Zabójcza sprawiedliwość Ann Leckie spotkała się z niesłychanie gorącym przyjęciem fantastyczno-literackiej społeczności. Od lat żadna inna książka nie zyskała tak wielkiego poklasku bądź zdobywając praktycznie wszystkie najważniejsze nagrody branżowe (m.in. Hugo, Nebulę, BSFA, Arthura C. Clarke’a, Locusa za pierwszą powieść), bądź też przynajmniej będąc do nich nominowaną (nagrody Jamesa Tiptree Jra, J.W. Campbella czy Philipa K. Dicka). Amerykance udało się coś niebywałego, prawdę mówiąc nieco zaskakującego, biorąc pod uwagę jakość jej debiutanckiej powieści. Brakowało w niej bowiem czegoś wyjątkowego, absolutnie oryginalnego. To raczej sprawnie pomyślana i nieźle napisana mieszanka rozmaitych motywów, pomysłów i… niewiele więcej. Ot, interesująca wizja sfeminizowanego świata, bohaterka będąca w istocie statkiem kosmicznym i całkiem wciągająca fabuła. Byłem niezwykle ciekaw, czy drugiej odsłonie cyklu „Imperium Radch” uda się pójść w ślady poprzedniczki.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagroda Locus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagroda Locus. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 listopada 2016
Zabójczy miecz - Ann Leckie - recenzja z portalu Fantasta.pl
Zabójcza sprawiedliwość Ann Leckie spotkała się z niesłychanie gorącym przyjęciem fantastyczno-literackiej społeczności. Od lat żadna inna książka nie zyskała tak wielkiego poklasku bądź zdobywając praktycznie wszystkie najważniejsze nagrody branżowe (m.in. Hugo, Nebulę, BSFA, Arthura C. Clarke’a, Locusa za pierwszą powieść), bądź też przynajmniej będąc do nich nominowaną (nagrody Jamesa Tiptree Jra, J.W. Campbella czy Philipa K. Dicka). Amerykance udało się coś niebywałego, prawdę mówiąc nieco zaskakującego, biorąc pod uwagę jakość jej debiutanckiej powieści. Brakowało w niej bowiem czegoś wyjątkowego, absolutnie oryginalnego. To raczej sprawnie pomyślana i nieźle napisana mieszanka rozmaitych motywów, pomysłów i… niewiele więcej. Ot, interesująca wizja sfeminizowanego świata, bohaterka będąca w istocie statkiem kosmicznym i całkiem wciągająca fabuła. Byłem niezwykle ciekaw, czy drugiej odsłonie cyklu „Imperium Radch” uda się pójść w ślady poprzedniczki.
Etykiety:
3.5/6,
Akurat,
Ann Leckie,
Nagroda BSFA,
Nagroda Locus,
Radch,
science-fiction,
space opera
czwartek, 1 października 2015
Zabójcza Sprawiedliwość - Ann Leckie - recenzja z portalu Fantasta.pl
Muszę przyznać, że na tę premierę czekałem jak na mało którą. Zadziałały tu głównie dwa czynniki: ciągły niedobór rasowych space oper na naszym rynku (choć trzeba przyznać, że ostatnio sporo się w tej kwestii zmienia), a także (a może przede wszystkim) magia nagród. Nie da się bowiem Zabójczej sprawiedliwości odmówić zdobytego poklasku. Swą debiutancką powieścią Ann Leckie zgarnęła fantastycznonaukowego Wielkiego Szlema, otrzymując m.in. Hugo, Nebulę czy nagrody Locusa, BSFA i Arthura C. Clarke'a. Więcej już się chyba nie dało. Informacja o wydaniu tej powieści przez coraz aktywniejsze na polu science fiction wydawnictwo Akurat ucieszyła mnie więc wielce. Nieco mniej ucieszył mnie sposób, w jaki został przetłumaczony tytuł („Ancillary”– 'zabójczy'? Serio?!), ale nie on jest tutaj najważniejszy. Liczy się treść i to, co w space operze najważniejsze: pomysł, rozmach i odpowiednio dynamiczna akcja.
czwartek, 25 czerwca 2015
Trawa - Sherri S. Tepper - recenzja z portalu Fantasta.pl
Bardzo często można usłyszeć, że literatura pisana przez kobiety różni się zauważalnie od literatury tworzonej przez mężczyzn. Mimo że zwykle takie stwierdzenie mnie drażni (choć na dobrą sprawę teza o tym, że płeć kulturowa ma przełożenie na sztukę nie powinna rodzić specjalnych kontrowersji), to jednak czasem nie pozostaje nic innego, jak tylko przytaknąć, stwierdzając, że istotnie, dane dzieło nosi w sobie wybijający się na pierwszy plan pierwiastek tego, co w naszej kulturze przypisywane jest szeroko pojętej „kobiecości”: skupienie się na emocjach, uczuciach, relacjach między bohaterami i uczynienie z nich jednej z głównych motywacji do działania. Niby nic specjalnie wyjątkowego, raczej coś, co stanowi niezbędny element dobrej literatury bez względu na płeć autora. A jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w przypadku science fiction – literatury, która wyewoluowała wokół zbeletryzowanych opisów technologicznych i społecznych osiągnięć przyszłości – faktycznie jest coś na rzeczy. Nowa Fala przełomu lat 60. i 70. XX wieku do tej pory uchodzi za literackie wydarzenie, które uczyniło z fantastyki naukowej „pełnoprawną literaturę”. Spadkobierczynią tego nurtu jest Sheri S. Tepper, autorka Trawy.
Etykiety:
4.5/6,
Artefakty,
fantasta.pl,
klasyka,
MAG,
Nagroda Hugo,
Nagroda Locus,
science-fiction,
Sheri S. Tepper,
Trawa,
Trylogia Arbaiów
piątek, 12 września 2014
Czerwone koszule - John Scalzi - recenzja z portalu Fantasta.pl
Napisać dobrą parodię nie jest łatwo. Potrzebne jest
do tego nie tylko poczucie humoru i co najmniej przyzwoity warsztat, ale
przede wszystkim niezbędne jest znakomite wyczucie i głębokie
zrozumienie parodiowanej konwencji czy dzieła. A i tak podejmujący ten
trud autor naraża się zarzut stworzenia dzieła jednowymiarowego:
nieważne pamfletu czy paszkwilu na temat iks lub igrek. Z parodią (czy
też pastiszem) postanowił zmierzyć się znany i ceniony (choćby za Wojnę starego człowieka) John Scalzi.
Autor specjalizujący się w literaturze głęboko zakorzenionej w klasyce
science fiction sięgnął po sztandarowy serial konwencji – oryginalnego Star Treka.
Na pierwszy rzut oka temat wydaje się być znakomity – serial był bowiem
niezwykle charakterystyczny, pełen kuriozalnych elementów znanych także
z innych dzieł SF tamtej ery. Wraz z mijającymi latami nie tylko
dorobił się jednak statusu ponadczasowego (choć, po prawdzie, wiele
odcinków nie najlepiej zniosło próbę czasu), ale wręcz wyrosła wokół
niego (i jego kontynuacji) cała kultura i towarzyszący jej przemysł.
Tyle tylko, że Amerykanin napisał coś znacznie więcej niż prosta parodię
– książkę złożoną, wielowymiarową i głęboką… choć nie od razu daje się
to zauważyć.
Etykiety:
Akurat,
Czerwone koszule,
fantasta.pl,
John Scalzi,
Nagroda Hugo,
Nagroda Locus,
pastisz,
polecanki,
science-fiction,
Star Trek
środa, 16 lipca 2014
Związek żydowskich policjantów - Michael Chabon - recenzja z portalu Fantasta.pl
Flirt fantastyki i kryminału nie jest w zasadzie
niczym nowym. Można wręcz rzecz, że jest to jedna z częściej
spotykanych kombinacji w ramach łączenia ze sobą różnych konwencji
gatunkowych. Jest to zadanie o tyle wdzięczne, że dzięki położeniu
punktu ciężkości na różne elementy dzieła literackiego, konwencje te
bardzo dobrze się uzupełniają: fantastyka dostarcza entourage’u i
konstrukcji świata przedstawionego, zaś kryminał determinuje przede
wszystkim klimat i fabułę. Kiedy zaś na tego typu połączenie decyduje
się znakomity warsztatowo, nagrodzony Pulitzerem pisarz głównonurtowy,
można spodziewać się całkiem sporo. Związek żydowskich policjantów Michaela Chabona
istotnie odniósł znaczny sukces zdobywając m.in. Hugo, Nebulę i nagrodę
Locusa. Czy faktycznie jest to powieść tak dobra, jak można wnioskować
na podstawie zdobytych laurów?
piątek, 16 listopada 2012
Krokodylowa skała - Lucius Shepard - recenzja z portalu Fantasta.pl
Kiedy kilka miesięcy temu miałem okazję przyjrzeć się bliżej Smokowi Griaule,
byłem bardzo zadowolony z faktu zwrócenia uwagi polskich wydawców na
twórczość jednego z najważniejszych amerykańskich autorów niebanalnej
fantastyki, a mianowicie Luciusa Sheparda. Tym większa była moja radość, gdy w planach wydawniczych Solarisu pojawił się zbiór najlepszych opowiadań autora Zielonego kocura diabła,
z których zdecydowana większość to teksty, które zdobyły bądź były
nominowane do najważniejszych nagród fantastycznych. Minęło kilka
miesięcy i Krokodylowa skała trafiła do rąk szerszej publiczności. Muszę przyznać, że na zapoznanie się z jej zawartością czekałem bardzo niecierpliwie.
czwartek, 10 listopada 2011
Accelerando - Charles Stross - recenzja z portalu Fantasta.pl
Accelerando było dla mnie przez długi czas czymś w rodzaju
literackiego wyrzutu sumienia – książką, która dostojnie stała na
półce, kusiła, obiecując bardzo, bardzo wiele, z różnych przyczyn była
jednak odkładana „na później”. W końcu pękłem i z perspektywy osoby,
która z zawartością sztandarowego dzieła Charlesa Strossa już się
zapoznała, mogę stwierdzić, że dla miłośników współczesnej twardej
science fiction jest to pozycja po prostu obowiązkowa, a odkładanie jej
na później jest stratą czasu… po prostu. Z drugiej jednak strony trzeba
przyznać, że zdecydowanie nie jest to książka dla każdego, a wgryzienie
się w jej treść wymaga trochę wysiłku i samozaparcia… no i chyba też
zamiłowania do konwencji hard sf. Przejdźmy zatem do rzeczy.
Etykiety:
5.5/6,
Accelerando,
Charles Stross,
cyberpunk,
fantasta.pl,
hard SF,
MAG,
Nagroda Locus,
osobliwość,
polecanki,
posthumanizm,
rozwój,
science-fiction,
sf,
transhumanizm,
Uczta Wyobraźni
czwartek, 7 kwietnia 2011
Nakręcana dziewczyna. Pompa numer sześć - Paolo Bacigalupi - recenzja z portalu Fantasta.pl
Nie pamiętam, żeby oczekiwanie na jakąś książkę wzbudzało we mnie tyle emocji. Powodów takiego stanu rzeczy było kilka. Przede wszystkim, co tu dużo kryć, wrażenie robiła ilość nagród, jakimi Nakręcana dziewczyna została obsypana. Hugo, Nebula, Nagroda Campbella, Nagroda Locusa… Poza tym opinia o Paolo Bacigalupim jako o pisarzu nowatorskim, twórcy nowego podgatunku, który zaczęto nazywać biopunkiem. Żeby było jeszcze piękniej, MAG postanowił wydać powieść-multilaureatkę wraz ze zbiorem opowiadań Amerykanina Pompa numer sześć w jednym opasłym tomie w ramach serii Uczta Wyobraźni. Czekałem zatem i się doczekałem. A jak się doczekałem to przeczytałem. A jak przeczytałem…
czwartek, 25 listopada 2010
Miasto i Miasto - China Miéville - recenzja z portalu Fantasta.pl
Bardzo cieszy mnie tendencja szybkiego wydawania w naszym kraju pozycji zdobywających uznanie na poletku ogólnoświatowej fantastyki. Jasne, zawsze można sobie sprawić wydanie anglojęzyczne, niestety zwykle sprowadzenie tego typu pozycji chwile trwa, a i ceny książek obcojęzycznych w kraju nad Wisłą zbyt zachęcające nie są (przynajmniej jeśli chodzi o zagraniczne nowości, które są na topie). W roku 2010 pozycjami, które zwróciły na siebie ogromną uwagę fantomu były: wydany już w Polsce (i zrecenzowany tak na łamach Fantasty, jak i na tym blogu) doskonały Palimpsest Catherynne M. Valente, The Windup Girl Paolo Bacigalupiego (polskie wydanie planowane jest na styczeń), a także kolejna powieść czołowej postaci brytyjskiej fantastyki Chiny Miéville’a zatytułowana Miasto i Miasto, która właśnie trafiła na księgarskie półki w naszym kraju. I tej właśnie pozycji postaram się poświęcić kilka słów.
Kilka miesięcy temu nie szczędziłem Brytyjczykowi pochwał przy okazji omawiania zbioru jego opowiadań zatytułowanego W poszukiwaniu Jake’a i inne opowiadania. Zwracałem tam uwagę na bardzo umiejętne połączenie fantastycznej wyobraźni z popartą politycznym zacięciem inteligentną krytyką współczesnego społeczeństwa. Krótko mówiąc Miéville zaimponował mi swoistym socjologicznym zmysłem pozwalającym zwracać uwagę na intrygujące wycinki naszej rzeczywistości i wykorzystywać je jako źródło motywów dla swojej twórczości. Z drugiej strony autor ten wpisuje się w bardzo charakterystyczny nurt we współczesnej fantastyce (choć w zasadzie widoczny jest on także w literaturze głównego nurtu) stawiający w centrum opowieści motyw miasta. W przypadku opowiadań zawartych we W poszukiwaniu Jake’a… miastem tym był widziany na różne sposoby Londyn. Podobną fascynację miastem, jako specyficzną przestrzenią (tak społeczną, jak i fizyczną) można obserwować także choćby u wspomnianej już Valente, Jeffa Vandermeera, czy M. Johna Harrisona. W przypadku Miasta i Miasta Miéville popisuje się dodatkowo kapitalną umiejętnością mieszania gatunków i konwencji, tworząc wybuchową mieszankę wielu motywów.
Dla wielu czytelników pewnym zaskoczeniem może być fakt, że powieść Brytyjczyka jest zasadniczo niczym innym, jak czarnym kryminałem. Inspiracje pracami Raymonda Chandlera są tu wyraźnie widoczne. Miévillowskim odpowiednikiem Philipa Marlowe’a, głównego bohatera prowadzącego narrację jest inspektor Tyador Borlú, reprezentujący Brygadę Najpoważniejszych Zbrodni policzai miasta Besźel – stolicy małego kraiku położonego gdzieś w Europie Środkowej. Jeśli chodzi o fabułę to mamy tu do czynienia z absolutną klasyką gatunku, w bardzo dobrym wykonaniu. Śledztwo rozpoczynające się znalezieniem zwłok nieznanej kobiety, jak przystało na kryminał wciąga nas w wir spekulacji na temat tego kto, i dlaczego mógł dokonać tego czynu. Na drodze do rozwiązania tej zagadki okazuje się, że każdy strzępek informacji rodzi kolejne pytania, a droga do znalezienia rozwiązania jest niebezpieczna i wymaga wielu działań leżących w zdecydowanej sprzeczności z zasadami rutynowego postępowania policjanta, często mogących doprowadzić do międzynarodowego skandalu. Miéville w tym aspekcie specjalnie nie zaskakuje, oddając tu hołd klasyce gatunku. Jego bogata wyobraźnia i talent do ciekawych, oryginalnych obserwacji znajdują ujście gdzie indziej.
Punktem centralnym powieści staje się koncepcja splecionych ze sobą metropolii: Besźel i Ul Qomy. Dwóch miast, które pozornie dzielą tą samą przestrzeń, funkcjonują jednak jako odrębne organizmy: topograficznie, ekonomicznie, politycznie i społecznie. Pomysł jest niezwykle oryginalny i stanowi dla Brytyjczyka punkt wyjścia dla swobodnego operowania tym, co jest jednym z najsilniejszych punktów jego twórczości, a mianowicie prowadzenia błyskotliwych, politykujących obserwacji życia społecznego i ich komentowanie. Niuanse wzajemnych relacji „przeoczających się miast”: ich historii, polityki i kultury robią ogromne wrażenie bogactwem detali i zgrabnym wpisaniem je w realia znanego nam świata. Muszę przyznać, że poznawanie tego świata wciąga chyba jeszcze bardziej niż intrygująca fabuła Miasta i Miasta. Z drugiej strony Miéville używa motywu dwóch odrębnych miast dzielących tą samą przestrzeń jako metafory wzajemnych relacji różnych społeczności dzielących to samo terytorium, wplatając w tą rzeczywistość mnóstwo odwołujących się do tego motywu smaczków: jak choćby będąca doskonale prosperującym biznesem restauracja żydowsko-muzułmańska, czy też ciekawy portret radykalnych ruchów politycznych (których przecież sam autor także jest przedstawicielem). Wszystkie te socjologiczne obserwacje i komentarze podane są jednak w specyficzny sposób, nawiązujący trochę do wspominanego przez samego autora Franza Kafki, mi zaś przywodzący na myśl choćby Josepha Hellera. Machina społeczno-polityczna odseparowująca od siebie Besźel i Ul Qomę jest pełna paradoksów i absurdów, a groźba wkroczenia tajemniczej Przekroczeniówki jeszcze je wzmacnia. Miasto i Miasto ma jeszcze jeden wymiar, a mianowicie jest to swoisty portret zmitologizowanej przestrzeni miasta. Zmitologizowanej choćby przez fakt współdzielenia jej przez dwa odrębne organizmy, żyjące swoim własnym życiem i rytmem. Besźel i Ul Qoma są dla siebie równie oczywiste co niedostępne, równie bliskie co odległe. Efektem jest bogactwo onirycznych wręcz wizji sytuujących się na granicy tego co widzialne i niewidzialne i tego co dozwolone i zakazane. To co pozornie bliskie i znane, miejsca, ludzie, smaki i zapachy, okazują się być owiane nimbem tajemnicy i noszą swoiste piętno zakazanego owocu. Takie zmitologizowane pokazywanie przestrzeni miasta, odkrywanie jej na nowo rodzi skojarzenia z Brunonem Schulzem, którego twórczością Brytyjczyk wyraźnie się inspiruje, czego wyraz dał otwierając swą powieść cytatem ze Sklepów Cynamonowych.
Ten kapitalnie wykreowany świat zapełniają jednak postacie skonstruowane w dużo prostszy sposób. Borlú to typowy detektyw, twardy, zdeterminowany, skłonny złamać czasem pewne zasady w imię rozwiązania sprawy. Podobne wrażenie robią też jego odpowiednicy z Ul Qomy. Do tego mamy pełną paletę różnych warstw społeczeństwa Miasta i Miasta: polityków, radykałów, naukowców i studentów. Każda z tych grup została sportretowana w sposób bardzo obrazowy i plastyczny, choć muszę przyznać, że nie ma tu jakiś wyjątkowych „fajerwerków”, a żadna z drugoplanowych postaci specjalnie w pamięć nie zapada. Zgodnie z konwencją w centrum wydarzeń umiejscowiona jest postać detektywa prowadzącego śledztwo, a tu postać Tyadora Borlú sprawdza się świetnie.
Miasto i Miasto otrzymało w 2010 Nagrodę Hugo, Nagrodę Locusa i Nagrodę Arthura C. Clarke’a - to musi robić wrażenie. Czy jednak rzeczywiście jest to powieść tak fascynująca, jak można by oczekiwać po zdobywczyni tylu prestiżowych wyróżnień? No cóż, może w pewnych kwestiach China Miéville wykonał „zaledwie” solidną robotę, ale sam pomysł dwóch splecionych miast i wielowarstwowość tej powieści robią naprawdę bardzo duże wrażenie. Do tego sprawny język, oryginalne na gruncie fantastyki nawiązanie do nurtu czarnego kryminału i bogactwo społecznych komentarzy powodują, że Miasto i Miasto staje się w moich oczach jedną z najważniejszych pozycji tego roku na naszym rynku wydawniczym. Co prawda niektórzy czytelnicy mogą trochę tęsknić za większym politycznym zaangażowaniem, znanym z innych pozycji tegoż autora, ale uważnie czytając tę powieść można doszukać się całkiem sporej ilości krytycznego spoglądania na rzeczywistość. Jest ono tu po prostu mniej oczywiste, bardziej schowane. No cóż, wypada to tylko potraktować jako pretekst do tego, by cieszyć się tą powieścią dłużej, szukając różnych możliwości odczytania jej. Bo tego, że warto się z nią zapoznać nie muszę już chyba dodawać…
5,5/6
Etykiety:
5.5/6,
China Miéville,
fantasta.pl,
kryminał,
lewica,
miasto,
Miasto i Miasto,
Nagroda Hugo,
Nagroda Locus,
polecanki,
Zysk i s-ka
czwartek, 23 września 2010
Siedemdziesiąt dwie litery - Ted Chiang - recenzja z portalu Fantasta.pl
Fantastyka Chianga jest bardzo trudna do sklasyfikowania. Niezwykle sprawnie czerpie on bowiem z wielu konwencji, poruszając bardzo odległe od siebie tematy. Teksty są napisane świetnym, żywym językiem, a bohaterowie wyraziści. Warsztat to jednak tylko drobny element stanowiący o fenomenie tych opowiadań. Najsilniejszymi punktami twórczości Amerykanina są doskonałe, niekonwencjonalne pomysły. Każde z opowiadań zabiera czytelnika w odmienną rzeczywistość. Za każdym razem jest to świat, który może wydawać się nam znany, jednak Chiangowi udaje się wprowadzić do pozornie swojskiej rzeczywistości coś, co zmienia ją w fascynujący setting fantastyki najwyższych lotów. Mamy więc okazję poznać budowniczych Wieży Babel, przekonać się jak wyglądałaby nauka oparta na kabale, śledzić losy człowieka, który w wyniku działania leku nowej generacji stał się hiperinteligentny lub też doświadczyć historii kontaktu z obcymi, z perspektywy językoznawcy. Wydaje się, że te pomysły nie są specjalnie oryginalne. To jednak tylko złudzenie. Chiang wykorzystuje ograne patenty okraszając je taką ilością kapitalnych idei, że każda z nich potrafi zaskoczyć świeżością spojrzenia. Wielkim plusem jest też doskonałe przygotowanie merytoryczne autora. Być może specjaliści od matematyki, neurologii, czy językoznawstwa potrafią znaleźć w tym co wychodzi spod jego pióra jakieś niedociągnięcia, jednak z perspektywy laika postacie wykreowane przez Chianga (często naukowcy, lub innego rodzaju specjaliści) są niezwykle przekonujące jako eksperci w swoich dziedzinach. Takie merytoryczne przygotowanie wymaga sporo pracy ze strony autora, a tu jest ono (przynajmniej z perspektywy piszącego te słowa) perfekcyjne.
Twórczość Chianga to jednak coś więcej niż tylko świetnie opracowane koncepcje. Praktycznie każdy tekst niesie ze sobą pewne przesłanie, myśl. Wyraźnie można zauważyć w twórczości Amerykanina pewne powtarzalne wątki. Jednym z nich są rozważania na temat postępu technologicznego czynionego przez ludzkość, a także społecznych konsekwencji tego postępu (Zrozum, Ewolucja ludzkiej nauki, Co ma cieszyć oczy). Ważnym element twórczości Chianga jest religia. Potrafi on stworzyć fascynujący setting np. poprzez swoiste urzeczywistnienie wizji pochodzących z tradycji kręgu judeo-chrześcijańskiego (Wieża Babilonu, Siedemdziesiąt dwie litery, Piekło to nieobecność Boga). Widać doskonałe opanowanie form i konwencji, którymi autor się posługuje, niezależnie od tego czy jest to historia alternatywna, opowieść szkatułkowa w klimatach orientalnych, opowiadanie zbudowane na wzór formalnego dowodu matematycznego, quasi-reportaż, czy też zanurzony w klimacie lemowskim swoisty testament zaginionej rasy myślących mechanizmów. Także i w tej materii należą się Chiangowi wielkie brawa.
Można wymienić wiele powodów dla których warto sięgnąć po Siedemdziesiąt dwie litery. Dla tych, którzy twórczość Amerykanina już znają jest okazja by postawić na półce niemal kompletny zbiór jego tekstów (niemal, gdyż w lipcu 2010 ukazała się jego najnowsza nowela zatytułowana The Lifecycle of Software Objects). Dla wielu magnesem mogą być nagrody, którymi obsypane zostały składające się na zbiór opowiadania (na 11 tekstów zawartych w Siedemdziesięciu dwóch literach tylko 4 nie zdobyły żadnej nagrody ani nominacji. Pozostałe teksty mają na koncie, bagatela, 4 nagrody Nebula, 3 nagrody Hugo (plus 4 nominacje do tejże nagrody) i 3 nagrody Locus. Wynik zaiste imponujący). Niezależnie od powodów, sięgnięcie po opowiadania Chianga z pewnością nie przyniesie czytelnikowi zawodu. Amerykanin ma rzadki talent tworzenia literatury najwyższej próby, pełnej doskonałych pomysłów, jednocześnie niezwykle przystępnej i potrafiącej przykuć uwagę czytelnika na długie godziny. Lepszej rekomendacji dla Siedemdziesięciu dwóch liter nie trzeba.
5,5/6
wtorek, 27 lipca 2010
W poszukiwaniu Jake'a i inne opowiadania - China Miéville - recenzja w wersji "uncut"
Zbiory opowiadań mają to do siebie, że zwykle poziom umieszczonych w nich tekstów jest dość zróżnicowany. Naprawdę niewiele bywa takich, w których nie pojawi się żaden słaby tekst. Dlatego na wybór krótkich form autorstwa jednego z najczęściej nagradzanych pisarzy ostatnich lat - Chiny Miéville’a, czekałem z wielkim zainteresowaniem. W poszukiwaniu Jake’a i inne opowiadania to dwanaście opowiadań, jedna mikropowieść i jeden komiks. Motywem, który spina w całość wszystkie teksty jest miasto, w większości przypadków Londyn. Opowiadanie Jack zabiera zaś czytelnika do znanego np. z Dworca Perdido uniwersum Bas-Lag, a konkretnie do Nowego Crobuzon. Wychodzi więc na to, że jest to swoisty smaczek, który może przyciągnąć do tego zbioru miłośników sztandarowego cyklu tego autora.
Uczynienie z miasta klamry spinającej tematycznie teksty nie oznacza bynajmniej, że mamy do czynienia z przewodnikiem po topografii Londynu, lub też podręcznikiem architektury. Owszem, czasem fragmenty miejskiego krajobrazu postawione są na pierwszym planie (jak ulice w Doniesieniach o pewnych wypadkach w Londynie lub budynki w Fundamentach) , jednak punktem centralnym twórczości Miéville’a wydaje się być refleksja na temat współczesnego społeczeństwa, które miasta uczyniło swoją podstawową tkanką. Pokazując zurbanizowaną przestrzeń, która staje się w rożny sposób odmieniona, autor stara się snuć refleksje na temat tego jak bardzo człowiek staje się uzależniony od pewnych form bytowania w przestrzeni oswojonej na jedyny słuszny sposób. Zmiana w otoczeniu łączy się ze zmianą ludzkich zachowań, wywołuje niepokój, a czasem wręcz grozę. Wypaczone miasto powoduje wypaczenie społeczeństwa i zawieszenie reguł nim rządzących.
W wymienionych powyżej wątkach twórczości Brytyjczyka wyraźnie widać jego poglądy polityczne. Miéville jako przedstawiciel radykalnej lewicy, wyraźnie krytykuje konsumpcjonizm i korporacjonizm, obnaża absurdy liberalnej gospodarki (Dzień dziś wesoły), czy też obłudę wielkich korporacji (Koniec z głodem). Uważam, że jest to niesłychanie ożywczy, świeży powiew we współczesnej fantastyce. Szczególnie jeśli odniesiemy to do polskiego fandomu, gdzie zdecydowana większość pisarzy wprost deklaruje się jako zwolennicy prawej strony sceny politycznej prezentując pełne spektrum typowych dla niej postaw: od radykalnego antykomunizmu, przez rozbuchany narodowy konserwatyzm, na zapędach monarchistycznych kończąc. Ot, taki urok naszego rodzimego poletka. Obawiam się, że gdyby osoba pokroju Miéville'a próbowała tworzyć nad Wisłą szybko zostałaby przez środowisko zjedzona. Szczęśliwie jednak dla czytelników, twórczość trzykrotnego laureata Nagrody Arthura C. Clarke'a jest do naszego kraju bez przeszkód importowana i znajduje tu spore zainteresowanie.
Miéville w swoich opowiadaniach kapitalnie potrafi zbudować nastrój. Zwykle (choć nie zawsze) posługuje się narracją pierwszoosobową, co budzi skojarzenia z twórczością H.P.Lovecrafta. Tym bardziej, że klimat tajemnicy, grozy, czasem lekkiej paranoi jest tu niemal wszechobecny. Trudno powiedzieć, czy zawartość W poszukiwaniu Jake’a to bardziej urban fantasy, czy raczej dyskretnie serwowany horror. Styl Brytyjczyka to nie tylko wnikliwa obserwacja rzeczywistości i podszyte polityką uszczypliwe jej komentowanie. Składa się na niego także pióro zdolne budować fascynujące, plastyczne opisy, które powodują, że odrealniona rzeczywistość niemal staje czytelnikowi przed oczami. Język polskiego wydania tych opowiadań jest dość zróżnicowany, co jest poniekąd rezultatem faktu, że nad ich przekładem pracowało aż czterech tłumaczy. No cóż, od przybytku głowa nie boli…
Czy warto się ze zbiorem Miéville’a zapoznać? Z pewnością tak. Wyobraźnia tego autora jest wręcz niesłychana, a sprawne pióro, żywy, zadziorny język i polityczne podszyta krytyka współczesnego świata powodują, że płody tej wyobraźni przybierają fascynujące i wciągające literackie formy. Tu nie ma słabych tekstów, większość jest co najmniej bardzo dobra, kilka zaś jest wręcz doskonałych (Pokój kulek, Doniesienia o pewnych wypadkach w Londynie, Chowaniec, Łącznik, Koniec z głodem, Dziś dzień wesoły czy Jack). W poszukiwaniu Jake’a i inne opowiadania to nie tylko pozycja dla miłośników uniwersum Bas-Lag, czy też tych, którzy poszukują tak rzadkiego towaru jakim jest lewicowa, społecznie zaangażowana fantastyka. Zbiór ten to przede wszystkim sporo świetnych pomysłów przelanych na papier za pomocą doskonałego pióra. O ile do niedawna miałem jeszcze pewne wątpliwości, tak obecnie już ich nie mam: nazywanie Chiny Miéville’a, trzykrotnego laureata Nagrody Arthura C. Clarke’a, jednym z najważniejszych współczesnych twórców fantastyki bynajmniej nie jest opinią na wyrost. On na nią w pełni zasługuje. Niedowiarkom polecam omawiany zbiór. Wszystkim innym zresztą też, bo jest to fantastyka na najwyższym poziomie.
5,5/6
Subskrybuj:
Posty (Atom)


