Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Weird. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Weird. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 lipca 2014

Ujarzmienie - Jeff VanderMeer - recenzja z portalu Fantasta.pl

Otwierające Trylogię Southern Reach Unicestwienie Jeffa VanderMeera intrygowało, zapraszając czytelnika na wyprawę w głąb tajemniczej Strefy X. W tej przesyconej duchem Pikniku na skraju drogi powieści Amerykanin pokazał, jak sprawnie potrafi łączyć elementy klasycznej science fiction z duchem współczesnego horroru. Ta opierająca się na twórczym retellingu wyświechtanego motywu książka wciągała klimatem i pogłębionym rysem psychologicznym bohaterów. W podobnym tonie utrzymany jest także drugi tom cyklu zatytułowany Ujarzmienie.


sobota, 26 kwietnia 2014

Unicestwienie - Jeff VandeMeer - przedpremierowa recenzja z portalu Fantasta.pl

Jest takie miejsce, które nie pasuje do znanej, zrozumiałej rzeczywistości; miejsce, które jest inne niż wszystko dokoła. Nie wiadomo, czym jest ani skąd się wzięło. Miejsce to przyciąga jednak ludzi, którzy skonfrontowani z Nieznanym w równym stopniu stają w obliczu konfrontacji z samymi sobą. Nie brzmi to specjalnie oryginalnie, prawda? W historii fantastyki tekstów o tego typu „miejscach” czy obiektach było na pęczki. Wśród najlepszych można wymienić choćby Piknik na skraju drogi Strugackich, Człowieka w labiryncie Silverberga czy też Nova swing Harrisona. Jeff VanderMeer w swojej najnowszej powieści zatytułowanej Unicestwienie udowadnia, że jest to temat wciąż nośny, mogący stanowić kanwę dla intrygującego tekstu.

wtorek, 14 stycznia 2014

Podziemia Veniss - Jeff VanderMeer - recenzja z portalu Fantasta.pl

Książki publikowane pod szyldem Uczta Wyobraźni przyzwyczaiły czytelników nie tylko do wysokiego poziomu „warsztatowego”, ale także (a może przede wszystkim) do nieszablonowego podejścia do konwencji, ambitnych wizji i nowatorskich pomysłów, czasem znacznie odbiegających od popularnych trendów. W konsekwencji seria tworzona przez Andrzeja Miszkurkę doczekała się łatki identyfikującej ją z literaturą niełatwą, czasem wręcz hermetyczną, celującą w gusta bardzo wąskiego grona odbiorców. I choć jest to opinia w moim mniemaniu pochopna, trudno nie przyznać, że co najmniej kilka pozycji wydanych w ramach tej serii faktycznie, może okazać się trudno przyswajalne dla masowego czytelnika. Przykładem takiej książki mogą być Podziemia Veniss pióra Jeffa VanderMeera.


piątek, 5 lipca 2013

Shriek: posłowie - Jeff VanderMeer - recenzja z portalu Fantasta.pl

Są książki, o których nie wypada napisać nic innego, że są po prostu perwersyjne. I to bynajmniej nie dlatego, iż zawierają Bóg raczy wiedzieć jakie bezeceństwa. Chodzi tu raczej o to, iż rozbierają na części pierwsze nie tylko świat przedstawiony, ale także samą ideę, która za tekstem stoi, proces twórczy, recepcję, polemikę itp. Na wszystko to nakładają fabularne szaty i serwują właściwemu odbiorcy będąc w zasadzie jednym wielkim prowokującym i niezwykle samoświadomym mrugnięciem literackiego oka. Niemal wzorcowym przykładem takiego tekstu było dla mnie choćby Science fiction Jacka Dukaja. Było, gdyż już od pierwszych stron lektury powieści o enigmatycznym tytule Shriek: posłowie wiedziałem, że Jeff VanderMeer poszedł jeszcze dalej niż Dukaj.

środa, 5 grudnia 2012

Córka żelaznego smoka. Smoki Babel - Michael Swanwick - recenzja z portalu Fantasta.pl

Właściwie od samego początku serii Uczta Wyobraźni wśród autorów, których teksty mogłyby się pod tym szyldem ukazać, wymieniany był Michael Swanwick. I choć pierwotnie mowa była raczej o nagrodzonych Nebulą Stacjach przypływu (może się jeszcze doczekam), koniec końców ukazały się dwie inne powieści tegoż autora – osadzone w tym samym świecie Córka żelaznego smoka i Smoki Babel. Choć są to teksty zawarte w jednej okładce i dzielące uniwersum, okazują się jednak być różne – odrębne i wyraźnie od siebie odmienne. To, co dla nich wspólne, to przede wszystkim wymykająca się klasyfikacjom konwencja. Swanwick serwuje nam coś, co na siłę można by określić jako fantasy, w którym magia i stworzenia rodem z baśni egzystują w świecie pełnym elementów technologii i kultury charakterystycznych dla znanej nam współczesności. Świadome, mechaniczne smoki koegzystują tu z ludzkimi mieszańcami, elfami, krasnoludami, duchami i trollami, a bohaterowie studiują alchemię, używają komórek, czy też przechadzają się po centrach handlowych. Nad wszystkim unosi się duch twórczości Jacka Vance’a, co tylko dobrze o autorze świadczy. Obie powieści wydane w tym obszernym tomie charakteryzuje świetny styl – elastyczny i malowniczy, przesycony dyskretnym, przewrotnym poczuciem humoru. Nic, tylko pogrążyć się w lekturze.

środa, 23 marca 2011

Finch - Jeff VanderMeer - recenzja z portalu Fantasta.pl

Twórczość Jeffa VanderMeera mnie przeraża. Poważnie, nie ma w tym krzty przesady. Nie jestem w stanie w żaden sposób pojąć, skąd ten człowiek bierze wszystkie te niesamowicie zakręcone pomysły, w dodatku potrafiąc je ubrać w formę w sposób wprawiający czytelnika w stan, który jestem w stanie określić tylko jako osobliwą mieszankę zdumienia, fascynacji i może jeszcze lekkiego obrzydzenia. To nie jest kolejny pisarz tworzący wariacje na temat bitew statków kosmicznych czy fantasy z ponętną elfką w tle. Po książkach Amerykanina możemy się spodziewać raczej niezwykłych wizji gdzieś z pogranicza snu i jawy, zaskakujących pomysłów formalnych i niebanalnej fabuły. Czy Finch spełnia te oczekiwania?

poniedziałek, 21 lutego 2011

Miasto szaleńców i świętych - Jeff VanderMeer - recenzja (?) nietypowa

Z korespondencji dr Mathiasa Rottkopfa i dr Williama Simpkina

Muzeum Morhaimów,
Bulwar Albumuth 2314
Ambergris I14-56


Do doktora
Williama Simpkina
Centralne Biuro Ewidencji i Archiwum
Oddział Badań Psychiatrycznych
Przy szpitalu im. Trilliana
Aleja Trupiej Czaszki 8181
Ambergris MI4-518

Drogi doktorze Simpkin!

Piszę do Pana gdyż doszły nas wieści o niezwykłych materiałach, które znalazły się ostatnimi czasy w Państwa posiadaniu. Informację tę przekazał mi dr V, krótko po tym, jak przekazał Panu rzeczone materiały - dotyczące sprawy niejakiego Iksa.
Wnioskując z tego, co przekazał mi V, a także zasłyszanych gdzieniegdzie plotek, pozwolę sobie wyrazić przypuszczenie, iż nasze Muzeum byłoby niezwykle zainteresowane pozyskaniem tekstów, które w niezwykłej dość formie znalazły się obecnie w Państwa posiadaniu. Jakkolwiek zdajemy sobie sprawę, że powyższy zbiór wyrwanych z różnych kontekstów fragmentów literatury, dokumentów dotyczących historii naszego wspaniałego miasta Ambergris, a także twórczość literacka będąca produktem chorego umysłu samego Iksa są w swojej istocie dokumentacją sprawy człowieka, którego rojenia przekraczają, w pewnym przynajmniej sensie, granice naszej rzeczywistości. Doszliśmy jednak do wniosku, że niewątpliwe niedomaganie umysłowe rzeczonego nie powinno przesłonić nam faktycznej, artystycznej wartości jego dzieł. A ta jest niewątpliwie ogromna.

Wedle informacji, które posiadamy, w najbliższym czasie możecie się Państwo spodziewać propozycji ze strony wydawnictwa Hoegbottona i Synów na udzielenie prawa do publikacji zebranych w jednym miejscu materiałów związanych ze sprawą, pod wspólną nazwą „Miasto szaleńców i świętych” – zgodną z tytułem wyjątkowego dzieła samego Iksa. Oczywiście pozostaje tu kwestia przejęcia praw autorskich do pozostałych elementów zbioru: glosariusza ambergriańskiego, tekstów autorstwa Sirina, czy materiałów autorstwa Madnoka dotyczących tak ważnego aspektu życia w Ambergris, jakim są kałamarnice królewskie. Prawa do stanowiącego część zbioru „Hoegbottońskiego przewodnika po wczesnej historii miasta Ambergris” autorstwa Duncana Shrieka czy festiwalowej noweli Pt. „Wymiana” autorstwa Sporlendera i Vendera już teraz należą do Hoegbottonów. W związku z ogromnym zainteresowaniem, jakie wydawnictwo to przejawia w kierunku wydania całości zbioru, wnioskuję, że książka zawierająca kompozycję tych unikatowych dokumentów, wraz z twórczością literacką samego autora, mogłaby okazać się hitem, a wszystkie jej egzemplarze znikałyby z półek księgarni Borges w oszałamiającym tempie. Jak już zaznaczyłem, także w naszej opinii tego typu kompilacja materiałów będących produktem, nie bójmy się użyć tego określenia, szalonego umysłu, nosi znamiona czegoś wyjątkowego. I to nie tylko jako osobliwa ciekawostka nosząca posmak sensacji, ale także jako faktyczne wydarzenie artystyczne, przekraczające granice tego co rozumiemy… lub pozwalamy sobie rozumieć. Stąd też i nasza prośba: prosimy Państwa o udostępnienie nam oryginałów dokumentów związanych ze sprawą Iksa, abyśmy mogli wystawić je w naszym Muzeum jeszcze zanim Hoegbotton i Synowie uczynią z przedruku „Miasta szaleńców i świętych” literacki przebój. Nie ukrywam, że czas ma dla nas pewne znaczenie, gdyż chcielibyśmy umieścić eksponaty na honorowym miejscu jeszcze przed rozpoczęciem zbliżającego się już Festiwalu Słodkowodnych Kałamarnic, czyli, nie oszukujmy się, centralnego punktu życia „kulturalnego” w Ambergris. Zawsze w okresie Festiwalu nasze Muzeum cieszy się wzmożoną liczbą wizyt (co nie powinno Pana dziwić ze względu na dziwne wydarzenia, jakie zwykle maja miejsce na ulicach Miasta w czasie jego trwania), a oryginalne elementy „Miasta szaleńców i świętych” z pewnością przyciągną jeszcze więcej zwiedzających.

Mam nadzieję, że podejmiecie Państwo decyzję o udostępnieniu nam wspomnianych materiałów i tym samym przyczynicie się Państwo do propagowania prawdziwej, oryginalnej sztuki pozwalając obcować z tymi wyjątkowymi dokumentami także szerszemu gronu odbiorców. Jeśli chodzi o warunki finansowe udostępnienia, Muzeum nasze dysponuje co prawda ograniczonym budżetem, tuszę jednak, że propozycja zawarta w załączniku do mojego listu będzie dla Państwa satysfakcjonującym zadośćuczynieniem.

Z poważaniem,

Dr Matthias Rottkopf
Muzeum Morhaimów,
Kustosz Skrzydła „Literackich Osobliwości”

PS. W historii Iksa niepokoi mnie jedynie rysujące się powiązanie całej sprawy z grzybianami. Obawiam się, że Szare Kapelusze, dawni władcy Ambergris mogą mieć z całą sprawą coś wspólnego. Czyżby, noszące znamiona literackiego geniuszu rojenia Iksa były produktem celowego zatrucia grzybami sprowokowanego przez nich? Ale w jakim celu?



6/6

wtorek, 27 lipca 2010

W poszukiwaniu Jake'a i inne opowiadania - China Miéville - recenzja w wersji "uncut"

Zbiory opowiadań mają to do siebie, że zwykle poziom umieszczonych w nich tekstów jest dość zróżnicowany. Naprawdę niewiele bywa takich, w których nie pojawi się żaden słaby tekst. Dlatego na wybór krótkich form autorstwa jednego z najczęściej nagradzanych pisarzy ostatnich lat - Chiny Miéville’a, czekałem z wielkim zainteresowaniem. W poszukiwaniu Jake’a i inne opowiadania to dwanaście opowiadań, jedna mikropowieść i jeden komiks. Motywem, który spina w całość wszystkie teksty jest miasto, w większości przypadków Londyn. Opowiadanie Jack zabiera zaś czytelnika do znanego np. z Dworca Perdido uniwersum Bas-Lag, a konkretnie do Nowego Crobuzon. Wychodzi więc na to, że jest to swoisty smaczek, który może przyciągnąć do tego zbioru miłośników sztandarowego cyklu tego autora.


Uczynienie z miasta klamry spinającej tematycznie teksty nie oznacza bynajmniej, że mamy do czynienia z przewodnikiem po topografii Londynu, lub też podręcznikiem architektury. Owszem, czasem fragmenty miejskiego krajobrazu postawione są na pierwszym planie (jak ulice w Doniesieniach o pewnych wypadkach w Londynie lub budynki w Fundamentach) , jednak punktem centralnym twórczości Miéville’a wydaje się być refleksja na temat współczesnego społeczeństwa, które miasta uczyniło swoją podstawową tkanką. Pokazując zurbanizowaną przestrzeń, która staje się w rożny sposób odmieniona, autor stara się snuć refleksje na temat tego jak bardzo człowiek staje się uzależniony od pewnych form bytowania w przestrzeni oswojonej na jedyny słuszny sposób. Zmiana w otoczeniu łączy się ze zmianą ludzkich zachowań, wywołuje niepokój, a czasem wręcz grozę. Wypaczone miasto powoduje wypaczenie społeczeństwa i zawieszenie reguł nim rządzących.


W wymienionych powyżej wątkach twórczości Brytyjczyka wyraźnie widać jego poglądy polityczne. Miéville jako przedstawiciel radykalnej lewicy, wyraźnie krytykuje konsumpcjonizm i korporacjonizm, obnaża absurdy liberalnej gospodarki (Dzień dziś wesoły), czy też obłudę wielkich korporacji (Koniec z głodem). Uważam, że jest to niesłychanie ożywczy, świeży powiew we współczesnej fantastyce. Szczególnie jeśli odniesiemy to do polskiego fandomu, gdzie zdecydowana większość pisarzy wprost deklaruje się jako zwolennicy prawej strony sceny politycznej prezentując pełne spektrum typowych dla niej postaw: od radykalnego antykomunizmu, przez rozbuchany narodowy konserwatyzm, na zapędach monarchistycznych kończąc. Ot, taki urok naszego rodzimego poletka. Obawiam się, że gdyby osoba pokroju Miéville'a próbowała tworzyć nad Wisłą szybko zostałaby przez środowisko zjedzona. Szczęśliwie jednak dla czytelników, twórczość trzykrotnego laureata Nagrody Arthura C. Clarke'a jest do naszego kraju bez przeszkód importowana i znajduje tu spore zainteresowanie.

Miéville w swoich opowiadaniach kapitalnie potrafi zbudować nastrój. Zwykle (choć nie zawsze) posługuje się narracją pierwszoosobową, co budzi skojarzenia z twórczością H.P.Lovecrafta. Tym bardziej, że klimat tajemnicy, grozy, czasem lekkiej paranoi jest tu niemal wszechobecny. Trudno powiedzieć, czy zawartość W poszukiwaniu Jake’a to bardziej urban fantasy, czy raczej dyskretnie serwowany horror. Styl Brytyjczyka to nie tylko wnikliwa obserwacja rzeczywistości i podszyte polityką uszczypliwe jej komentowanie. Składa się na niego także pióro zdolne budować fascynujące, plastyczne opisy, które powodują, że odrealniona rzeczywistość niemal staje czytelnikowi przed oczami. Język polskiego wydania tych opowiadań jest dość zróżnicowany, co jest poniekąd rezultatem faktu, że nad ich przekładem pracowało aż czterech tłumaczy. No cóż, od przybytku głowa nie boli…


Czy warto się ze zbiorem Miéville’a zapoznać? Z pewnością tak. Wyobraźnia tego autora jest wręcz niesłychana, a sprawne pióro, żywy, zadziorny język i polityczne podszyta krytyka współczesnego świata powodują, że płody tej wyobraźni przybierają fascynujące i wciągające literackie formy. Tu nie ma słabych tekstów, większość jest co najmniej bardzo dobra, kilka zaś jest wręcz doskonałych (Pokój kulek, Doniesienia o pewnych wypadkach w Londynie, Chowaniec, Łącznik, Koniec z głodem, Dziś dzień wesoły czy Jack). W poszukiwaniu Jake’a i inne opowiadania to nie tylko pozycja dla miłośników uniwersum Bas-Lag, czy też tych, którzy poszukują tak rzadkiego towaru jakim jest lewicowa, społecznie zaangażowana fantastyka. Zbiór ten to przede wszystkim sporo świetnych pomysłów przelanych na papier za pomocą doskonałego pióra. O ile do niedawna miałem jeszcze pewne wątpliwości, tak obecnie już ich nie mam: nazywanie Chiny Miéville’a, trzykrotnego laureata Nagrody Arthura C. Clarke’a, jednym z najważniejszych współczesnych twórców fantastyki bynajmniej nie jest opinią na wyrost. On na nią w pełni zasługuje. Niedowiarkom polecam omawiany zbiór. Wszystkim innym zresztą też, bo jest to fantastyka na najwyższym poziomie.

5,5/6


czwartek, 11 marca 2010

Viriconium - M. John Harrison - recenzja

M. John Harrison jest uważany za jednego z duchowych ojców jednego z najprężniej rozwijających się nurtów współczesnej fantastyki, a mianowicie New Weird. W serii Uczta Wyobraźni, prezentującej ambitną i niekonwencjonalną fantastykę wydany został zbiór jego autorstwa zatytułowany Viriconium. Ta licząca niemal sześćset stron księga zawiera trzy krótkie powieści i siedem opowiadań, wszystkie osadzone we wspólnym świecie, którego centralnym punktem jest tytułowe miasto – Viriconium. Trochę inaczej niż w całej serii, serwującej raczej książki współczesne, zbiór Harrisona to teksty powstałe w latach 1971–1985. Myli się jednak ten, kto spodziewa się zdezaktualizowanej wizji, trącącej myszką w zestawieniu z obrazem aktualnych trendów w światowej literaturze fantastycznej. Viriconium chyba trochę wyprzedziło swoje czasy, stanowiąc wyraźną inspirację i nieodłączną część tego jak literatura ta wygląda obecnie.


Świat stworzony przez Harrisona urzeka. Jest czymś na skraju rzeczywistości, tuż za jej dostępną dla nas krawędzią. Mamy do czynienia z połączeniem motywów rodem z fantasy, z tymi rodem z science fiction. Jest tu więc miejsce dla szermierzy, królowych, machania toporem, czy latających łodzi, z drugiej zaś strony mamy mechaniczne egzoszkielety, miecze energetyczne i potężne maszyny. Wszystko w scenerii wielkiego, złożonego i tętniącego życiem miasta. Życie Viriconium i jego mieszkańców opisane jest bardzo drobiazgowo. Sceny z życia artystów, władców, wojowników, czy wreszcie zwykłych ludzi są niezwykle bogate. Świat oszałamia swoją złożonością i plastycznością, w gruncie rzeczy bardzo oniryczną. Czytelnik ma wrażenie, że jest to świat snu, w którym kontury nie są jasne, a zdarzenia pojawiają się by zaraz zniknąć lub przejść w coś innego, zgoła nieoczekiwanego.


Świat Viriconium to zarazem świat umierania. Ten świat się kończy, chyli ku upadkowi bezskutecznie walcząc o przetrwanie. Świat miasta Viriconium to świat tęsknoty za utraconym dziedzictwem przeszłości, utożsamianej przez technologie Cywilizacji Popołudnia. Jedyne co pozostaje to starać się przetrwać. Nie ma tu miejsca na szukanie nadziei, wychodzenie myślą w przyszłość. Mimo, iż wszystko się rozpada (a może właśnie dlatego?) to uciekająca chwila obecna, ten moment, kiedy wszystko jeszcze istnieje w znanej na m formie, staje się centrum życia. Znakomicie jest to oddane w scenach z życia viricońskiej bohemy. Z drugiej jednak strony taki świat wyzwala pokłady bezinteresownego heroizmu, bo czymże się przejmować, skoro jutra nie będzie? I to także w tekstach Harrisona możemy odnaleźć. Pod względem bogactwa pomysłów i rozmachu wykreowanego świata Viriconium to prawdziwa Uczta Wyobraźni.


Język M. Johna Harrisona oszałamia. Zdania są rozbudowane, napchane po brzegi oryginalnymi metaforami i barwnymi grami słów. Doskonale odzwierciedlają jednoczesną złożoność i ulotność opisywanego w nich świata, nadają mu barwy, zapachy i smaki. Niestety, całość skutkuje wyjątkowo ciężkostrawną miksturą. Język Viriconium jest bez dwóch zdań wybitny i niesamowity. Stanowi nieodłączną część autorskiej kreacji. Z drugiej jednak strony wielokrotnie odnosiłem wrażenie, że to właśnie o ten język chodzi. Nie o fabułę, historię, bohaterów, czy jakieś przesłanie, ale właśnie o stworzenie oszałamiającej wizji świata i oddanie go jeszcze bardziej oszałamiającym językiem. To się Harrisonowi bez wątpienia udało. Problem polega na tym, że nawet będąc maksymalnie skupionym, smakując każdą frazę i nie spiesząc się z lekturą, wciąż napotykamy na pewien opór. Viriconium czyta się w bólach. To zdecydowanie nie jest lektura na szybkie parę stron w pociągu, czy autobusie, a raczej na długie posiedzenia w fotelu. A i to nie gwarantuje, że będziemy w stanie przebrnąć przez jej piękny, choć hermetyczny język.


Jak zwykle w przypadku książek z serii Uczta Wyobraźni mamy do czynienia z edytorskim majstersztykiem. Piękna okładka zdobiąca twardą oprawę doskonale oddaje klimat Pastelowego Miasta. MAG przyzwyczaił już Czytelników tej serii do wysokiego poziomu i okładek wyraźnie wyróżniających się na tle estetyki proponowanej przez większość rodzimych wydawców fantastyki, z lubelską Fabryką Słów na czele.


Viriconium to nie jest pozycja dla każdego. Fantastyczna wizja świata stworzonego przez Harrisona jest niewątpliwie godna uwagi. Choćby ze względy na wpływ, jaki wywarła na tak popularny obecnie nurt New Weird. Rewelacyjny język tego zbioru jest jednocześnie jego ogromną wadą. Zaciera kontury, często sprawia wrażenie sztuki dla sztuki wyraźnie dominując nad światem, bohaterami, czy jedynie migoczącą w tle fabułą. To nie jest literatura jednoznaczna i z pewnością nie jest to literatura łatwa. Coś w niej jednak jest i jeśli ma się sporo samozaparcia, dużo czasu i chęć uruchomienia swojej wyobraźni na najwyższych obrotach, w dużym skupieniu – wtedy warto po Viriconium sięgnąć.


Ja oceniam je na 4,5/6 (...choć rozumiem dlaczego pojawiają się oceny wynoszące ten zbiór pod niebiosa i dające mu najwyższe możliwe noty… Po prostu różne są priorytety tego, czego się w literaturze szuka)


PS. Otwierające Viriconium opowiadanie pt. Rycerze Viriconium można przeczytać na stronach Esensji. Polecam szczególnie tym, którzy obawiają się tego, czy twórczość Harrisona będzie dla nich strawna.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...