Niedawno, przy okazji recenzowania Nowej wiosny Roberta
Jordana, zostałem zapytany przez jedną z komentujących osób, jaki cykl
epickiej fantasy poleciłbym dla biblioteki. Wymieniwszy w pierwszej
kolejności twórczość Roberta Wegnera, znalazłem się w kropce. Prawda
jest bowiem taka, że, jak już kilkakrotnie wspomniałem, z tym gatunkiem
jestem nie do końca na bieżąco, a przynajmniej z tym co „znać wypada”…
Ot, taka choćby Malazańska Księga Poległych Stevena Eriksona.
Niby znane, niby popularne, niby dobre… a mnie jakoś ominęła przyjemność
zapoznania się z produktami talentu i wyobraźni Kanadyjczyka. I tak się
akurat złożyło, że mając chwilę wolnego czasu, złapałem za posiadane
przeze mnie nowelki, których bohaterami są Beauchelain i Korbal Broach
wraz ze swoim lokajem. Oczywiście, wiedziałem, że to tylko swoista
próbka talentu Eriksona, jedynie luźno związana z jego
sztandarowym cyklem, w dodatku będąca rodzajem przewrotnego hołdu
złożonego Fritzowi Leiberowi czy Karlowi E. Wagnerowi. Koniec końców,
jednego dnia przeczytałem wszystkie trzy opublikowane w Polsce miniatury
i urzeczony przewrotnym, lekko szyderczym stylem zamówiłem pierwsze dwa
tomy, otwierające Malazańską Księgę Poległych. Ze sporymi oczekiwaniami
zasiadłem więc do lektury Ogrodów księżyca – pisarskiego debiutu autora Zdrowych zwłok.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malazańska Księga Poległych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malazańska Księga Poległych. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 kwietnia 2012
Ogrody księżyca - Steven Erikson - recenzja z portalu Fantasta.pl
Niedawno, przy okazji recenzowania Nowej wiosny Roberta
Jordana, zostałem zapytany przez jedną z komentujących osób, jaki cykl
epickiej fantasy poleciłbym dla biblioteki. Wymieniwszy w pierwszej
kolejności twórczość Roberta Wegnera, znalazłem się w kropce. Prawda
jest bowiem taka, że, jak już kilkakrotnie wspomniałem, z tym gatunkiem
jestem nie do końca na bieżąco, a przynajmniej z tym co „znać wypada”…
Ot, taka choćby Malazańska Księga Poległych Stevena Eriksona.
Niby znane, niby popularne, niby dobre… a mnie jakoś ominęła przyjemność
zapoznania się z produktami talentu i wyobraźni Kanadyjczyka. I tak się
akurat złożyło, że mając chwilę wolnego czasu, złapałem za posiadane
przeze mnie nowelki, których bohaterami są Beauchelain i Korbal Broach
wraz ze swoim lokajem. Oczywiście, wiedziałem, że to tylko swoista
próbka talentu Eriksona, jedynie luźno związana z jego
sztandarowym cyklem, w dodatku będąca rodzajem przewrotnego hołdu
złożonego Fritzowi Leiberowi czy Karlowi E. Wagnerowi. Koniec końców,
jednego dnia przeczytałem wszystkie trzy opublikowane w Polsce miniatury
i urzeczony przewrotnym, lekko szyderczym stylem zamówiłem pierwsze dwa
tomy, otwierające Malazańską Księgę Poległych. Ze sporymi oczekiwaniami
zasiadłem więc do lektury Ogrodów księżyca – pisarskiego debiutu autora Zdrowych zwłok.
Etykiety:
4.5/6,
fantasta.pl,
fantasy,
high fantasy,
MAG,
Malazańska Księga Poległych,
MKP,
Ogrody księżyca,
Steven Erikson
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)