Jest w prowincji coś takiego, że wydaje się być idealną scenografią dla opowieści grozy. Odseparowane, zamknięte społeczności zdają się zawsze skrywać jakieś mroczne tajemnice. Gdy więc w ukrytym gdzieś w lasach hrabstwie umiejscowimy historię o wiedźmie, robi się całkiem znajomo… i jakby pretensjonalnie. Prawdę powiedziawszy, po przeczytaniu okładkowego blurba i pierwszych kilku stron Hrabstwa Harrow taka tematyka wydała mi się oklepana. Na szczęście jednak okazało się, że nawet budując historię na mało oryginalnych elementach można otrzymać bardzo ciekawy efekt finalny.
