No dobra, stało się, na blogu
zagościli trykociarze. W sumie trochę dziwne, że stało się to tak późno bo
komiksy kiedyś były moją wielką pasją. Z drugiej strony nie ma co ukrywać, że z
czasem (i z wiekiem?) trochę ten
entuzjazm minął i obecnie sięgam po nie raczej nieregularnie. Ale jak już się to zdarzy, zwykle nie mogę się oderwać.
Postanowiłem zatem wreszcie zapoznać się z wydawaną przez Hachette Wielką Kolekcją Komiksów Marvela: raz, że wydanie na oko jest naprawdę na poziomie; dwa, że
cena jeszcze do przełknięcia (w przeciwieństwie do wielu wydań z Egmontu, czy
Muchy, które może i by mnie zainteresowały, ale kosztami jednak lekko
odstraszają); trzy, na okładce rzeczonego tomu mamy pojedynek Thora z Iron
Manem – wiele więcej mi nie trzeba było. Zakupiłem, przeczytałem, a teraz
piszę.
