Kiedy przyjrzeć się ogólnemu obrazowi obszarów
tematycznych, poruszanych w rodzimej fantastyce, zauważyć można, że dość
marginalnie traktowana jest kwestia religii. To pewien paradoks, biorąc
pod uwagę relatywnie wysoki poziom religijności Polaków. Owszem,
powszechnie wykorzystywana jest religijna (głównie chrześcijańska)
symbolika – ot, choćby w twórczości Jacka Piekary, czy też Mai Lidii
Kossakowskiej – jednak tekstów, czerpiących z religii coś więcej niż
tylko dekoracje, nie ma na dobrą sprawę zbyt wielu. Jest co nieco
u Jacka Dukaja, Mirosława Jabłońskiego, Witolda Jabłońskiego czy Rafała
Dębskiego… i w zasadzie to tyle. Na tym tle zdecydowanie wyróżnia się
twórczość Wojciecha Szydy. Poznański autor uczynił cechą
charakterystyczną swego pisarstwa silne zakorzenienie w chrześcijańskiej
tradycji, moralności i symbolice. Po całkiem niezłej Fausterii,
skupionej wokół osoby i dziedzictwa św. Faustyny Kowalskiej, w swojej
drugiej powieści, opublikowanej przez Narodowe Centrum Kultury, Szyda sięga do postaci św. Wojciecha.
