Ktoś kiedyś powiedział, że istnieją trzy rodzaje książek: o wydarzeniach, ludziach i o miejscach. W fantastyce znaleźć można wszystkie z nich: zarówno te stawiające na fabułę, bohaterów, jak i najczęściej wysuwającą się na pierwszy plan scenografię. Tyle tylko, że w tej konwencji najczęściej odnosi się ona do neverlandów, uniwersów w pełni stworzonych, jawnie nierealnych i niekoniecznie mających związek ze światem rzeczywistym. Czasem zdarzają się jednak fantastyczne opowieści osadzone w miejscach nam znanych, opowiadające niezwykłe historie terenów, które przynależą do doświadczanej przez nas rzeczywistości. Najnowsza książka Radka Raka – Puste niebo – wpisuje się w ten nurt. W znacznej mierze przedstawia bowiem portret Lublina okresu międzywojnia. Jest to jednak Lublin zupełnie inny choćby od tego, jaki spotkać możemy w powieściach Marcina Wrońskiego – u Raka to miasto magiczne, przesycone aurą tajemniczości. A to zaledwie jedna z wielu zalet najnowszej pozycji wydanej w serii „Kontrapunkty”.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urban fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urban fantasy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 września 2016
Puste niebo - Radek Rak - recenzja z portalu Fantasta.pl
Ktoś kiedyś powiedział, że istnieją trzy rodzaje książek: o wydarzeniach, ludziach i o miejscach. W fantastyce znaleźć można wszystkie z nich: zarówno te stawiające na fabułę, bohaterów, jak i najczęściej wysuwającą się na pierwszy plan scenografię. Tyle tylko, że w tej konwencji najczęściej odnosi się ona do neverlandów, uniwersów w pełni stworzonych, jawnie nierealnych i niekoniecznie mających związek ze światem rzeczywistym. Czasem zdarzają się jednak fantastyczne opowieści osadzone w miejscach nam znanych, opowiadające niezwykłe historie terenów, które przynależą do doświadczanej przez nas rzeczywistości. Najnowsza książka Radka Raka – Puste niebo – wpisuje się w ten nurt. W znacznej mierze przedstawia bowiem portret Lublina okresu międzywojnia. Jest to jednak Lublin zupełnie inny choćby od tego, jaki spotkać możemy w powieściach Marcina Wrońskiego – u Raka to miasto magiczne, przesycone aurą tajemniczości. A to zaledwie jedna z wielu zalet najnowszej pozycji wydanej w serii „Kontrapunkty”.
Etykiety:
5.5/6,
fantasta.pl,
fantasy,
Kontrapunkty,
polecanki,
Powergraph,
Radek Rak,
realizm magiczny,
urban fantasy
piątek, 12 czerwca 2015
Kroniki Amberu. Tom 2 - Roger Zelazny - recenzja z portalu Fantasta.pl
Pisząc o pierwszym tomie zbiorczego wydania Kronik Amberu Rogera Zelaznego, zwróciłem uwagę, iż jest to cykl uważany za jeden z najważniejszych w historii fantastyki. To poczesne miejsce zawdzięcza nie tylko czysto pisarskim umiejętnościom autora, ale przede wszystkim wyróżniającemu się na tle ówczesnej literatury pomysłowi na świat przedstawiony. I choć wykorzystanie idei multiuniwersum nie było wcale jakąś wielką rewolucją (bo czytelnicy znali już choćby Narnię C.S. Lewisa), to jednak połączenie rodzącego się urban fantasy z poważnymi tematami oraz klimatem intryg i knowań stworzyło mieszankę, która na stałe znalazła eksponowane miejsce w sercach i biblioteczkach kolejnych pokoleń fantastów. Słowa te tyczą się jednak przede wszystkim tzw. „cyklu Corwina”, czyli pierwszych pięciu powieści, które Zelazny osadził w świecie Amberu i jego cieni. A przecież było jeszcze pięć kolejnych…
Etykiety:
4.5/6,
Amber,
fantasta.pl,
fantasy,
klasyka,
Kroniki Amberu,
omnibus,
Roger Zelazny,
urban fantasy,
Zysk i s-ka
środa, 22 kwietnia 2015
Kroniki Amberu. Tom 1 - Roger Zelazny - recenzja z portalu Fantasta.pl
Gdyby zrobić przegląd pojawiających się co jakiś czas rankingów „najważniejszych cykli w historii fantastyki”, obok Diuny Herberta, Księgi Nowego Słońca Wolfe’a, Fundacji Asimova, Ziemiomorza LeGuin czy Świata Dysku Pratchetta zwykle pojawiają się Kroniki Amberu Rogera Zelaznego. Amerykanin o polskich korzeniach wsławił się zredefiniowaniem konwencji fantasy, wrzucając do jednego worka kilka elementów, które już same w sobie byłyby wystarczająco „nośne”, aby wyróżnić zawierające je dzieło literackie na tle konkurencji. Jakiś czas temu wydawnictwo Zysk i S-ka wznowiła wszystkie dziesięć powieści składających się na cykl, z zachowaniem podziału na dwa tomy – zresztą zgodnie z wewnętrzną logiką całości. Niestety, spora część nakładu tego wątpliwej urody wydania skończyła „na taniej książce”. Tym razem Kroniki Amberu zostają przypomniane w nowej, zdecydowanie ładniejszej szacie graficznej.
Etykiety:
5/6,
fantasta.pl,
fantasy,
klasyka,
Kroniki Amberu,
omnibus,
Roger Zelazny,
urban fantasy,
Zysk i s-ka
wtorek, 1 października 2013
Amerykańscy bogowie - Neil Gaiman - recenzja z portalu Fantasta.pl
Choć współczesna komercyjna fantasy coraz częściej
wydaje się być niczym więcej jak tylko dość wyrazistą stylistyką, u
źródeł tej konwencji leżą mity – ich eksploracja, reinterpretacja, próby
opowiedzenia na nowo i szukania uniwersalnych prawd i wzorców. Miecze,
smoki, elfy czy magia to tylko atrakcyjne rekwizyty. Możliwe jest jednak
wyjście poza klasyczny schemat magii i miecza, pokazanie modelowej
opowieści fantasy w innej, współczesnej scenografii. Za jednego z
mistrzów tego typu literatury uchodzi Neil Gaiman, a Amerykańscy bogowie często wymieniani są jako jego opus magnum. Czy zasłużenie?wtorek, 8 stycznia 2013
Zapach szkła - Andrzej Ziemiański - recenzja z portalu Fantasta.pl
Zawsze gdy zabieram się za lekturę tekstów obsypanych nagrodami, odzywa
się we mnie nuta przekory. Czy naprawdę są takie dobre? A może to po
prostu był słaby rok dla fantastyki i nie miały one zbyt silnej
konkurencji? Czy przetrwały próbę czasu? To jedynie niektóre spośród
pytań rodzących się w mojej głowie. Choć trudno ich się czasem pozbyć
(no bo w sumie są jak najbardziej na miejscu), to w gruncie rzeczy są
wtórne względem problemu faktycznej wartości literackiej czytanego
tekstu lub tekstów. Zabierając się za Zapach szkła – zbiór opowiadań Andrzeja Ziemiańskiego,
nastawiałem się raczej na lekturę nie tyle utworów nagradzanych, co w
znacznej mierze osadzonych we Wrocławiu. I muszę przyznać, że pod tym
względem był to strzał w dziesiątkę.
poniedziałek, 21 lutego 2011
Miasto szaleńców i świętych - Jeff VanderMeer - recenzja (?) nietypowa
Z korespondencji dr Mathiasa Rottkopfa i dr Williama Simpkina
Muzeum Morhaimów,
Bulwar Albumuth 2314
Ambergris I14-56
Do doktora
Williama Simpkina
Centralne Biuro Ewidencji i Archiwum
Oddział Badań Psychiatrycznych
Przy szpitalu im. Trilliana
Aleja Trupiej Czaszki 8181
Ambergris MI4-518
Drogi doktorze Simpkin!
Piszę do Pana gdyż doszły nas wieści o niezwykłych materiałach, które znalazły się ostatnimi czasy w Państwa posiadaniu. Informację tę przekazał mi dr V, krótko po tym, jak przekazał Panu rzeczone materiały - dotyczące sprawy niejakiego Iksa.
Wnioskując z tego, co przekazał mi V, a także zasłyszanych gdzieniegdzie plotek, pozwolę sobie wyrazić przypuszczenie, iż nasze Muzeum byłoby niezwykle zainteresowane pozyskaniem tekstów, które w niezwykłej dość formie znalazły się obecnie w Państwa posiadaniu. Jakkolwiek zdajemy sobie sprawę, że powyższy zbiór wyrwanych z różnych kontekstów fragmentów literatury, dokumentów dotyczących historii naszego wspaniałego miasta Ambergris, a także twórczość literacka będąca produktem chorego umysłu samego Iksa są w swojej istocie dokumentacją sprawy człowieka, którego rojenia przekraczają, w pewnym przynajmniej sensie, granice naszej rzeczywistości. Doszliśmy jednak do wniosku, że niewątpliwe niedomaganie umysłowe rzeczonego nie powinno przesłonić nam faktycznej, artystycznej wartości jego dzieł. A ta jest niewątpliwie ogromna.
Wedle informacji, które posiadamy, w najbliższym czasie możecie się Państwo spodziewać propozycji ze strony wydawnictwa Hoegbottona i Synów na udzielenie prawa do publikacji zebranych w jednym miejscu materiałów związanych ze sprawą, pod wspólną nazwą „Miasto szaleńców i świętych” – zgodną z tytułem wyjątkowego dzieła samego Iksa. Oczywiście pozostaje tu kwestia przejęcia praw autorskich do pozostałych elementów zbioru: glosariusza ambergriańskiego, tekstów autorstwa Sirina, czy materiałów autorstwa Madnoka dotyczących tak ważnego aspektu życia w Ambergris, jakim są kałamarnice królewskie. Prawa do stanowiącego część zbioru „Hoegbottońskiego przewodnika po wczesnej historii miasta Ambergris” autorstwa Duncana Shrieka czy festiwalowej noweli Pt. „Wymiana” autorstwa Sporlendera i Vendera już teraz należą do Hoegbottonów. W związku z ogromnym zainteresowaniem, jakie wydawnictwo to przejawia w kierunku wydania całości zbioru, wnioskuję, że książka zawierająca kompozycję tych unikatowych dokumentów, wraz z twórczością literacką samego autora, mogłaby okazać się hitem, a wszystkie jej egzemplarze znikałyby z półek księgarni Borges w oszałamiającym tempie. Jak już zaznaczyłem, także w naszej opinii tego typu kompilacja materiałów będących produktem, nie bójmy się użyć tego określenia, szalonego umysłu, nosi znamiona czegoś wyjątkowego. I to nie tylko jako osobliwa ciekawostka nosząca posmak sensacji, ale także jako faktyczne wydarzenie artystyczne, przekraczające granice tego co rozumiemy… lub pozwalamy sobie rozumieć. Stąd też i nasza prośba: prosimy Państwa o udostępnienie nam oryginałów dokumentów związanych ze sprawą Iksa, abyśmy mogli wystawić je w naszym Muzeum jeszcze zanim Hoegbotton i Synowie uczynią z przedruku „Miasta szaleńców i świętych” literacki przebój. Nie ukrywam, że czas ma dla nas pewne znaczenie, gdyż chcielibyśmy umieścić eksponaty na honorowym miejscu jeszcze przed rozpoczęciem zbliżającego się już Festiwalu Słodkowodnych Kałamarnic, czyli, nie oszukujmy się, centralnego punktu życia „kulturalnego” w Ambergris. Zawsze w okresie Festiwalu nasze Muzeum cieszy się wzmożoną liczbą wizyt (co nie powinno Pana dziwić ze względu na dziwne wydarzenia, jakie zwykle maja miejsce na ulicach Miasta w czasie jego trwania), a oryginalne elementy „Miasta szaleńców i świętych” z pewnością przyciągną jeszcze więcej zwiedzających.
Mam nadzieję, że podejmiecie Państwo decyzję o udostępnieniu nam wspomnianych materiałów i tym samym przyczynicie się Państwo do propagowania prawdziwej, oryginalnej sztuki pozwalając obcować z tymi wyjątkowymi dokumentami także szerszemu gronu odbiorców. Jeśli chodzi o warunki finansowe udostępnienia, Muzeum nasze dysponuje co prawda ograniczonym budżetem, tuszę jednak, że propozycja zawarta w załączniku do mojego listu będzie dla Państwa satysfakcjonującym zadośćuczynieniem.
Z poważaniem,
Dr Matthias Rottkopf
Muzeum Morhaimów,
Kustosz Skrzydła „Literackich Osobliwości”
PS. W historii Iksa niepokoi mnie jedynie rysujące się powiązanie całej sprawy z grzybianami. Obawiam się, że Szare Kapelusze, dawni władcy Ambergris mogą mieć z całą sprawą coś wspólnego. Czyżby, noszące znamiona literackiego geniuszu rojenia Iksa były produktem celowego zatrucia grzybami sprowokowanego przez nich? Ale w jakim celu?
6/6
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Palimpsest - Catherynne M. Valente - recenzja z serwisu Fantasta.pl
Czy zastanawiałeś się kiedyś, drogi Czytelniku, jak to jest niespodziewanie trafić do obcego miasta? Co więcej, takiego miasta, które na każdym kroku urzeka swym pięknem, zaskakuje nierealnością i przyciąga tajemniczością. A jeśli smak podróży do owego miasta przyprawiony będzie w dodatku lekko pikantną nutą zakazanego owocu? Zweryfikuj swoje wyobrażenia, daj zabrać się Catherynne M. Valente w ulotną podróż przedstawioną na kartach powieści Palimpsest.
Autorka opowiada historię czwórki osób, które zyskują możliwość podróżowania do tytułowego Palimpsestu – miasta pełnego cudów, położonego gdzieś między jawą a snem. Dostać się tam mogą jedynie wybrani, naznaczeni przez miasto piętnem jego ulic, a bramą tej podróży staje się fizyczna miłość z osobą, która takie piętno już nosi. Losy Sei, November, Olega i Ludovico, mimo iż są oni dla siebie zupełnie obcymi osobami zostają nierozerwalnie złączone w noc ich pierwszej wizyty w mieście nie z tego świata. Od tej pory Palimpsest staje się celem ich dążeń, miejscem gdzie wciąż chce się wracać, gdyż wszystko tam jest "bardziej" i "mocniej".
Valente tworzy bohaterów rozchwianych, w pewnym sensie złamanych, ogarniętych obsesją. Nie ma jednak znaczenia czy są nią pociągi, porządek, duch siostry, czy też własna żona. Każda z nich w ostateczności prowadzi do Palimpsestu, manifestuje się w nim i staje się motywem przewodnim danej postaci. Obserwujemy swoistą drogę ku zatraceniu ich w świecie spełnionych pragnień. Palimpsest wymazuje odwiedzającą je osobę, tworząc na jej miejsce nową, zupełnie inną. Równorzędnym bohaterem jest także tytułowe miasto. Stylistyka urban fantasy, tak popularna za sprawą prac m.in. Miéville'a, VanderMeera, czy Harrisona tutaj zostaje uzupełniona o klasyczny motyw dwóch równoległych światów, coś na wzór Lovecrafotwskich Krain Snów. Palimpsest żyje, ma swoje zasady, swoją historię, swoją topografię i swoich mieszkańców. Podobnie jak pozostali bohaterowie powieści, także i tytułowe miasto ma swoje namiętności i tęsknoty, do których stara się dążyć.
Fascynująca wizja Valente ubrana jest w cudowny, magiczny język: poetycki, ulotny, pełen metafor. Amerykańska autorka tworzy za pomocą słów wciągające i malownicze pejzaże świata nie z tego świata. Czuć dobry warsztat poetki (opublikowała pięć tomików poezji) i umiejętność wciągnięcia czytelnika w stworzoną rzeczywistość. Ulotność Palimpsestu oprócz języka potęguje też charakterystyczna narracja. Valente prezentuje nam krótkie, migawkowe rozdziały często przenosząc akcję pomiędzy dwiema rzeczywistościami i między poszczególnymi bohaterami. Każda wizyta w Palimpseście staje się dla czytelnika wyjątkowa i ulotna, dokładnie taka, jaka jest dla bohaterów powieści.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem o Palimpseście zastanowiła mnie jedna rzecz: na ile autorka poradziła sobie z oddaniem scen seksu, które pełnią tak ważną rolę w fabularnej konstrukcji powieści. Fizyczna miłość, w różnych swych przejawach jest bowiem elementem, na którym niejeden pisarz połamał nogi, czyniąc je choćby zbyt ckliwymi lub też przesadnie suchymi i dosadnymi. Moje obawy zostały jednak rozwiane. Valente radzi sobie ze scenami miłosnymi w sposób kapitalny. Bynajmniej nie są tematem przewodnim powieści, a stają się jedynie pretekstem do zmiany miejsca akcji, przeniesienia jej z jednego świata w drugi. Za każdym razem są jednak bardzo subtelne i nie ma znaczenia, czy jest to seks grupowy, akt homoseksualny czy przelotne, szybkie zbliżenie dwójki obcych osób. Autorce udaje się oddać emocje i uczucia kochanków, bez popadania w zbytnie "technikalia". Brawo!
Palimpsest to powieść wielowarstwowa (o czym może świadczyć choćby sam tytuł), którą można rozpatrywać na kilku poziomach. Z jednej strony jest to historia obsesji i fascynacji, zastępowanych przez inną, nową obsesję. Jest to też opowieść o uzależnieniu: od ludzi, od miejsc, od sytuacji i od rzeczy, a także o krętej drodze którą z uzależnienia można uciec. Z pewnością jest też opowieść o ludzkiej seksualności, często sprowadzonej jedynie do roli narzędzia, leku, który potrafi okazać się zaledwie placebo. Wreszcie jest to opowieść o tęsknocie i poszukiwaniu innego, lepszego świata. Opowieść urzekająca i mająca potencjał historii uniwersalnej. Czyż bowiem poszukiwanie lepszego świata i chęć zadośćuczynienia własnym pragnieniom nie jest czymś uniwersalnym w najściślejszym tego słowa znaczeniu?
Autorka "Opowieści sieroty" została nominowana do Nagrody Hugo właśnie za Palimpsest. W pełni zgadzam się z tą nominacją i nie będzie dla mnie zaskoczeniem, jeśli powieść ta zostanie laureatką jednej z najbardziej prestiżowych nagród na polu fantastyki. Jest to bowiem książka wyjątkowa. Znakomicie napisana, urzekającą pomysłem i wielowarstwowością. I nie ma znaczenia, że czasem mamy wrażenie niespójności, czy zbyt dużego niedopowiedzenia. Świat miasta nie z tego świata, miejsca tylko dla wybranych straceńców wciąga i urzeka. Jest swoistym uniwersum snu, a tam twarda logika i jasne zasady przestają mieć znaczenie. Liczy się to, by być i czuć, pragnąć i mieć, marzyć i spełnić marzenia. A to możliwe jest tylko w Palimpseście. Jeśli już tam dotarłeś i go posmakowałeś... zechcesz tam zostać na zawsze.
A więc, Drogi Czytelniku, czy odważysz się wybrać w tą podróż? Zaręczam ci, że warto.
5,5/6
Dziękujemy wydawnictwu MAG za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Więcej o książce na łamach Fantasty
Etykiety:
5.5/6,
Catherynne M. Valente,
literatura,
MAG,
miasto,
Palimpsest,
polecanki,
Uczta Wyobraźni,
urban fantasy
Subskrybuj:
Posty (Atom)


