Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Star Wars. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Star Wars. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Star Wars: Legendy. Dziewczyna z Rebelii. Zdławiona nadzieja – Brian Wood, Stéphane Créty, Facundo Percio, Carlos D’Anda i inni - komiksowa recenzja z Szortalu


Apokryfy z Odległej Galaktyki


Gdy patrzymy na historię gwiezdnowojennego komiksu – od jego początków w stajni Marvela, przez ogromny rozrost Expanded Universe w „czasach Dark Horse’a”, aż po powrót do Marvela/Disneya i powstanie Nowego Kanonu – nietrudno zobaczyć, że niemal zawsze centralnymi postaciami okazywali się bohaterowie Oryginalnej Trylogii. „Halo, zaraz!” zawołacie. Przecież pod skrzydłami (kopytami?) Czarnego Konia eksplorowano praktycznie każdy możliwy zakątek czasu i przestrzeni Odległej Galaktyki! Prawda, jak najbardziej. Ale warto też pamiętać, że koniec końców zwrócono się ponownie do okresu klasycznych filmów, a w rolach głównych znów znaleźli się Luke, Leia i Han. Pisana przez Briana Wooda seria, zatytułowana po prostu „Star Wars” – bo o niej mowa – choć okazała się łabędzim śpiewem Gwiezdnych Wojen w barwach Dark Horse, położyła w pewnym sensie podwaliny pod to, co już pod szyldem Disneya stworzyli Jason Aaron i Kieron Gillen.


wtorek, 17 listopada 2015

Star Wars: Cienie Imperium – John Wagner, Kilian Plunkett, John Nadeau i inni

Klasyka nieoficjalna

Kiedy studio Disneya przejmowało całą gwiezdnowojenną franczyzę, nieco zadrżałem. Kiedy oficjalnie ogłoszono, że całe wieloletnie dziedzictwo tzw. Expanded Universe zostaje uznane za niekanoniczne (czytaj: wyrzucone do zsypu), miałem wrażenie, że to jest jakiś gorzki żart, że ktoś w ordynarny sposób kpi z oddanych fanów, kolekcjonującym książki, komiksy, figurki i wszelkie inne przejawy szaleństwa z odległej Galaktyki. A jednak… okazało się, że spece od Myszki Miki nie na darmo tymi specami są. Rozwiązali bowiem klasyczny dylemat: jak zjeść ciastko, jednocześnie mając ciastko (zwany też czasami dylematem dziewicy…). Innymi słowy: jak zrobić miejsce na nowe historie/bohaterów (czytaj: gadżety) i zapewnić studiu wolność kreatywną bez obciążeń tysiąca mniej lub bardziej udanych publikacji a jednocześnie nie wkurzyć fanów (czytaj: dostarczycieli pieniędzy) mówiąc im, że te wszystkie historie, którymi pasjonowali się przez lata… no w zasadzie ich nie ma. Nie ma Admirała Thrawna, nie ma Yuuzhan Vongów, nie ma Dartha Revana… itd. Fachowcy od Disneya wiedzieli przecież, że dotychczasowe książki, komiksy czy gry wciąż się przecież sprzedają – bez względu na to, co aktualnie ukazuje się z logo STAR WARS. Wymyślili więc, że w sumie nie ma przeszkód, aby nadal wydawać lub wznawiać produkty niezgodne z nowym kanonem, tyle tylko, że zostaną one opatrzone etykietą „Legend”. 

czwartek, 9 października 2014

Poza Galaktykę - Timothy Zahn - recenzja z portalu Fantasta.pl

Spośród całego (uznanego ostatnio przez Disneya za niekanoniczne) bogactwa gwiezdnowojennego Expanded Universe (EU) chyba największym uznaniem cieszy się Trylogia Thrawna pióra Timothy’ego Zahna. Wraz ze stworzoną przez West End Games grą fabularną Star Wars RPG w ogromnym stopniu przyczyniła się ona do popularyzacji Gwiezdnych Wojen na przełomie lat 80. i 90. pokazując, że stworzone przez George’a Lucasa uniwersum ma do zaoferowania znacznie więcej niż to co zostało pokazane w filmach i publikowanych wcześniej powieściach czy komiksach. Przez lata rozbudowywania świata w niezliczonych publikacjach to właśnie Dziedzic Imperium i inne powieści Zahna były stawiane za przykład niemal wzorcowej historii wykraczającej poza to, co znamy z ekranów. Pal sześć, że mnóstwo tu nieścisłości – ważne, że świat ten ożył dzięki świetnym, zapadającym w pamięć bohaterom jak Admirał Thrawn, Mara Jade czy Talon Karrde. To uwielbienie fanów dla twórczości Amerykanina spowodowało, że po kilkuletniej przerwie wrócił do pisania pod szyldem LucasBooks, eksploatując motywy i postaci znane ze swych wcześniejszych tekstów. Przykładem powieści, w której mamy do czynienia z rozwinięciem jednego z poruszonych wcześniej wątków jest właśnie Poza Galaktykę.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Omen - Christie Golden - recenzja z portalu Fantasta.pl

Z powieściowymi cyklami tworzonymi w ramach franczyzy tak to zwykle bywa, że są nierówne. W zasadzie nie powinno to nikogo dziwić: czego można się bowiem spodziewać po wydawniczym projekcie, w ramach którego świat jest niemal w pełni kontrolowany przez redaktorów, którzy tworząc zręby fabuły obszerniejszej historii jedynie zlecają „wykonanie” jej elementów poszczególnym pisarzom. W takiej sytuacji autor staje się w zasadzie tylko maszyną, której zadaniem jest ubrać całość w słowa, przyozdobiwszy wszystko elementami gotowego już settingu i nawiązaniami do innych pozycji w nim osadzonych. Niezbyt dużo tu miejsca na autorską kreację i pokaz literackiego warsztatu. Liczy się po prostu umiejętność posklejania poszczególnych elementów układanki na gotowym szkielecie w ramach zadanej wierszówki. Ot, wyrobnictwo. Tyle tylko, że wyrobnicy bywają lepsi i gorsi. W przypadku debiutującej w gwiezdnowojennej konwencji Christie Golden jest akurat gorzej.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Sokół Millenium - James Luceno - recenzja z portalu Fantasta.pl

W każdym z klasycznych fantastycznych uniwersów daje się wyróżnić pewne elementy stanowiące cechy charakterystyczne danego świata, jego ikony. Zwykle są to postacie lub miejsca, czasem jednak bywa tak, że taką ikoną staje się innego rodzaju obiekt. W przypadku Gwiezdnych Wojen przykładów można znaleźć nawet kilka, jednak bez wątpienia jednym z najbardziej wyrazistych jest „Sokół Millenium”. Gdyby próbować stworzyć listę trzech najbardziej znanych pojazdów kosmicznych w historii wszelkiej maści fantastyki, to miałby on pewne miejsce „na pudle” obok „Enterprise’a” i „Nostromo”. Trudno się zatem dziwić, że na gwiezdnowojennym poletku doczekał się wreszcie czegoś na wzór powieści-laurki.

środa, 11 lipca 2012

Luke Skywalker i cienie Mindora - Matthew Stover - recenzja

Spośród wielu autorów tworzących powieści osadzone w uniwersum Gwiezdnych Wojen Matthew Stover należy do tych, którzy cieszą się sporym uznaniem szerszego grona miłośników fantastyki. Autor ten chętnie eksploatuje w swoich tekstach postaci antybohaterów lub pokazuje odmienną, często negatywną stronę świata przedstawionego. Jego gwiezdnowojenna powieść pt. Luke Skywalker i cienie Mindora zyskała spore uznanie w środowisku miłośników sagi George’a Lucasa. Jako że moje wcześniejsze kontakty z twórczością Amerykanina wypadały na jego korzyść, chętnie sięgnąłem także i po tę pozycję.

środa, 7 września 2011

Wygnaniec - Aaron Allston - recenzja z portalu Fantasta.pl

Kto na ochotnika wymieni mi trójkę głównych (pozytywnych) bohaterów Gwiezdnych Wojen? Jasne! Luke, Leia i Han… niby wszystko jasne. Jednak na samym filmie uniwersum się nie kończy… są jeszcze dalsze filmy pełnometrażowe, serial, komiksy, książki… dużo książek. Przez lata linia fabularna powieściowej serii została przeniesiona o przeszło 40 lat od wydarzeń przedstawionych na ekranie w Nowej Nadziei. W tym czasie pojawiło się kilka mniejszych (jak Trylogia Thrawna, Akademia Jedi czy Mroczne Gniazdo) lub większych (jak Nowa Era Jedi czy Dziedzictwo Mocy) podcykli opisujących metawątek całego świata wykreowanego przez George’a Lucasa. Wydawać by się mogło, że przez te lata w odległej galaktyce wiele się zmieniło. I tak też faktycznie jest: inwazja Yuuzhan Vongów czy też druga Galaktyczna Wojna Domowa znacznie zmieniły obraz tego świata. Czterdzieści trzy lata po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci rozpoczyna się kolejna, zakrojona na wiele tomów gwiezdnowojenna epopeja zatytułowana Przeznaczenie Jedi. Jej głównymi bohaterami są... no właśnie: Luke, Leia i Han.

czwartek, 1 września 2011

Rozkaz 66 - Karen Traviss - recenzja z portalu Fantasta.pl

Zacznijmy łopatologicznie… co sugeruje nam tytuł Gwiezdne Wojny? Na pewno to, że akcja ma miejsce wśród gwiazd, w kosmosie… czyli pewnie jakieś science-fiction. To, na ile SW faktycznie są science-fiction, to już inna kwestia. Z drugiej strony termin „wojny” może sugerować, że kluczowym elementem tego świata są różnorakie konflikty zbrojne. Tu także się z grubsza zgadza – w ogromnej większości utworów wojennych osadzonych w tym uniwersum wojna jest ważnym elementem… tła. W literaturze z logo SW na okładce zawsze brakowało mi porządnego, militarnego science-fiction. Na dobrą sprawę tym mianem możemy określić tylko i wyłącznie serie autorstwa Karen Traviss o klonach-komadosach a także cykl X-Wingi panów Stackpole’a i Allstona (w tym drugim momentami trochę zbyt dużo telenoweli, a za mało opisu faktycznych działań zbrojnych, jednak to detal). Szczególnie dzieła brytyjskiej pisarki zasługują w tym kontekście na uwagę. Wykorzystała ona bowiem swoją solidną wiedzę z zakresu wojskowości i działań wojennych (służyła m.in. w Royal Navy i była korespondentką wojenną), oprawiła to w doskonałe fabuły, a przy tym podjęła się urozmaicenia gwiezdnowojennych schematów przez rozbudowane opisy środowiska klonów i Mandalorian. Zaowocowało to doskonałą serią, jaką są Komandosi Republiki.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Szturmowcy śmierci - Joe Schreiber - recenzja z portalu Fantasta.pl

Zombie są wszędzie. Wloką powoli swe nieumarłe ciała w poszukiwaniu żywych istot. Straszą, czasem wręcz przerażają, prześladują. W swej groteskowej formie łączą największe pragnienia zachodniej cywilizacji (jak wieczne życie) z jej lękami (jak brzydota i umieranie). Innymi słowy motyw nieumarłego zajął eksponowane miejsce w kulturze Zachodu, umościł się tam całkiem nieźle i nic nie wskazuje na to, aby miał je opuścić. Oczywiście, jak to z wyraźnymi i popularnymi motywami bywa, jest on wykorzystywany na rozmaite sposoby. Czasem jako pretekst do postawienia głębszych, filozoficznych problemów, czasem jako prosty „straszak” posługujący się jedynie estetyką gore, innym zaś razem jako element czysto rozrywkowy, wręcz satyryczny. W rozkręconym na najwyższe obroty młynku postmodernistycznej popkultury zombie często stają się częścią nietypowych, oryginalnych mieszanek. Przykładem mogą być choćby mash-upy włączające żywe trupy do klasyków literatury. Tym sposobem możemy przeczytać np. Opowieść zombilijną albo bardziej swojskie Przedwiośnie żywych trupów. Tego typu łączeniu różnorakich motywów nie oparły się zajmujące w kulturze Zachodu równie poczesne miejsce Gwiezdne Wojny. Rezultatem wykorzystania figury nieumarłych w literaturze gwiezdnowojennej jest powieść Joe Schreibera zatytułowana Szturmowcy śmierci.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Gwiazda Śmierci - Michael Reaves, Steve Perry - recenzja z portalu Fantasta.pl

Dawno temu w odległej galaktyce… no, może nie aż tak dawno, i nie tak daleko, ale w każdym razie kiedyś uwielbiałem czytać książki spod znaku Gwiezdnych Wojen. Co prawda nie cieszą się one opinią literatury najwyższych lotów, ale jednak świat wykreowany przez George’a Lucasa potrafi wciąż zaczarować tak samo, jak czyni to z ekranu kinowego lub telewizyjnego od lat siedemdziesiątych. Nawet teraz lubię od czasu do czasu sięgnąć po jakieś pozycje opatrzone na okładce logiem STAR WARS i tyle. Tym razem w moje ręce trafiła powieść znanych choćby z dylogii „Medstar” Michaela Reavesa i Steve’a Perry’ego zatytułowana po prostu Gwiazda Śmierci.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...