poniedziałek, 15 października 2012

Operacja Pętla - Vladimir Wolff - recenzja z portalu Fantasta.pl

Kilka tygodni temu miałem okazję zapoznać się z Kryptonimem Burza Vladimira Wolffa – napisaną z militarnym zacięciem historią alternatywną prezentującą opowieść o wybuchu fikcyjnego konfliktu miedzy Polską a Związkiem Sowieckim w roku 1941. Choć trudno nazwać wspomnianą powieść arcydziełem, niewątpliwie stanowi ona atrakcyjną pozycję dla miłośników literatury sytuującej się na przecięciu militarnej literatury akcji, fikcji historycznej i czysto rozrywkowej fantastyki. Dość powiedzieć, że lektura tomu otwierającego cykl „Odległe rubieże” wywołała u mnie pewien niedosyt. Kiedy jednak zobaczyłem pierwsze zapowiedzi kontynuacji Kryptonimu Burza z doskonałą ilustracją okładkową autorstwa Grzegorza Nawrockiego na czele, mój czytelniczy apetyt wzrósł w stopniu, którego wręcz się nie spodziewałem. Jednym z głównych tematów Operacji Pętla – bo taki tytuł nosi najnowsza powieść Wolffa – miały być bowiem działania wojenne na morzu. Ja zaś, wychowany na książkach Jerzego Pertka (jego Morze w ogniu czytałem niezliczoną ilość razy), Edmunda Kosiarza czy Zbigniewa Flisowskiego na samą myśl o wykorzystaniu w powieści motywu polskiej Marynarki i widząc piękny rysunek ORP Gryf prowadzącego do walki zespół niszczycieli, po prostu nie mogłem się powstrzymać przed sięgnięciem po tę powieść. Jakoś tak się bowiem składało, że przez pisarzy-fantastów temat polskich marynarzy nigdy specjalnie wykorzystany nie był (no, może poza Darkiem Domagalskim i jego wesołymi podwodniakami), a szkoda, bo morską historię mamy piękną i chlubną, a i znalazłoby się sporo materiału do wykorzystania przez twórców. No cóż – już na starcie Wolffowi udało się zatem zapunktować – po raz kolejny trafił bowiem w ciekawą i atrakcyjną lukę na polskim rynku wydawniczym. Pytanie tylko, co z tego wynikło?

Operacja Pętla w bardzo dużym stopniu przypomina swoja poprzedniczkę. Znów mamy do czynienia z trzema wyraźnymi „planami”, czy też poziomami opowieści – tym związanym z zasadniczą fabułą i losami głównego bohatera, Marka Bagińskiego; tym dotyczącym wydarzeń politycznych, wywiadowczych, czy też militarnych na szczeblu strategicznym; wreszcie tym skupiającym się na akcji pola bitwy, przedstawiającym migawki potyczek w wybranych miejscach polsko-sowieckiego frontu. Trochę lepiej niż w poprzedniczce dobrane są w drugim tomie „Odległych rubieży” proporcje miedzy poszczególnymi piętrami. Co prawda losy głównego bohatera toczą się w sposób dość nieoczekiwany i raczej luźno związany z wydarzeniami w makroskali stworzonego przez Wolffa scenariusza, jednak trzeba przyznać, iż stanowią one pewne urozmaicenie i wnoszą coś nowego do fabuły powieści. Problematyczny jest raczej sam Bagiński, który jako postać ewoluuje w pewnym momencie w dość zaskakującym kierunku. Niestety, to nowe wcielenie głównego protagonisty cyklu nie przekonuje i wydaje się być raczej próbą prowizorycznego dopasowania tej postaci do nowego otoczenia niż zrozumiałą dla czytelnika ewolucyjną zmianą (pal sześć, niechby była i rewolucyjna, ale w jakikolwiek sposób uzasadniona). To, co stanowiło siłę tej postaci w Kryptonimie Burza tu potraktowane jest zdawkowo i trochę po macoszemu. Niewiele lepiej przedstawia się poziom gier politycznych i wywiadowczych. Wybijająca się na nim na pierwszy plan postać Stalina kreowana jest spójnie i z pewnym pomysłem. Dość przyzwoicie wypadają też polscy dowódcy i dygnitarze. Gorzej sprawa przedstawia się z resztą sowieckiej i niemieckiej wierchuszki i decyzjami przez nich podejmowanymi. Fakt, na marynarkę Rosjanie mieli mniej pomysłów niż na działania na lądzie, ale sposób, w jaki uzasadniana jest kompletna bierność jej dowódców w obliczu konfliktu jest po prostu kuriozalny – tym bardziej, że w przeciwieństwie do większości innych formacji zbrojnych Związku Radzieckiego kadra dowódcza była tu zwykle świetnie wyszkolona. Przebieg działań na tym poziomie, choć czasem nieco naiwny, potrafi jednak wciągnąć. Najlepiej prezentuje się chyba warstwa, w której Wolff zabiera czytelnika w sam środek akcji, prezentując bezpośrednio przebieg poszczególnych potyczek. Zwiady lotnicze, świetne sceny walk monitorów flotylli pińskiej, akcje minowe i torpedowe polskich podwodniaków, wreszcie brawurowe starcia nawodne z udziałem polskich i sowieckich okrętów robią naprawdę niezłe wrażenie. Czasem można co prawda odnieść wrażenie, że autor lekko się zagalopował i popadł w przesadę, kreując wyniki tych starć, jednak przyjemność z lektury dość skutecznie te niedostatki rekompensuje.

Podsumowując, można stwierdzić, że Operacja Pętla jest całkiem udaną kontynuacją swojej poprzedniczki. Zachowując przyjętą wcześniej formułę rozgrywającej się na trzech głównych poziomach, skupionej na militariach historii alternatywnej potraktowanej rozrywkowo, wprowadza do sprawdzonego schematu nowe elementy. Do takich zaliczyć należy przede wszystkim położenie dużego nacisku na przebieg fikcyjnego konfliktu na morzu. Sporo wnosi też rozszerzenie akcji na kraje bałtyckie. Niestety, pojawiają się także słabsze punkty – niezbyt wiarygodny przebieg niektórych starć, naiwność w pokazywaniu części dygnitarzy, czy nie do końca uzasadniona ewolucja postaci głównego bohatera. W ogólnym zarysie dostajemy powieść bardzo zbliżoną do poprzedniczki – z pewnością bardziej równą i ciekawszą w warstwie militarnej, jednak wypadającą wyraźnie słabiej jeśli chodzi o prezentację głównych bohaterów i przebieg konfliktu na poziomie strategicznym, czy też po prostu mniej wciągającą (choć i mniej oczywistą) fabularnie. W ogólnym rozrachunku jest to kolejna pozycja z serii WarBook, którą należy uznać za udaną porcję rozrywkowej prozy dla miłośników militariów – tu w wersji alternatywno-historycznej. Z pewnością ci, który dali się wciągnąć w wir wydarzeń przedstawionych w Kryptonimie Burza zawiedzeni nie będą. A jeśli przedstawieniem zmagań polskich marynarzy uda się przyciągnąć kilku kolejnych czytelników, to z dużym prawdopodobieństwem będzie można mówić o sukcesie – może niekoniecznie artystycznym, to jednak nie ta kategoria literatury, ale na sukces komercyjny szanse są całkiem spore. Ja w każdym razie chętnie poczekam na kolejną odsłonę „Odległych rubieży” i myślę, że raczej nie będę nią zawiedziony. 

3,5/6

PS. Dziękujemy wydawnictwu Ender za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego

2 komentarze:

  1. Po wsłuchałem audiobooka za 35 zł. ściągniętego z Audio-teka t..mobile, pod tytułem "Operacja pętla" Vladimira Wolffa. Poczułem się koleiny raz wpuszczony w maliny. Żałuję straconego czasu i pieniędzy.
    Bajki przynajmniej mają morał a tu nie dość, że niczego się nie dowiemy to jeszcze zostaniemy wmanewrowani w fantazję, która może się utrwalić jako prawdziwa. Wygląda mi to na opowiadanie o historii o której Jaś słyszał ale się nie nauczył. Nie mam uprzedzeń do Autora ale takie jest moje zdanie, jeśli mogę je wyrazić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przez kogo się poczułeś wpuszczony w maliny? Przeze mnie? Autora? Wydawnictwo? Fakt, trochę wkurza, ze historia gdzies tam sie urwała i nie wygląda by mieli ją kontynuować, ale cóż... taki rynek. Jest mnóstwo innej literatury, lepszej niż WarBooki. Nie rozumiem tylko o co Ci chodzi z tym, że ta fantazja może się utrwalić jako prawdziwa. Jakim sposobem? Rozwiń proszę.
      Pozdrawiam,
      MR

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...