Gdybym miał odpowiedzieć, od przygód jakiego superbohatera rozpoczęła się moja przygoda z amerykańskim komiksem, pewnie byłoby mi bardzo trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że pierwsze dwa zeszyty Spider-Mana wydane przez TM Semic w 1990 roku były na pewno absolutnie najważniejsze dla powstania fascynacji, która zawładnęła mną – wtedy młodziutkim chłopcem – na wiele lat. Z czasem mój sentyment do postaci Pajęczaka pewnie nieco zmalał – ileż można przeżywać perypetie wiecznego nastolatka skaczącego po nowojorskich budynkach i tłukącego rzesze złoczyńców poprzebieranych w „zwierzęce” trykoty. Jasne, upraszczam, jednak nie da się ukryć, że formuła Spider-Mana w swym trzonie pozostawała od lata taka sama – podobnie jak kluczowe elementy jego mitologii… aż po raz kolejny postanowili w Marvelu coś z tym zrobić.
