątpliwie ogromna.
Wedle informacji, które posiadamy, w najbliższym czasie możecie się Państwo spodziewać propozycji ze strony wydawnictwa Hoegbottona i Synów na udzielenie prawa do publikacji zebranych w jednym miejscu materiałów związanych ze sprawą, pod wspólną nazwą „Miasto szaleńców i świętych” – zgodną z tytułem wyjątkowego dzieła samego Iksa. Oczywiście pozostaje tu kwestia przejęcia praw autorskich do pozostałych elementów zbioru: glosariusza ambergriańskiego, tekstów autorstwa Sirina, czy materiałów autorstwa Madnoka dotyczących tak ważnego aspektu życia w Ambergris, jakim są kałamarnice królewskie. Prawa do stanowiącego część zbioru „Hoegbottońskiego przewodnika po wczesnej historii miasta Ambergris” autorstwa Duncana Shrieka czy festiwalowej noweli Pt. „Wymiana” autorstwa Sporlendera i Vendera już teraz należą do Hoegbottonów. W związku z ogromnym zainteresowaniem, jakie wydawnictwo to przejawia w kierunku wydania całości zbioru, wnioskuję, że książka zawierająca kompozycję tych unikatowych dokumentów, wraz z twórczością literacką samego autora, mogłaby okazać się hitem, a wszystkie jej egzemplarze znikałyby z półek księgarni Borges w oszałamiającym tempie. Jak już zaznaczyłem, także w naszej opinii tego typu kompilacja materiałów będących produktem, nie bójmy się użyć tego określenia, szalonego umysłu, nosi znamiona czegoś wyjątkowego. I to nie tylko jako osobliwa ciekawostka nosząca posmak sensacji, ale także jako faktyczne wydarzenie artystyczne, przekraczające granice tego co rozumiemy… lub pozwalamy sobie rozumieć. Stąd też i nasza prośba: prosimy Państwa o udostępnienie nam oryginałów dokumentów związanych ze sprawą Iksa, abyśmy mogli wystawić je w naszym Muzeum jeszcze zanim Hoegbotton i Synowie uczynią z przedruku „Miasta szaleńców i świętych” literacki przebój. Nie ukrywam, że czas ma dla nas pewne znaczenie, gdyż chcielibyśmy umieścić eksponaty na honorowym miejscu jeszcze przed rozpoczęciem zbliżającego się już Festiwalu Słodkowodnych Kałamarnic, czyli, nie oszukujmy się, centralnego punktu życia „kulturalnego” w Ambergris. Zawsze w okresie Festiwalu nasze Muzeum cieszy się wzmożoną liczbą wizyt (co nie powinno Pana dziwić ze względu na dziwne wydarzenia, jakie zwykle maja miejsce na ulicach Miasta w czasie jego trwania), a oryginalne elementy „Miasta szaleńców i świętych” z pewnością przyciągną jeszcze więcej zwiedzających.
Mam nadzieję, że podejmiecie Państwo decyzję o udostępnieniu nam wspomnianych materiałów i tym samym przyczynicie się Państwo do propagowania prawdziwej, oryginalnej sztuki pozwalając obcować z tymi wyjątkowymi dokumentami także szerszemu gronu odbiorców. Jeśli chodzi o warunki finansowe udostępnienia, Muzeum nasze dysponuje co prawda ograniczonym budżetem, tuszę jednak, że propozycja zawarta w załączniku do mojego listu będzie dla Państwa satysfakcjonującym zadośćuczynieniem.
Z poważaniem,
Dr Matthias Rottkopf
Muzeum Morhaimów,
Kustosz Skrzydła „Literackich Osobliwości”
PS. W historii Iksa niepokoi mnie jedynie rysujące się powiązanie całej sprawy z grzybianami. Obawiam się, że Szare Kapelusze, dawni władcy Ambergris mogą mieć z całą sprawą coś wspólnego. Czyżby, noszące znamiona literackiego geniuszu rojenia Iksa były produktem celowego zatrucia grzybami sprowokowanego przez nich? Ale w jakim celu?
6/6
czwartek, 1 lipca 2010
Lód - Jacek Dukaj - recenzja
Z książkami jest jak z każdym innym rezultatem ludzkiej twórczości: są bardzo różne. Czasem słabe, czasem po prostu przeciętne, innym razem, gdy znajdziemy w niej coś co przykuje naszą uwagę uznajemy taką książkę za dobrą. No, ale żeby rozkładowi normalnemu uczynić zadość, trzeba pamiętać, że powstają także książki wybitne. Jacek Dukaj w „Lamencie miłośnika cegieł” przyznał się do fascynacji długą, rozbudowaną fabularnie formą literacką (czyli formą powieściową właśnie). Rezultatem fantazji, warsztatu i wspomnianych literackich fascynacji tegoż autora powstał Lód… książka wybitna?
Jeden z najczęściej nagradzanych polskich pisarzy-fantastów stworzył DZIEŁO. Nie „dzieło”, lub „Dzieło”, ale właśnie „DZIEŁO”. Lód jest taki, jak Rosja, w której dzieje się jego akcja: monumentalny. Wszystko zresztą pięknie się tu zazębia. Tak jak motyw podróży Koleją Transsyberyjską, który daje liczne okazje do prezentacji przeróżnych przemyśleń, stanowisk i idei, tak samo lektura tej powieści z założenia musi być powolna, niespieszna, ale z drugiej strony wymagająca od czytelnika ciągłego skupienia. Dukaj uczynił bowiem rzecz niebagatelną: napisał powieść Science Fiction, w której miejsce fizyki, chemii, biologii, czy nanotechnologii zajęły historiozofia i logika. Powieść ta nasycona jest potężną dawką rozważań o naturze ludzkich losów. Kto jest suwerenem dziejów? Czy ludzie mogą tworzyć Historię, czy to Historia tworzy ludzi? Mimo, iż Dukaj wkracza tu na poletko dość hermetyczne (ale czyż klasyczne dla SF futurystyczne przedstawienia technologii, lub fizyka kwantowa nie są jeszcze bardziej hermetyczne?), nie należy się bać nudnego wykładu z Hegla, Marksa czy Konecznego. Czterokrotny laureat „Zajdla” (w tym nagroda z 2007 za omawianą tu powieść) ubiera bowiem głębokie idee i rozważania na ich temat w słowa wypowiadane ustami swoich bohaterów. O ile Historia jest tu swoistym motywem przewodnim i tłem wszystkich wydarzeń, o tyle równie istotną rolę odgrywają tu logika czy matematyka. Nauka jest tu niemal wszędzie. Jeśli nie przedstawiana wprost w postaci omawianych koncepcji, czy wynalazków, to pojawia się zawarta niejako implicite w rozważaniach filozoficznych czy też politycznych, które stanowią ważny fragment dzieła. Miłośnicy fantastyki NAUKOWEJ powinni być Lodem zachwyceni.
Świat wykreowany ręką Dukaja fascynuje i wciąga. Alternatywna historia początków XX w., gdzie I wojna światowa nie wybuchła, a Imperium Romanowów zostało skute Lodem oszałamia swoją epickością. Dopracowany jest każdy szczegół. Dukaj doskonale balansuje między tym co jest autorską kreacją, a tym co zostało zaczerpnięte z faktycznej dwudziestowiecznej historii. Mamy tu więc i historyczne postacie, jak Piłsudski, czy Rasputin, a także wielkie ruchy społeczne epoki, z drugiej zaś mamy fantastyczne kreacje zjawisk które powstały w skutek wydarzeń czysto fantastycznych, jak cały ruch wyznawców Lodu. Nawet te jednak są ubrane w doskonałe szaty z epoki, skonstruowane bowiem są na wzór faktycznie istniejących sekt, które działały w Rosji. Alternatywny świat to także kapitalnie dopracowane alternatywne technologie. Ba! Wręcz alternatywna fizyka. Wszystko to jest niezwykle spójne i przekonujące. Czuć nie tylko znakomity warsztat autora, ale i niewiarygodną wyobraźnię. Bardzo podobały mi się opisy scenerii, w których dzieje się akcja powieści. Niezależnie czy jest to Warszawa, czy przedziały Trassibu, przemysłowe krajobrazy Zimnego Nikołajewska, salony Irkucka, bezkresna tajga, czy też rozszalały w rewolucyjnym uniesieniu obóz marcynowców, za każdym razem obraz jest uderzający i niesłychanie poruszający wyobraźnię. Wrażenie to potęguje rewelacyjny warsztat językowy autora. Dukaj wystylizował język powieści w sposób niebywały. I nie chodzi mi tu tylko o użycie specyficznej pisowni, czy częste makaronizmy (zwykle rosyjskie). Chodzi mi też o niesamowite połączenie języka narracji, z przemianami świta wokół (zwróć szanowny Czytelniku na to uwagę porównując ze sobą narrację Lata i narrację Zimy). To kolejny, niezwykle mocny punkt tej książki.
Bohaterowie Lodu to także pisarski majstersztyk. Benedykt Gierosławski, człowiek, którego nie ma, Syn Mroza, Matematyk Historji jest tu centralną postacią, a zarazem chyba najmniej konkretną. Gireosławski nie dość, że jest taki jak świat, który go otacza, to stały, to zmienny, to jeszcze w dodatku serwuje czytelnikowi niesamowitą podróż po świecie oglądanym z perspektywy matematyka – świecie, który nijak samą matematyką ujęty być nie może. Gierosławski jest w fascynujący sposób niedookreślony. Zdaje sobie jednak sprawę z mechanizmów jakie jego niedookreśloność powodują i próbuje się z nimi konfrontować. Czy jednak można stanąć twarzą w twarz z Historią? Banalna podróż w celu odnalezienia na Syberii ojca staje się epickim wydarzeniem w skali.. no cóż, świata. Chyba więc jednak można. O ile jednak główny bohater pozostaje wciąż postacią dość chwiejną, o tyle pozostali bohaterowie Lodu są dla autora nie tylko koniecznym wypełniaczem fabuły, ale raczej doskonale nakreślonymi istotami z krwi i kości. Mają swoje pasje, poglądy, zwyczaje, filozofię, mają swoje kłamstwa i słabości, ale także mają swoje interesy i potrzeby. Dukaj fantastycznie wykorzystuje je do wprowadzania czytelnika w głębokie dyskusje, czyniąc z postaci swoiste nośniki, lub wręcz personifikacje rożnych myśli i idei. Także i tu, należą się autorowi ogromne pochwały.
Czy więc Lód to powieść idealna, pozbawiona wad? Chyba jednak nie. Momentami ma się wrażenie, że jest odrobinę przegadana, a pewne wątki można by sobie darować, pominąć, lub okroić. Odchudzenie powieści o te 100 czy 200 stron raczej by jej nie zaszkodziło. Z drugiej jednak strony trzeba przyznać, że Dukaj popełnił dzieło kompletne, doskonałe zarówno w warstwie fabularnej, językowej jak i (co w fantastyce tak ważne) kreacyjnej. To zdecydowanie nie jest literatura dla każdego. Raczej jest to pozycja dla tych, którzy nie chcą się przy lekturze spieszyć, a dodatkowo szukają w niej niebanalnych pomysłów i pewnej dozy epickości. Polska, fantastyczna powieść o Rosji jest tak monumentalna jak ten kraj i tak epicka, jak najważniejsze dzieła rosyjskiej literatury autorstwa Dostojewskiego czy Tołstoja.
A czy jest faktycznie wybitna?
Moim zdaniem tak.
Zamarzło.
6/6
czwartek, 18 lutego 2010
Ślepowidzenie – Peter Watts – recenzja
Hard Science Fiction była zawsze czymś w rodzaju mojej czytelniczej, nie do końca spełnionej ambicji. Co jakiś czas wielce mnie korci by przeczytać jakieś dzieło wyjęte z tak właśnie opisanej szufladki, pomęczyć się nad nim, zajrzeć do paru słowników, przewertować Wikipedię, poszukać czegoś więcej, po czym stwierdzić, że „Mhm… faktycznie, zmusiło mnie to do myślenia, trochę umordowało, ale czy mogę uczciwie stwierdzić, że w pełni autora rozumiem? W sumie nie wiem…”. Spróbowałem zatem po raz kolejny. Na czytelniczy warsztat trafiło Ślepowidzenie Petera Wattsa – książka, uważana przez wielu za jedną z najważniejszych dla gatunku, przynajmniej w ostatnich latach.
Mimo moich, być może wynikających z zawodowych inklinacji, utyskiwań, naukowa strona powieści prezentuje się bardzo dobrze. Watts sięga do ogromnej ilości koncepcji generowanych przez współczesną naukę, bierze z tego to, co mu pasuje i przekuwa w niesamowicie złożoną układankę literacką. Każdy motyw w tej powieści jest „po coś”: albo po to, by zaprezentować kolejną koncepcję naukową, albo by zabrać głos w jakiejś dyskusji. Tu nie ma przypadku. Fabuła Ślepowidzenia w równym stopniu jest dziełem wyobraźni autora, co konsekwencją wykorzystanych koncepcji. Nie do końca zgadzam się w tym miejscu z zarzutami Łukasza Orbitowskiego, że mało tu literatury. Ta literatura to właśnie zmierzenie się z dorobkiem hard SF. Co więcej, wykonane w najlepszym stylu- gęste od pomysłów i refleksji, przesycone trudnym, ale jednak strawnym językiem nauki. Swoją drogą, zabieg prowadzenia narracji z punktu widzenia głównego bohatera na dobrą sprawę nie tylko tłumaczącego pewne elementy rzeczywistości, ale i stosującego swoisty przekład językowy, jest kapitalnym trikiem pisarskim, pozwalającym opisać czytelnikowi w zasadzie nieopisywalny świat.
Edytorska strona Ślepowidzenia prezentuje się fenomenalnie. Jest to cecha charakterystyczna całej, wydawanej przez MAGa serii Uczta Wyobraźni. Twarda oprawa okraszona klimatyczną ilustracją, charakterystyczny layout i dość dobre tłumaczenie (choć czasem istotnie nie radzące sobie z poziomem skomplikowania języka). Słowem – jest świetnie!
Ślepowidzenie Petera Wattsa na pewno nie jest książką dla każdego. Ogromne nasycenie pomysłami, dość trudny język, czy ciągła gra ze stylistyką hard SF powodują, że do pełnego odbioru tej książki niezbędna jest pewna wiedza, znajomość konwencji i odrobina (no, może trochę więcej) refleksji. Ktoś, kto nie jest miłośnikiem gatunku, raczej nie polubi go po lekturze tej książki. Z drugiej strony, nawet osoby znające na wylot dzieła Lema, Nivena, Clarka, Baxtera, a z bardziej współczesnych Strossa, czy Egana, będą mogły znaleźć tu coś nowego i zaskakującego. Nie tylko na poziomie nowych koncepcji i pomysłów, bo to jest cel chyba każdego pisarza, szczególnie w takiej quasi-naukowej stylistyce, ale także na poziomie wykorzystania istniejących już motywów, charakterystycznych dla gatunku. Tutaj Watts ma czytelnikowi sporo do zaoferowania. Czy to jest jeszcze literatura, czy jedynie mocno naukowy i sfabularyzowany wywód filozofujący? Chyba jednak to pierwsze, przy czym naukowy komentarz i solidna bibliografia, zamieszczone na końcu książki wrażenie robią całkiem niezłe.
Dla miłośników gatunku 6/6, dla wszystkich innych 4,5/6
PS. Peter Watts wszystkie swoje dzieła umieszcza w internecie, dostępne w całości na zasadzie licencji Creative Commons. Tu można przeczytać Ślepowidzenie w całości, w oryginale.









