Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sean Murphy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sean Murphy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Chrononauci, tom 1 – Mark Millar, Sean Murphy, Matt Hollingsworth - komiksowa recenzja z Szortalu

Podróże w czasie i przestrzeni

Wszyscy kochają Marka Millara, prawda? Hity, które wyszły spod jego palców, można wymieniać jeden po drugim: „Kick-Ass”, „Wojna domowa”, „Old Man Logan”, „Ultimates”, „The Authority” i „Czerwony Syn” to tylko kilka najpopularniejszych. Generalnie rzecz biorąc prawdopodobieństwo, że komiks napisany przez Szkota okaże się hitem, jest więcej niż spore. Przekłada się to w oczywisty sposób na zainteresowanie wydawców i adaptatorów: od kierujących swą uwagę w kierunku jego dzieł oficyn w Polsce (tak – myślę tu o Non Stop Comics i Musze), przez Netflixa wykupującego Millarworld (firmę scenarzysty), aż po hollywoodzkich magików wielkiego ekranu z powodzeniem ekranizujących „Kick-Ass” czy „Kingsman: The Secret Service”. Można by więc przypuszczać, że polska premiera kolejnego z jego komiksów wzbudzi sporą ekscytację. No faktycznie, czuję się rodzimą edycją „Chrononautów” podekscytowany… przede wszystkim ze względu na nazwisko rysownika, a nie scenarzysty!

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Przebudzenie – Scott Snyder, Sean Murphy - komiksowa recenzja z Szortalu

Lubię miniserie, a dokładniej rzecz ujmując: lubię ich zbiorcze wydania. Otwierając taki komiks mam bowiem pewność, iż dostaję do ręki zamkniętą, przemyślaną całość – bez żadnych pootwieranych wątków, które ciągnąć się będą nie wiadomo jak długo, bez notorycznych cliffhangerów, bez pojawiających się znikąd, a potem nagle wracających bohaterów, bez zastanawiania się kiedy (i czy w ogóle) dane będzie doczekać się finału. Tu jest nieco prościej: zamknięta ilość postaci, wątków, zwykle dość klasyczny schemat historii składającej się „po bożemu” ze wstępu, rozwinięcia i zakończenia, no i, ogólnie rzecz biorąc, satysfakcja biorąca się z przeświadczenia czytelnika o obcowaniu z dziełem kompletnym (nie trzeba szukać jednego numeru zupełnie nieznanej sobie serii tylko po to, aby prześledzić np. jeden z pobocznych wątków historii). Wszystko zamknięte w jedną okładkę, kompletne i całościowe: ile z tego wyciągnę, tyle moje. Stąd też cieszy mnie niezmiernie, gdy na naszym rynku znajduje się miejsce na publikacje tego typu. Radość ta jest jeszcze większa w momencie, gdy ukazują się historie uznane i nagradzane, autorstwa świetnych twórców. Przykładem tego typu komiksu, może być zbiorcze wydanie uhonorowanej Nagrodą Eisnera miniserii Przebudzenie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...