
Geralt historyczny
Niejednokrotnie można spotkać się z opiniami, że obok twórczości Stanisława Lema (i ewentualnie Jacka Dukaja) najlepszą wizytówką polskiej fantastyki są teksty Andrzeja Sapkowskiego. Z pewnością też ta rozpoznawalność na światową skalę jest w sporej części zasługą znakomitej serii gier komputerowych, które uczyniły z postaci Geralta z Rivii, czy szerzej: z marki „Wiedźmin” maszynkę do zarabiania pieniędzy. Warto jednak pamiętać o tym, że zanim powstały gry (i wszelkie jej multimedialne „odrosty”, jak np. gry planszowe, puzzle, czy wydawane przez Dark Horse komiksy) teksty Sapkowskiego i tak cieszyły się ogromną popularnością w naszym kraju – szczególnie wśród pokolenia fantastów, które dojrzewało w latach 90. I już wtedy, gdy poszczególne części sagi lądowały na księgarnianych półkach w dziale nowości, pojawiła się potrzeba wykorzystania opisanego w niej świata i postaci w szerszym niż tylko literacki kontekście artystycznym. Na film było jeszcze zbyt wcześnie, podobnie jak na grę fabularną… ale komiks? Z perspektywy lat wydaje się, że lata 90. były dla rodzimego rynku historii obrazkowych znakomitym czasem. Trzymały się nieźle magazyny komiksowe, zaczęto wydawać w formie zeszytowej komiksy amerykańskie – można to było spożytkować. A czy można zrobić to lepiej, niż biorąc popularnego bohatera, zaufanego scenarzystę i rysownika i montując przedsięwzięcie, które musiało się skończyć sukcesem. Tak powstał pierwszy komiksowy Wiedźmin – sześć albumów, które współcześnie często określa się jako… spektakularną porażkę.

