Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 kwietnia 2018

Rat Queens. Tom drugi: Dalekosiężne macki N’Rygotha – Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch, Stjepan Šejić - komiksowa recenzja z Szortalu

Dalekosiężne macki vs okazałe jądra

Przy okazji recenzowania pierwszego tomu „Rat Queens” zwracałem uwagę na fakt, że nie ma na polskim rynku komiksowym wielu serii (szczególnie zza Oceanu), które prezentowałyby luźne, humorystyczne podejście do konwencji fantasy. Seria Kurtisa J. Wiebego i Roca Upchurcha była więc pewnym powiewem świeżości, prezentując stylistykę znacznie odbiegającą od frankofońskiego ujęcia tematu. Przerysowane, rubaszne i ociekające nieco przaśnym humorem przygody czterech najemniczek zrobiły jednak całkiem niezłe wrażenie. Pozostawało tylko czekać, na to, czy drugi tom utrzyma poziom początku serii.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Lanfeust z Troy Tom 1 – Christophe Arleston, Didier Tarquin - komiksowa recenzja z Szortalu

Magiczna kość (niezgody)

Mało która europejska seria komiksowa zdobyła popularność porównywalną z „Lanfeustem z Troy”. Można uznać ją wręcz za modelowe frankofońskie fantasy – lekkie i malownicze. Świat Troy, w którym każdy ma jakiś magiczny (mniej lub bardziej przydatny) talent, stał się ostatecznie areną wielu serii, składających się w sumie na kilkadziesiąt (!) albumów. W tym roku Egmont postanowił przypomnieć to uniwersum polskim czytelnikom w formie edycji zbiorczych. Wydany kilka miesięcy temu prequel zatytułowany „Zdobywcy Troy” spotkał się z dość mieszanym odbiorem. Tym razem jednak dostajemy pierwsze wydanie zintegrowane zasadniczej serii, zbierające cztery pierwsze albumy „Lanfeusta z Troy”.

piątek, 22 grudnia 2017

Monstressa. Tom 1 – Przebudzenie – Marjorie Liu, Sana Takeda - komiksowa recenzja z Szortalu

Przepiękny miszmasz

Gdy przyjrzymy się  tradycji komiksowej w różnych częściach globu, możemy bez trudu wyróżnić trzy główne (a może po prostu najpopularniejsze) gałęzie: europejską, amerykańską (ew. anglosaską) i japońską. O ile przenikanie się dwóch pierwszych mamy okazję oglądać dość często, o tyle znacznie rzadziej zdarza się trafiać na dzieła będące pod wpływem komiksów zarówno Zachodu, jak i Wschodu. Każda z tych tradycji wypracowała zresztą swoje specyficzne podejście do klasycznych konwencji, jak science fiction, fantasy, horror, kryminał itp. Tym większą uwagę przyciągnąć więc mogą komiksy zakorzenione w jakiejś konwencji i jednocześnie czerpiące garściami z różnych tradycji regionalnych. Znakomitym przykładem tego typu tytułu z pogranicza jest „Monstressa” Marjorie Liu i Sany Takedy.

piątek, 10 listopada 2017

Rat Queens. Tom pierwszy: Magią i Maskarą – Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch - komiksowa recenzja z Szortalu

Przygody niegrzecznych dziewczynek


Na wstępie warto wspomnieć, że mamy do czynienia z nowym zawodnikiem na naszym poletku. Muszę przyznać, że Non Stop Comics robi wrażenie konsekwentnym budowaniem swojej propozycji wydawniczej i wejściem na rynek ze sporym przytupem. Sięgnęli przed wszystkim po ofertę wydawnictw spoza amerykańskiej wielkiej dwójki, w tym trzeciego z największych graczy zza Oceanu – Image Comics. To właśnie z tej stajni pochodzi omawiany album – pierwszy tom serii „Rat Queens” autorstwa Kurtisa J. Wiebe i Roca Upchurcha. 

poniedziałek, 31 lipca 2017

Ściana burz - Ken Liu - recenzja z portalu Fantasta.pl

"Królowie Dary" Kena Liu stanowili znakomity przykład fantasy wychodzącej poza klasyczne ramy tej konwencji w jej anglosaskiej wersji. Urok powieści wynikał do pewnego stopnia z faktu, że mieliśmy do czynienia z czymś więcej niż tylko stylizacją świata przedstawionego. Liu uczynił z Dary pełnoprawny, złożony neverland, głęboko jednak zakorzeniony w tradycji i kulturze dawnych Chin. Jednocześnie była to książka, która w niczym nie ustępowała współczesnym zachodnim bestsellerom – ba! Przewyższała wiele z nich choćby dzięki temu, iż stanowiła zamkniętą fabularnie i koncepcyjnie całość. I choć wiedziałem, że autor Papierowej menażerii planuje rozwinąć swą powieść w cykl, to zastanawiało mnie, w jaki sposób to zrobi. No cóż, zrobił.

poniedziałek, 12 września 2016

Puste niebo - Radek Rak - recenzja z portalu Fantasta.pl

Ktoś kiedyś powiedział, że istnieją trzy rodzaje książek: o wydarzeniach, ludziach i o miejscach. W fantastyce znaleźć można wszystkie z nich: zarówno te stawiające na fabułę, bohaterów, jak i najczęściej wysuwającą się na pierwszy plan scenografię. Tyle tylko, że w tej konwencji najczęściej odnosi się ona do neverlandów, uniwersów w pełni stworzonych, jawnie nierealnych i niekoniecznie mających związek ze światem rzeczywistym. Czasem zdarzają się jednak fantastyczne opowieści osadzone w miejscach nam znanych, opowiadające niezwykłe historie terenów, które przynależą do doświadczanej przez nas rzeczywistości. Najnowsza książka Radka Raka – Puste niebo – wpisuje się w ten nurt. W znacznej mierze przedstawia bowiem portret Lublina okresu międzywojnia. Jest to jednak Lublin zupełnie inny choćby od tego, jaki spotkać możemy w powieściach Marcina Wrońskiego – u Raka to miasto magiczne, przesycone aurą tajemniczości. A to zaledwie jedna z wielu zalet najnowszej pozycji wydanej w serii „Kontrapunkty”.

piątek, 8 kwietnia 2016

Królowie Dary - Ken Liu - recenzja z portalu Fantasta.pl

Często mam problem z instytucją tzw.„ulubionego autora”. Cóż to bowiem oznacza, że jakiś twórca jest „ulubiony” i dlaczego najchętniej sięgamy po jego prace? Może nam odpowiadać styl, tworzone światy, może też chodzić o poruszaną problematykę czy stosowaną konwencję. Ale z drugiej strony wielu z nas – czytelników – przyzna, że bacznie zwraca uwagę na teksty, w których pisarze (a w szczególności ci ulubieni) wychodzą poza ramy, w których ich twórczość tradycyjnie się zamykała (bądź była zamykana). Przykładem tego typu literackiego „wychodzenia z szufladki” mogą być Królowie Dary, powieściowy debiut Kena Liu.

piątek, 12 czerwca 2015

Kroniki Amberu. Tom 2 - Roger Zelazny - recenzja z portalu Fantasta.pl

Pisząc o pierwszym tomie zbiorczego wydania Kronik Amberu Rogera Zelaznego, zwróciłem uwagę, iż jest to cykl uważany za jeden z najważniejszych w historii fantastyki. To poczesne miejsce zawdzięcza nie tylko czysto pisarskim umiejętnościom autora, ale przede wszystkim wyróżniającemu się na tle ówczesnej literatury pomysłowi na świat przedstawiony. I choć wykorzystanie idei multiuniwersum nie było wcale jakąś wielką rewolucją (bo czytelnicy znali już choćby Narnię C.S. Lewisa), to jednak połączenie rodzącego się urban fantasy z poważnymi tematami oraz klimatem intryg i knowań stworzyło mieszankę, która na stałe znalazła eksponowane miejsce w sercach i biblioteczkach kolejnych pokoleń fantastów. Słowa te tyczą się jednak przede wszystkim tzw. „cyklu Corwina”, czyli pierwszych pięciu powieści, które Zelazny osadził w świecie Amberu i jego cieni. A przecież było jeszcze pięć kolejnych…

poniedziałek, 11 maja 2015

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Robert M. Wegner - recenzja z portalu Fantasta.pl

Na tę książkę czekało wiele osób. Czekało na nią długo. A gdy wiele osób czeka na coś przez bardzo długi czas, rodzą się oczekiwania, które rosną, puchnąc i nabrzmiewając od pojawiających się nieuchronnie wyobrażeń, dywagacji i pragnień. Jeśli w dodatku wytęskniony obiekt zbiorowych westchnień zdaje się być tuż-tuż, kiedy tu i ówdzie pojawią się plotki mówiące, że to już, za chwileczkę, za momencik… wtedy na pęczniejącym balonie mogą pojawić się niebezpieczne rysy irytacji. Gdy więc wreszcie nadchodzi moment kontaktu z przedmiotem oczekiwań, reakcje mogą być niezmiernie emocjonalne. I tu należy Ci się, Szanowny Czytelniku, krótkie wyjaśnienie. Tak się bowiem składa, iż także ja nie jestem w stanie (a w zasadzie najzwyczajniej w świecie nie chcę) odnieść się do Pamięci wszystkich słów z zupełnie chłodną głową, na spokojnie i bez emocji. Bo na czwartą odsłonę Opowieści z meekhańskiego pogranicza czekałem jak wielu z nas, miłośników dobrej, rozrywkowej literatury. Doczekałem się… i jestem bardzo zadowolony.

środa, 22 kwietnia 2015

Kroniki Amberu. Tom 1 - Roger Zelazny - recenzja z portalu Fantasta.pl

Gdyby zrobić przegląd pojawiających się co jakiś czas rankingów „najważniejszych cykli w historii fantastyki”, obok Diuny Herberta, Księgi Nowego Słońca Wolfe’a, Fundacji Asimova, Ziemiomorza LeGuin czy Świata Dysku Pratchetta zwykle pojawiają się Kroniki Amberu Rogera Zelaznego. Amerykanin o polskich korzeniach wsławił się zredefiniowaniem konwencji fantasy, wrzucając do jednego worka kilka elementów, które już same w sobie byłyby wystarczająco „nośne”, aby wyróżnić zawierające je dzieło literackie na tle konkurencji. Jakiś czas temu wydawnictwo Zysk i S-ka wznowiła wszystkie dziesięć powieści składających się na cykl, z zachowaniem podziału na dwa tomy – zresztą zgodnie z wewnętrzną logiką całości. Niestety, spora część nakładu tego wątpliwej urody wydania skończyła „na taniej książce”. Tym razem Kroniki Amberu zostają przypomniane w nowej, zdecydowanie ładniejszej szacie graficznej.

wtorek, 27 stycznia 2015

Słowa światłości - Brandon Sanderson - recenzja z portalu Fantasta.pl

Pisząc o otwierającej cykl Archiwum Burzowego Światła Drodze królów, zwracałem uwagę, jak ogromny jest rozmach przedsięwzięcia, które podjął Brandon Sanderson. Historia, zaplanowana na dziesięć około tysiącstronicowych tomów, to przecież setki wątków, postaci, motywów, wielka przestrzeń do opisu świata – krótko mówiąc, niebagatelne pisarskie wyzwanie, którego realizacja niesie ze sobą spore ryzyko niepowodzenia: pogubienia się, przegadania, zaplątania w fabule itp. To bolączka, na którą wielotomowe cykle fantasy cierpią zresztą dość powszechnie. Wystarczy popatrzeć na sztandarowe dzieła tej konwencji – Pieśń Lodu i Ognia George’a R.R. Martina czy też Koło Czasu Roberta Jordana. Szczęśliwie, na przykładzie tego drugiego cyklu Sanderson udowodnił, że dobrze radzi sobie z tak złożoną materią i nawet stworzoną przez innego autora, rozwleczoną, od pewnego momentu przeraźliwie nudną historię potrafi w efektowny sposób spiąć, podsumować i zapewnić godny finał. To, wraz z całkiem udanym pierwszym tomem Archiwum Burzowego Światła, pozwalało na pewien optymizm. Muszę jednak przyznać, że po lekturze Słów światłości Amerykanin ma we mnie kibica, który wierzy, że za kilkanaście lat będziemy mogli nazwać rozpoczętą Drogą Królów opowieść jednym z najbardziej porywających i epickich dzieł w historii fantasy. Bo co do tego, że posiada odpowiedni potencjał, nie mam już żadnych wątpliwości.

czwartek, 11 grudnia 2014

Wiedźmin: Dom ze szkła – Paul Tobin, Joe Querio - komiksowa recenzja z Szortalu


Ostatnimi czasy trudno oprzeć się wrażeniu, że multimedialna marka Wiedźmin ma się ostatnimi czasy wyjątkowo dobrze, przynajmniej w wymiarze rynkowym. Wraz ze zbliżającą się wielkimi krokami premierą kolejnej części gry komputerowej produktów związanych ze stworzonych przez Andrzeja Sapkowskiego uniwersum będzie pewnie coraz więcej, warto jednak odnotować, że fanom Geralta zaproponowano w ostatnim czasie m.in. książkowe wznowienia całej sagi (w dwóch wersjach, w tym kolekcjonerskiej w twardych oprawach), ebooki, audiobooki czy też grę planszową. Do tego medialnego szaleństwa przyłączyło się też wydawnictwo Egmont prezentując polskim czytelnikom komiksową opowieść zatytułowaną Wiedźmin: Dom ze szkła.

czwartek, 3 lipca 2014

Droga królów - Brandon Sanderson -recenzja z portalu Fantasta.pl

Wielokrotnie zdarzało mi się twierdzić, że na gruncie fantastyki cykl fantasy stanowi zupełnie odrębny gatunek, rządzący się własnymi prawami i regułami. Skomplikowane, rozłożone na wiele tomów epickie historie, od lat cieszą się sporym zainteresowaniem rzesz czytelników śledzących losy ulubionych bohaterów przez kolejne lata. Jakiś czas temu w ślady Stevena Eriksona, George’a R.R. Martina, a przede wszystkim Roberta Jordana, poszedł Brandon Sanderson, kończący Koło Czasu na podstawie notatek tego ostatniego, zmarłego już autora. Tomy, zamykające jeden z najbardziej znanych, wręcz modelowy cykl, zdobyły spore uznanie odbiorców i wyraźnie zachęciły autora do stworzenia własnego, szeroko zakrojonego projektu literackiego. Do tej pory bowiem Sanderson był znany przede wszystkim z trylogii Z mgły zrodzony czy też pojedynczych powieści. Jego najnowsza propozycja – Archiwum burzowego światła – ma w zamyśle przybrać znacznie większe gabaryty. Cykl planowany jest na dziesięć tomów, co, sądząc po rozmiarze otwierającej go Drogi królów (niemal 1000 stron sporego formatu), może skutkować znacznym zwiększeniem ilości papieru, zdobiącego półki miłośników epickiej fantasy.


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rycerz Siedmiu Królestw - George R.R. Martin - minirecenzja z portalu Fantasta.pl

Sukces serialowej Gry o Tron nie mógł pozostać bez rynkowego echa. Jak świeże bułeczki sprzedaje się wszystko, co związane z twórczością Georga R.R. Martina od koszulek, kubków i książek kucharskich nawiązujących do treści Pieśni Lodu i Ognia, przez kolejne adaptacje aż po kolejne wznowienia tekstów Amerykanina. Widać, że zapotrzebowanie jest ogromne, jednak widoki na rychłą premierę Wichrów zimy są raczej słabe. Dla czytelników chcących wybrać się w kolejną podróż po Westeros doskonałą propozycją wydaje się być opublikowane na początku 2014 r. pod tytułem Rycerz Siedmiu Królestw pierwsze zbiorcze wydanie nowel, których głównymi bohaterami są wędrowny rycerz Dunk i jego giermek Jajo.

wtorek, 13 maja 2014

Składany nóż - K.J. Parker - recenzja z portalu Fantasta.pl

Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, a autorzy fantastyki rzadko o pieniądzach... piszą. Niby nie ma się czemu dziwić; raz, że temat na pierwszy rzut oka mało ekscytujący i efektowny (w przeciwieństwie do bitew, lotów kosmicznych, spektakularnych pościgów czy też szlachtowania smoków); dwa, że wymagający zarówno od czytelnika jak i autora sporej, całkiem konkretnej wiedzy. No i pomysłu, który będzie w stanie zainteresować odbiorcę, chcącego się odprężyć przy czymś innym niż dywagacje nad zyskiem od kredytu udzielonego pod zabezpieczenie… itd. Jeśli się jednak głębiej zastanowić szeroko rozumianą ekonomią, to może stanowić nie tylko wiarygodną motywację działań bohaterów, ale także znakomitą podstawę dla zbudowania całej fabuły. Przykładem powieści fantasy, w której finanse stanowiły coś więcej niż tylko ornament świata przedstawionego, jest np. Smocza droga Daniela Abrahama. W Składanym nożu K.J. Parker idzie jeszcze dalej, czyniąc z ekonomii jedno z głównych kół zamachowych fabuły.

czwartek, 13 marca 2014

Kull: Banita z Atlantydy - Robert E. Howard - recenzja z portalu Fantasta.pl

Po bardzo dobrze przyjętym wznowieniu wszystkich oryginalnych tekstów Roberta E. Howarda poświęconych Conanowi, wydawnictwo Rebis postanowiło pójść za ciosem i kontynuować wydawanie dzieł jednego z najbardziej wpływowych twórców literatury spod znaku magii i miecza. Czwartym tomem serii stały się zatem opowiadania, których głównym bohaterem jest król Kull, często uważany za pierwowzór postaci słynnego barbarzyńcy z Cymmerii. Sprowadzanie tomu zatytułowanego Kull: Banita z Atlantydy jedynie do poziomu szkiców, czy też wprawek na których został zbudowany fundament późniejszego sukcesu autora, byłoby jednak krzywdzące.

środa, 5 marca 2014

Młot - K.J. Parker - recenzja z portalu Fantasta.pl

O fantasy często mówi się, że jest to konwencja, w której w dość ciężko stworzyć coś nowego, oryginalnego, co wyszłoby poza jej ustalone schematy. Nie jest to bynajmniej zarzut, tym bardziej, że to właśnie dzieła dość kanonicznie podchodzące do konwencji spotykają się z poklaskiem szerokiej publiczności. W zasadzie nie powinno to dziwić, biorąc pod uwagę fakt, iż zdecydowana większość publikowanej współcześnie fantasy to literatura programowo wręcz rozrywkowa, nastawiona komercyjnie. Co prawda znajdą się pewnie tacy, którzy obruszą się przyklejanie tej łatki prozie Martina, Abercrombiego, Sandersona czy Abrahama, ale cóż… przecież nie ma się o co obruszać, gdyż to prosta konstatacja faktu. Fantasy stała się obecnie konwencją tak ściśle wpisaną w główny nurt kultury popularnej (wystarczy rzut oka na współczesne filmy czy gry komputerowe, aby się o tym przekonać), że nie sposób myśleć o tekstach jej najbardziej uznanych przedstawicieli z pominięciem tego, na ile są one kształtowane w odniesieniu do rynkowych wymogów i oczekiwań. I choć można by się spodziewać bezustannego kopiowania sprawdzonych, sprzedających się wzorców, aż do zatarcia wszelkich cech charakterystycznych (syndrom wielokrotnego ksero), szczęśliwie jeszcze zdarzają się autorzy, którzy potrafią, zachowując ramy konwencji, stworzyć teksty w pewnym sensie wyróżniające się. Przykładem tego typu twórcy jest np. K.J.Parker. Ukrywający się pod pseudonimem (prawdopodobnie) brytyjski autor (lub autorka) potrafi na pozór typowe danie pod nazwą „powieść fantasy” przyprawić w naprawdę wyjątkowy sposób.

środa, 18 grudnia 2013

Samo ostrze - Joe Abercrombie - recenzja

Patrząc na ilość publikowanych książek, filmów, seriali czy różnego rodzaju gier trzeba przyznać, że konwencja fantasy ma się więcej niż dobrze. Pomijając nawet wszelkiej maści odmiany, jak choćby jej miejska inkarnacja, wytwory kultury spod znaku miecza i magii są w zasadzie wszechobecne. Można co prawda zadać pytanie, na ile mamy do czynienia jedynie ze stylizacją świata przedstawionego lub wykorzystaniem efektownych rekwizytów, a na ile z faktyczną, klasycznie postolkienowską, czy też postleguinowską fantasy, stanowiącą literacką, zwykle epicką, wariację na temat mitu. Można wręcz rzec, że coraz częściej mamy do czynienia z pierwszym przypadkiem, zwykle wykorzystującym także quasi-średniowieczne realia. Jak pokazuje ogromny medialny sukces zarówno literackiego pierwowzoru, jak i serialowej adaptacji Gry o Tron, tego typu produkt ma szansę bardzo skutecznie trafić w gusta masowego odbiorcy. Twórczość Martina jest tu o tyle charakterystyczna, że wytworzyła też zapotrzebowanie na podobnego typu literaturę – mocną, opartą na akcji i wyrazistych bohaterach fantasy, adresowaną przede wszystkim do dojrzałego czytelnika. W ten nurt wpisuje się także Joe Abercrombie ze swoim cyklem Pierwsze Prawo, którego otwierający tom nosi tytuł Samo ostrze.

środa, 27 listopada 2013

Sezon burz - Andrzej Sapkowski - recenzja

Nie przesadzę, jeśli napiszę, że nowa powieść Andrzeja Sapkowskiego niemal z założenia musiała być ogromnym wydarzeniem. I stała się nim. Tym bardziej, że wbrew swoim wcześniejszym deklaracjom postanowił on po raz kolejny sięgnąć po wiedźmina Geralta i dać czytelnikom szansę ponownego wejścia w stworzony przez siebie świat. Poprzeczka zawieszona była bardzo wysoko z co najmniej kilku powodów. Na przygodach Geralta wychowało się całe pokolenie fantastów – pokolenie, które wciąż żywi ogromny sentyment tak, do postaci, jak i do charakterystycznego stylu autora. Problem polega jednak na tym, że to, co potrafiło zafascynować nastolatków kilkanaście lat temu, nie do końca może wywrzeć podobny efekt na obecnych trzydziesto-, trzydziestoparolatkach. Co więcej, świat i postać wiedźmina był przez ostatnie lata intensywnie eksploatowane w grach komputerowych. Votum separatum autora nie ma tu nic do rzeczy – dla rzeszy potencjalnych odbiorców to produkcja CD Projekt Red stała się przepustką do tego uniwersum, a nie odwrotnie. Dla nich, dojrzewających w czasach multimedialnych marek, atakujących klienta ze wszelkich możliwych stron, wyraźne rozgraniczenie literackiego pierwowzoru od komputerowej adaptacji wydawać się może kuriozalne i niezrozumiałe. Idąc dalej, wiele wątpliwości rodzić mogła ostatnia, przez wielu uważana za nieudaną, powieść autora, a także dość niemrawe wydawnictwo, z którym od lat AS jest związany. Mając na uwadze stawiane autorowi od lat pytania odnośnie „ożywienia” Geralta, połączone niejednokrotnie z formułowanymi a priori zarzutami „skoku na kasę”, nie może dziwić przygotowanie i wydanie nowych przygód Białego Wilka w pewnym sensie „po cichu”. Sapkowski i SuperNOWA zaskoczyli bowiem niemal na całej linii. Co prawda insynuacje jakoby miał on pracować nad czymś osadzonym w tym samym świecie, co kultowa Saga, pojawiały się od czasu do czasu, ale błyskawiczna akcja promocyjno-marketingowa zamiast wlekących się latami zapowiedzi (patrz np.: George R.R. Martin) wywołały wokół Sezonu burz niemały ferment. A autor? Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe punkty i fakt, że spora część odbiorców z założenia „będzie na nie”, mógł w zasadzie napisać cokolwiek. Więc napisał po swojemu.

środa, 5 grudnia 2012

Córka żelaznego smoka. Smoki Babel - Michael Swanwick - recenzja z portalu Fantasta.pl

Właściwie od samego początku serii Uczta Wyobraźni wśród autorów, których teksty mogłyby się pod tym szyldem ukazać, wymieniany był Michael Swanwick. I choć pierwotnie mowa była raczej o nagrodzonych Nebulą Stacjach przypływu (może się jeszcze doczekam), koniec końców ukazały się dwie inne powieści tegoż autora – osadzone w tym samym świecie Córka żelaznego smoka i Smoki Babel. Choć są to teksty zawarte w jednej okładce i dzielące uniwersum, okazują się jednak być różne – odrębne i wyraźnie od siebie odmienne. To, co dla nich wspólne, to przede wszystkim wymykająca się klasyfikacjom konwencja. Swanwick serwuje nam coś, co na siłę można by określić jako fantasy, w którym magia i stworzenia rodem z baśni egzystują w świecie pełnym elementów technologii i kultury charakterystycznych dla znanej nam współczesności. Świadome, mechaniczne smoki koegzystują tu z ludzkimi mieszańcami, elfami, krasnoludami, duchami i trollami, a bohaterowie studiują alchemię, używają komórek, czy też przechadzają się po centrach handlowych. Nad wszystkim unosi się duch twórczości Jacka Vance’a, co tylko dobrze o autorze świadczy. Obie powieści wydane w tym obszernym tomie charakteryzuje świetny styl – elastyczny i malowniczy, przesycony dyskretnym, przewrotnym poczuciem humoru. Nic, tylko pogrążyć się w lekturze.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...