Z militarnymi space operami tak to już bywa, że te najlepsze opierają się na jakimś autentycznym wycinku naszej rzeczywistości. Czasem jest to wykorzystanie schematów organizacyjnych i taktycznych faktycznej formacji (tak jak w cyklu o Honor Harrington wykorzystana została Royal Navy z okresu I wojny światowej), czasem są to wojskowe doświadczenia autora (casus Roberta E. Heinleina czy też Johna Ringo). W przypadku Iana Douglasa (a właściwie Williama H. Keitha Juniora, pod którym to nazwiskiem ukazała się większość jego dorobku literackiego) i jego cyklu „Star Carrier”, mamy do czynienia z oboma czynnikami. Sam autor służył w US Navy (co prawda jako członek personelu medycznego, ale zawsze to realne doświadczenie wojskowe), zaś militarna warstwa serii oparta jest w znacznym stopniu na tym, co amerykańska marynarka ma najlepszego do zaoferowania, czyli na operacyjnej koncepcji opartej na działaniach związków taktycznych zbudowanych wokół lotniskowców. Optyka być może niezbyt zaskakująca, ale efekt okazuje się całkiem niezły.
