Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagroda Nebula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nagroda Nebula. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 października 2016

Czerwień: Misja „Brzask” - Linda Nagata - recenzja z portalu Fantasta.pl

Często można spotkać się z głosami, że współczesna kultura popularna (a więc także literacka fantastyka) skupia się właściwie na obracaniu istniejącymi już motywami i toposami, prezentując raz za razem rozmaite ich mieszanki. To, co oryginalne, nowe i wyjątkowe traktowane jest zaś z pewną dozą podejrzliwości… i niekoniecznie znajduje poklask w szerokim kręgu widzów lub czytelników. Potwierdza to tezę, że masowy odbiorca „lubi te piosenki, które już zna”. W takiej sytuacji powieść Czerwień. Misja „Brzask” autorstwa Lindy Nagaty wydaje się mieć spore szanse na komercyjny sukces.

poniedziałek, 2 maja 2016

Wiosna Helikonii - Brian W. Aldiss - recenzja z portalu Fantasta.pl

Pytaniem, które zawsze zadaję sobie przy lekturze klasyków science fiction (bez względu na to, czy czytam je po raz pierwszy, czy kolejny), jest to, w jaki sposób oparły się próbie czasu. Świat się zmienia, czytelnicy się zmieniają, zmienia się wreszcie literatura: poruszane problemy, stosowane środki wyrazu itd. Niestety, często okazuje się, że nawet teksty cieszące się kilkadziesiąt lat temu ogromnym uznaniem dziś nie są już w stanie zachwycić odbiorcy przyzwyczajonego do nieco innej fantastyki. Podobne obawy towarzyszyły mi przy okazji lektury Wiosny Helikonii (zdobywczyni nagród BSFA i Campbella, a także nominowanej do Nebuli) Briana W. Aldissa.

czwartek, 1 października 2015

Zabójcza Sprawiedliwość - Ann Leckie - recenzja z portalu Fantasta.pl

Muszę przyznać, że na tę premierę czekałem jak na mało którą. Zadziałały tu głównie dwa czynniki: ciągły niedobór rasowych space oper na naszym rynku (choć trzeba przyznać, że ostatnio sporo się w tej kwestii zmienia), a także (a może przede wszystkim) magia nagród. Nie da się bowiem Zabójczej sprawiedliwości odmówić zdobytego poklasku. Swą debiutancką powieścią Ann Leckie zgarnęła fantastycznonaukowego Wielkiego Szlema, otrzymując m.in. Hugo, Nebulę czy nagrody Locusa, BSFA i Arthura C. Clarke'a. Więcej już się chyba nie dało. Informacja o wydaniu tej powieści przez coraz aktywniejsze na polu science fiction wydawnictwo Akurat ucieszyła mnie więc wielce. Nieco mniej ucieszył mnie sposób, w jaki został przetłumaczony tytuł („Ancillary”– 'zabójczy'? Serio?!), ale nie on jest tutaj najważniejszy. Liczy się treść i to, co w space operze najważniejsze: pomysł, rozmach i odpowiednio dynamiczna akcja.

środa, 16 lipca 2014

Związek żydowskich policjantów - Michael Chabon - recenzja z portalu Fantasta.pl

Flirt fantastyki i kryminału nie jest w zasadzie niczym nowym. Można wręcz rzecz, że jest to jedna z  częściej spotykanych kombinacji w ramach łączenia ze sobą różnych konwencji gatunkowych. Jest to zadanie o tyle wdzięczne, że dzięki położeniu punktu ciężkości na różne elementy dzieła literackiego, konwencje te bardzo dobrze się uzupełniają: fantastyka dostarcza entourage’u i konstrukcji świata przedstawionego, zaś kryminał determinuje przede wszystkim klimat i fabułę. Kiedy zaś na tego typu połączenie decyduje się znakomity warsztatowo, nagrodzony Pulitzerem pisarz głównonurtowy, można spodziewać się całkiem sporo. Związek żydowskich policjantów Michaela Chabona istotnie odniósł znaczny sukces zdobywając m.in. Hugo, Nebulę i nagrodę Locusa. Czy faktycznie jest to powieść tak dobra, jak można wnioskować na podstawie zdobytych laurów?

wtorek, 1 października 2013

Amerykańscy bogowie - Neil Gaiman - recenzja z portalu Fantasta.pl

Choć współczesna komercyjna fantasy coraz częściej wydaje się być niczym więcej jak tylko dość wyrazistą stylistyką, u źródeł tej konwencji leżą mity – ich eksploracja, reinterpretacja, próby opowiedzenia na nowo i szukania uniwersalnych prawd i wzorców. Miecze, smoki, elfy czy magia to tylko atrakcyjne rekwizyty. Możliwe jest jednak wyjście poza klasyczny schemat magii i miecza, pokazanie modelowej opowieści fantasy w innej, współczesnej scenografii. Za jednego z mistrzów tego typu literatury uchodzi Neil Gaiman, a Amerykańscy bogowie często wymieniani są jako jego opus magnum. Czy zasłużenie?

piątek, 16 listopada 2012

Krokodylowa skała - Lucius Shepard - recenzja z portalu Fantasta.pl

Kiedy kilka miesięcy temu miałem okazję przyjrzeć się bliżej Smokowi Griaule, byłem bardzo zadowolony z faktu zwrócenia uwagi polskich wydawców na twórczość jednego z najważniejszych amerykańskich autorów niebanalnej fantastyki, a mianowicie Luciusa Sheparda. Tym większa była moja radość, gdy w planach wydawniczych Solarisu pojawił się zbiór najlepszych opowiadań autora Zielonego kocura diabła, z których zdecydowana większość to teksty, które zdobyły bądź były nominowane do najważniejszych nagród fantastycznych. Minęło kilka miesięcy i Krokodylowa skała trafiła do rąk szerszej publiczności. Muszę przyznać, że na zapoznanie się z jej zawartością czekałem bardzo niecierpliwie.

niedziela, 11 grudnia 2011

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2011 - recenzja z portalu Fantasta.pl

Każda kolejna edycja wznowionych Kroków w nieznane jest niewątpliwym wydarzeniem. Dzięki tym antologiom polski czytelnik ma szansę obcować ze światową fantastyką na najwyższym poziomie (często pojawiają się tu opowiadania, które w ostatnich latach zdobywały branżowe nagrody), zapoznać się z autorami już znanymi, ale także przeczytać teksty twórców nigdy wcześniej na język polski nie tłumaczonych. Kroki… to seria z misją. Nie inaczej jest w przypadku Almanachu fantastyki 2011 zredagowanego, podobnie jak w ostatnich latach, przez Mirka Obarskiego.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Nakręcana dziewczyna. Pompa numer sześć - Paolo Bacigalupi - recenzja z portalu Fantasta.pl

Nie pamiętam, żeby oczekiwanie na jakąś książkę wzbudzało we mnie tyle emocji. Powodów takiego stanu rzeczy było kilka. Przede wszystkim, co tu dużo kryć, wrażenie robiła ilość nagród, jakimi Nakręcana dziewczyna została obsypana. Hugo, Nebula, Nagroda Campbella, Nagroda Locusa… Poza tym opinia o Paolo Bacigalupim jako o pisarzu nowatorskim, twórcy nowego podgatunku, który zaczęto nazywać biopunkiem. Żeby było jeszcze piękniej, MAG postanowił wydać powieść-multilaureatkę wraz ze zbiorem opowiadań Amerykanina Pompa numer sześć w jednym opasłym tomie w ramach serii Uczta Wyobraźni. Czekałem zatem i się doczekałem. A jak się doczekałem to przeczytałem. A jak przeczytałem…

czwartek, 6 stycznia 2011

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2010 - recenzja z portalu Fantasta.pl

Kilkakrotnie już wspominałem o tym, że recenzowanie zbiorów opowiadań to zajęcie dość trudne i w sumie niewdzięczne. Pół biedy kiedy dostajemy do ręki wybór tekstów jednego autora lub antologię układaną według jakiegoś tematycznego klucza. Wtedy można teksty do woli ze sobą porównywać, zestawiać, tworzyć swoiste protokoły zbieżności i rozbieżności itp. Zdecydowanie gorzej sprawy się mają, przynajmniej z punktu widzenia osoby, od której oczekuje się jakiegoś ustosunkowania się do zawartości takowego zbioru, gdy poszczególnych opowiadań nie łączy w zasadzie nic ponad to, że znalazły się między przodem i tyłem jednej okładki. W przypadku Kroków w nieznane takim punktem wspólnym jest jeszcze to, że generalnie rzecz biorąc wszystkie z tych opowiadań można zaliczyć do szeroko rozumianej fantastyki. Pod koniec lektury można co prawda stwierdzić wspólny dla wszystkich zawartych w niej tekstów wysoki poziom, aby jednak tego dokonać wypadałoby się najpierw zapoznać z ich treścią. A zatem, do lektury!


czwartek, 23 września 2010

Siedemdziesiąt dwie litery - Ted Chiang - recenzja z portalu Fantasta.pl

Pisarzy zajmujących się szeroko pojętą fantastyką jest wielu. Nawet bardzo wielu. Zwykle ich kariera zaczyna się od publikowania opowiadań. Jeśli są odpowiednio dobrzy w tym co robią pojawia się szansa napisania pełnowymiarowej powieści, z których czasem wynikają wielotomowe cykle składające się z opasłych tomisk. Wśród morza twórców czasem trafia się jednak wyjątkowa perła. Ot choćby człowiek, który tak upodobał sobie krótką formę, że publikuje tylko i wyłącznie teksty tego typu. A żeby się nie przemęczyć to i takich niezbyt obszernych form tworzy nie za wiele… jeden, czasem dwa teksty rocznie. Praktycznie wszystko co wyjdzie spod jego pióra natychmiast wzbudza zachwyt i uznanie rzeszy odbiorców, przynosząc twórcy liczne wyróżnienia i nagrody. Tym pisarzem jest Ted Chiang. Wydawnictwo Solaris postanowiło dać polskiemu czytelnikowi szansę ponownego zapoznania się z twórczością Amerykanina. Trudno już dostępny zbiór Historia twojego życia uzupełniony został o kolejne teksty, zmieniono też tytuł i okładkę. Tym sposobem otrzymujemy wydany w twardookładkowej serii „Klasyka Science Fiction” zbiór dzieł Chianga zatytułowany Siedemdziesiąt dwie litery.

Fantastyka Chianga jest bardzo trudna do sklasyfikowania. Niezwykle sprawnie czerpie on bowiem z wielu konwencji, poruszając bardzo odległe od siebie tematy. Teksty są napisane świetnym, żywym językiem, a bohaterowie wyraziści. Warsztat to jednak tylko drobny element stanowiący o fenomenie tych opowiadań. Najsilniejszymi punktami twórczości Amerykanina są doskonałe, niekonwencjonalne pomysły. Każde z opowiadań zabiera czytelnika w odmienną rzeczywistość. Za każdym razem jest to świat, który może wydawać się nam znany, jednak Chiangowi udaje się wprowadzić do pozornie swojskiej rzeczywistości coś, co zmienia ją w fascynujący setting fantastyki najwyższych lotów. Mamy więc okazję poznać budowniczych Wieży Babel, przekonać się jak wyglądałaby nauka oparta na kabale, śledzić losy człowieka, który w wyniku działania leku nowej generacji stał się hiperinteligentny lub też doświadczyć historii kontaktu z obcymi, z perspektywy językoznawcy. Wydaje się, że te pomysły nie są specjalnie oryginalne. To jednak tylko złudzenie. Chiang wykorzystuje ograne patenty okraszając je taką ilością kapitalnych idei, że każda z nich potrafi zaskoczyć świeżością spojrzenia. Wielkim plusem jest też doskonałe przygotowanie merytoryczne autora. Być może specjaliści od matematyki, neurologii, czy językoznawstwa potrafią znaleźć w tym co wychodzi spod jego pióra jakieś niedociągnięcia, jednak z perspektywy laika postacie wykreowane przez Chianga (często naukowcy, lub innego rodzaju specjaliści) są niezwykle przekonujące jako eksperci w swoich dziedzinach. Takie merytoryczne przygotowanie wymaga sporo pracy ze strony autora, a tu jest ono (przynajmniej z perspektywy piszącego te słowa) perfekcyjne.

Twórczość Chianga to jednak coś więcej niż tylko świetnie opracowane koncepcje. Praktycznie każdy tekst niesie ze sobą pewne przesłanie, myśl. Wyraźnie można zauważyć w twórczości Amerykanina pewne powtarzalne wątki. Jednym z nich są rozważania na temat postępu technologicznego czynionego przez ludzkość, a także społecznych konsekwencji tego postępu (Zrozum, Ewolucja ludzkiej nauki, Co ma cieszyć oczy). Ważnym element twórczości Chianga jest religia. Potrafi on stworzyć fascynujący setting np. poprzez swoiste urzeczywistnienie wizji pochodzących z tradycji kręgu judeo-chrześcijańskiego (Wieża Babilonu, Siedemdziesiąt dwie litery, Piekło to nieobecność Boga). Widać doskonałe opanowanie form i konwencji, którymi autor się posługuje, niezależnie od tego czy jest to historia alternatywna, opowieść szkatułkowa w klimatach orientalnych, opowiadanie zbudowane na wzór formalnego dowodu matematycznego, quasi-reportaż, czy też zanurzony w klimacie lemowskim swoisty testament zaginionej rasy myślących mechanizmów. Także i w tej materii należą się Chiangowi wielkie brawa.

Można wymienić wiele powodów dla których warto sięgnąć po Siedemdziesiąt dwie litery. Dla tych, którzy twórczość Amerykanina już znają jest okazja by postawić na półce niemal kompletny zbiór jego tekstów (niemal, gdyż w lipcu 2010 ukazała się jego najnowsza nowela zatytułowana The Lifecycle of Software Objects). Dla wielu magnesem mogą być nagrody, którymi obsypane zostały składające się na zbiór opowiadania (na 11 tekstów zawartych w Siedemdziesięciu dwóch literach tylko 4 nie zdobyły żadnej nagrody ani nominacji. Pozostałe teksty mają na koncie, bagatela, 4 nagrody Nebula, 3 nagrody Hugo (plus 4 nominacje do tejże nagrody) i 3 nagrody Locus. Wynik zaiste imponujący). Niezależnie od powodów, sięgnięcie po opowiadania Chianga z pewnością nie przyniesie czytelnikowi zawodu. Amerykanin ma rzadki talent tworzenia literatury najwyższej próby, pełnej doskonałych pomysłów, jednocześnie niezwykle przystępnej i potrafiącej przykuć uwagę czytelnika na długie godziny. Lepszej rekomendacji dla Siedemdziesięciu dwóch liter nie trzeba.

5,5/6

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...