Pokazywanie postów oznaczonych etykietą posthumanizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą posthumanizm. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 sierpnia 2013

Holocaust F - Cezary Zbierzchowski - przedpremierowa recenzja z portalu Fantasta.pl

Na powieściowy debiut Cezarego Zbierzchowskiego przyszło nam czekać długo – Holocaust F pojawiał się w wydawniczych zapowiedziach co najmniej od kilku lat i przez ten czas zdążył wzbudzić pewną ilość spekulacji, wynikających choćby z osobliwego tytułu. Znakomite opowiadania pochodzącego z Sierpca autora ustawiły poprzeczkę oczekiwań całkiem wysoko, pokazując potencjał tkwiący w złożonym i dopracowanym uniwersum Rammy. Teksty składające się na Requiem dla lalek intrygowały przede wszystkim doskonałymi pomysłami i zróżnicowaniem, a także plastycznym językiem. Klimat przywołujący na myśl twórczość Dicka czy Cortazara zestawiony z rekwizytorium rodem z konwencji hard SF kazał postawić autora Holocaustu F wśród najbardziej obiecujących polskich pisarzy science fiction już-nie-tak-młodego pokolenia.

wtorek, 21 lutego 2012

Extensa - Jacek Dukaj - recenzja

Zacznę od pytania: za co kochamy fantastykę? A może szerzej: za co kochamy literaturę? Za pomysł, za język, za historie, za możliwość sięgnięcia gdzieś, gdzie nie da się sięgnąć w żaden inny sposób. No cóż, pewnie te odpowiedzi są mniej lub bardziej trafne. Można przecież fantastykę kochać z powodów zgoła innych lub po prostu w żadnej mierze jej nie kochać. Prawda? Jednak z takich lub innych przyczyn po tego typu literaturę sięgamy, czytamy…. coś w nas potem zostaje lub nie, czasem pomyślimy o tym, co czytamy i zastanowimy się, czy czas spędzony na lekturze nie był czasem straconym. No bo chyba każdemu się zdarzyło przebrnąć przez opasłe tomiszcze, które, koniec końców, okazało się rozczarowaniem. A przecież można dokładnie na odwrót. Przykładem książki, która, choć nikłej objętości, niesie w sobie bardzo wiele, jest Extensa Jacka Dukaja.

czwartek, 10 listopada 2011

Accelerando - Charles Stross - recenzja z portalu Fantasta.pl

Accelerando było dla mnie przez długi czas czymś w rodzaju literackiego wyrzutu sumienia – książką, która dostojnie stała na półce, kusiła, obiecując bardzo, bardzo wiele, z różnych przyczyn była jednak odkładana „na później”. W końcu pękłem i z perspektywy osoby, która z zawartością sztandarowego dzieła Charlesa Strossa już się zapoznała, mogę stwierdzić, że dla miłośników współczesnej twardej science fiction jest to pozycja po prostu obowiązkowa, a odkładanie jej na później jest stratą czasu… po prostu. Z drugiej jednak strony trzeba przyznać, że zdecydowanie nie jest to książka dla każdego, a wgryzienie się w jej treść wymaga trochę wysiłku i samozaparcia… no i chyba też zamiłowania do konwencji hard sf. Przejdźmy zatem do rzeczy.

piątek, 9 września 2011

Rzeka bogów - Ian McDonald - recenzja z portalu Fantasta.pl

Co nas pociąga w science fiction? Wizje przyszłości? Ekstrapolacje znanych nam trendów? Na pewno. Jest to w pewnym sensie współczesna wersja literatury przygodowo-awanturniczej pozwalająca zetknąć się z nieznanym. No właśnie, czy aby na pewno tak do końca nieznanym? Przecież zwykle są to budowana na zasadzie ekstrapolacji projekcje przyszłości naszego świata. Fascynują nas wizje postapokaliptycznej Polski, albo globalne społeczności pod wodzą USA, Chin czy np. Emiratów Arabskich. W tym, co nowe i nieznane szukamy więc łączności z tym, co dla nas powszednie i zrozumiałe. Jest to raczej poszukiwanie egzotyki niż zupełnego oderwania się od codzienności. Na gruncie zachodniej fantastyki naukowej tego rodzaju wrażenie wykraczania poza to co znane może być potęgowane przez umiejscowienie akcji utworów w sceneriach innych niż USA, Europa, Japonia czy Rosja. Przykładem pisarza, który zwykł osadzać swe teksty w tego typu realiach, jest Brytyjczyk Ian McDonald. Do sięgnięcia po Rzekę bogów tegoż autora skłoniło mnie przede wszystkim doskonałe opowiadanie Wisznu w kocim cyrku opublikowane w Krokach w Nieznane 2010. Oba te teksty łączy doskonale wykreowany świat - Indie końca pierwszej połowy XXI wieku.

To właśnie na scenografię Rzeki bogów zwracamy uwagę w pierwszej kolejności. Można wyróżnić dwie jej zasadnicze warstwy: pierwsza, nie do końca przynależna do fantastyki, to Indie jako takie. McDonald sięga do skarbnicy kultury (a może raczej kultur) tego kraju, opisując nam świat przesycony tradycją, kulturowymi konwenansami i podziałami społecznymi, ze specyficzną mentalnością i ogromną rolą religii w życiu codziennym. Wszystko to dopełnione hinduistyczną metaforyką, zakorzeniającą powieść jeszcze silniej w tym konkretnym miejscu na globie. Drugą warstwą scenografii jest ta lokująca powieść Brytyjczyka w nurcie science fiction. Jej podstawą jest polityczny podział współczesnych Indii na kilka odrębnych organizmów państwowych. To, na co zwykle zwraca się uwagę w futurystycznej fantastyce, to rozwój technologii. U McDonalda jest ciekawie: ograniczany przez globalne prawodawstwo rozwój sztucznych inteligencji w Indiach sprytnie obchodzony, zdalne roboty bojowe, powszechny, natychmiastowy dostęp do mediów (palmery i hoeki), telenowele generowane w całości (włącznie z aktorami) przez sztuczne inteligencje, tajne projekty energetyczne, badania kosmiczne, biotechnologia i wątki posthumanistyczne związane np. z wygenerowaniem trzeciej płci - neutków, gwałtowne zmiany demograficzne itp. Elementów tych jest sporo, zwykle są też one nieźle przedstawione, raczej jako naturalne części świata powieści niż coś zupełnie nowego, co często stanowi dla autora pretekst do zafundowania czytelnikowi zagmatwanego i nie zawsze przyswajalnego opisu danej technologii. Trudno jednak przypisywać Brytyjczykowi jakąś specjalną oryginalność jeśli chodzi o fantastyczne elementy świata. Wykorzystuje on raczej w bardzo sprawny sposób to, co stanowi element wypracowany przez science fiction jako gatunek i jest już w niej dobrze zadomowione. Oryginalna i zawracająca uwagę jest raczej sceneria Indii przyszłości i to ona, a nie technologiczne gadżety stanowią o atrakcyjności Rzeki bogów.

W warstwie czysto literackiej też jest całkiem nieźle. Narracja rozbita jest na kilka równoległych wątków zbudowanych wokół bardzo odmiennych postaci, których los zmierza do efektownego rozstrzygnięcia w finale powieści. Dzięki takiemu zabiegowi (poszczególni bohaterowie należą do różnych, często zupełnie odrębnych światów złożonego społeczeństwa Indii… i nie tylko) otrzymujemy pełniejszy obraz futurystycznej scenografii, nie ograniczający się jedynie do perspektywy jednego bohatera. Fabuła rozwija się dynamicznie, a wątki poszczególnych postaci potrafią zaintrygować. Innymi słowy powieść wciąga bardzo skutecznie. Do tego charakterologiczne różnice miedzy postaciami, a także nieźle oddane niuanse wynikające z różnic klasowych i kulturowych wypadają przekonująco. Nie ma tu udziwniania na siłę, desperackiego łamania konwencji. Widać pewien uniwersalizm typów postaci, niezależnie od tego, czy przyglądamy się bliżej glinie z jednostki do zadań specjalnych, pani premier, zamkniętej w domu żonie czy ulicznemu zawadiace. Z drugiej strony McDonald dopracowuje każdego z bohaterów na tyle, iż nie odnosimy przykrego wrażenia obcowania jedynie z literacką wydmuszką, sztucznym wypełniaczem fabuły. Ta potrafi się obronić, sama niejednokrotnie przybierając dość niespodziewany kierunek rozwoju.

Rzeka Bogów jest w moim mniemaniu pewnym drogowskazem pokazującym nam gdzie może iść nowoczesna science fiction w początkach XXI wieku. Z jednej strony mamy tu motywy jak najbardziej klasyczne - kwestie energetyki, posthumanizmu i technologicznej osobliwości, skonfrontowanie rozwoju i przemian świata z jego materią społeczną - wszystko to zaprezentowane w konwencji lekko nawiązującej do cyberpunka. Do tego dochodzi jednak coraz częściej spotykane (i w zasadzie także nawiązujące do klasyki cyberpunka) osadzanie fabuły w egzotycznych - z perspektywy zachodniego czytelnika - rejonach zglobalizowanego świata niedalekiej przyszłości. Dzięki temu prostemu zabiegowi efekt zetknięcia się z czymś nieznanym i fascynującym jest silniejszy - tym nieznanym okazuje się bowiem coś, co w zasadzie znać, choć trochę, moglibyśmy. Ten nieodparty urok bliskiej futurologii jest u McDonalda wyraźnie widoczny. Rzeka bogów nie jest może książką, która stanowi rewolucję w swoim gatunku, ale w niczym nie umniejsza to faktu, że jest jedną z najlepszych powieści science fiction (jeśli wręcz nie najlepszą), które ukazały się w Polsce w roku 2010. Warto zatem zanurzyć się w świat futurystycznych Indii, nawet jeśli nie jest się specjalnym fanem Bollywoodu… kiczu, zbiorowych śpiewów i tańców w powieści Brytyjczyka nie musimy się obawiać. 

5/6
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...