Recenzując Cichą wojnę Paula J. McAuley'a,
zwróciłem uwagę na fakt, iż jest to powieść doskonale pomyślana i
zaplanowana w skali makro, choć cierpiąca na pewne niedostatki w skali
mikro. Efektowne (przynajmniej z perspektywy świata przedstawionego)
zakończenie, które nieco zburzyło budowaną z pietyzmem układankę,
wytworzyło autorowi sporą przestrzeń, by pociągnąć dalej historię
konfliktu między ziemskimi mocarstwami a zasiedlającymi Układ Słoneczny,
częściowo już postludzkimi kolonistami. Przystępując do lektury Ogrodów słońca,
odczuwałem jednak lekką obawę, czy Brytyjczyk nie zostanie przez to
zmuszony do ponownego skupienia się na prezentacji realiów i spychania
fabuły na dalszy plan. I choć moje przypuszczenia częściowo się
sprawdziły, druga odsłona cyklu nie ustępuje wiele swojej poprzedniczce.
