Odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy mamy do czynienia z dobrą passą komiksu w Polsce. Nie dość, że na fali popularności trykociarstwa rośnie liczba dostepnych tytułów, to powstają także nowe wydawnictwa. Coraz większe nasycenie rynku paradoksalnie powoduje jednak, że więcej jest miejsca na to, co nieco inne od mainstreamu – w tym na dzieła debiutantów. W przypadku „Liber Horrorum: Księgi Grozy” mamy do czynienia z debiutem potrójnym! Przynajmniej w pewnym zakresie. Album ten jest bowiem wkroczeniem w komiksowe medium tak dla wydawnictwa, jak dla rysownika i scenarzysty – nawet jeśli wszyscy to w zasadzie stare wygi w świecie mediów.
