Nie mogę wyjść z podziwu nad dynamiką polskiego rynku komiksowego w ostatnich miesiącach. Wydawnictwa wciąż zwiększają ilość publikowanych pozycji, dużą popularnością cieszy się Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, równolegle do niej wystartowała analogiczna kolekcja z DC, największy polski wydawca nie tylko rozwija istniejące linie zwiększając ilość wydawanych tytułów, ale wręcz otwiera nowe linie wydawnicze, jak na przykład ta, z klasycznymi komiksami Marvela wydawanymi w twardych oprawach przez Egmont. Wydaje się, że na taki stan rzeczy (którym z jednej strony należy się cieszyć… z drugiej jednak płacząc z powodu ordynarnego, choć w sumie przyjemnego, drenażu naszych kieszeni) ma wpływ co najmniej kilka czynników. Wśród nich niebagatelną rolę odgrywają dwa: Po pierwsze, wejście wychowanego na Thorgalach i TM-Semicach pokolenia w wiek, w którym status zawodowy pozwala na regularne wydawanie całkiem pokaźnych sum na hobby z młodości; po drugie, fakt ogromnej popularności w mainstreamie superbohaterskich filmów, który przyciąga do komiksowego medium nowych odbiorców. Gdy dodamy dwa do dwóch, nietrudno się domyślić dlaczego Egmont otwierając nową linię z komiksami Marvela (nienależącymi do Marvel Now!) sięgnął po komiks przedstawiający historię początków Doktora Strange’a… wszak film z Benedictem Cumberbatchem swą kinowa premierę będzie mieć ledwie kilka tygodni po tym jak na sklepowe półki trafią Początki i zakończenia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Michael Straczynski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J. Michael Straczynski. Pokaż wszystkie posty
piątek, 18 listopada 2016
czwartek, 23 maja 2013
The Amazing Spider-Man: Powrót do domu – J. Michael Straczynski, John Romita Jr – Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, tom 1 – recenzja
Jak wspomniałem przy okazji
recenzowania Avengers: Impas postanowiłem
dać WKKM kolejną szansę. Sięgnąłem więc po wzbudzający sporo kontrowersji tom
otwierający Kolekcję Hachette. I już na wstępie muszę zaznaczyć, że mieszane
odczucia, które miałem po lekturze historii z Thorem i Iron Manem w rolach
głównych, bynajmniej nie zostały rozwiane. Ale po kolei. Przede wszystkim
ciekaw byłem jaki będzie mój odbiór tej historii kilka lat po tym, jak
zetknąłem się z nią po raz pierwszy, jeszcze w Dobrym Komiksie. Pamiętałem ją
bowiem jak przez mgłę. Z drugiej strony nazwiska twórców obiecywały całkiem
sporo – J. Michael Straczynski jest
jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców (mi zapadł w pamięć, o dziwo,
bardziej przez serial Babylon 5 czy
komiks Rising Stars, niż przez swoją
pracę dla Marvela czy DC), zaś do kreski Johna
Romity Juniora mam sentyment jeszcze od czasu Daredevila stworzonego przez rzeczonego artystę wraz z Frankiem
Millerem, czy choćby dzięki kapitalnym rysunkom w Punisher: War Zone. Co prawda jego kreska od tego czasu wyraźnie
się zmieniła, stała się znacznie bardziej przerysowana w lekko McFarlane’owskim
stylu (co jest według mnie niewątpliwym plusem). Wbrew własnym wcześniejszym
deklaracjom, mój apetyt na te pozycję był zatem niemały. Koniec końców postać Pająka
darzę niemałą sympatią – między innymi od wydawanych przez Tm-Semic komiksów z
nim w roli głównej zaczęła się moja przygoda z amerykańskim komiksem (no dobra…
w okolicach 1990 roku miałem jeszcze wydanego przez Alma Press Supermana – 50 lat i Elektrę Franka Millera). Kiedy więc
zacząłem lekturę…
Subskrybuj:
Posty (Atom)

