Pisząc o otwierającej cykl Archiwum Burzowego Światła Drodze królów, zwracałem uwagę, jak ogromny jest rozmach przedsięwzięcia, które podjął Brandon Sanderson.
Historia, zaplanowana na dziesięć około tysiącstronicowych tomów, to
przecież setki wątków, postaci, motywów, wielka przestrzeń do opisu
świata – krótko mówiąc, niebagatelne pisarskie wyzwanie, którego
realizacja niesie ze sobą spore ryzyko niepowodzenia: pogubienia się,
przegadania, zaplątania w fabule itp. To bolączka, na którą wielotomowe
cykle fantasy cierpią zresztą dość powszechnie. Wystarczy popatrzeć na
sztandarowe dzieła tej konwencji – Pieśń Lodu i Ognia George’a R.R. Martina czy też Koło Czasu Roberta Jordana. Szczęśliwie, na przykładzie tego drugiego cyklu Sanderson
udowodnił, że dobrze radzi sobie z tak złożoną materią i nawet
stworzoną przez innego autora, rozwleczoną, od pewnego momentu
przeraźliwie nudną historię potrafi w efektowny sposób spiąć, podsumować
i zapewnić godny finał. To, wraz z całkiem udanym pierwszym tomem Archiwum Burzowego Światła, pozwalało na pewien optymizm. Muszę jednak przyznać, że po lekturze Słów światłości Amerykanin ma we mnie kibica, który wierzy, że za kilkanaście lat będziemy mogli nazwać rozpoczętą Drogą Królów
opowieść jednym z najbardziej porywających i epickich dzieł w historii
fantasy. Bo co do tego, że posiada odpowiedni potencjał, nie mam już
żadnych wątpliwości.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą high fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą high fantasy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 stycznia 2015
czwartek, 3 lipca 2014
Droga królów - Brandon Sanderson -recenzja z portalu Fantasta.pl
Wielokrotnie zdarzało mi się twierdzić, że na gruncie
fantastyki cykl fantasy stanowi zupełnie odrębny gatunek, rządzący się
własnymi prawami i regułami. Skomplikowane, rozłożone na wiele tomów
epickie historie, od lat cieszą się sporym zainteresowaniem rzesz
czytelników śledzących losy ulubionych bohaterów przez kolejne lata.
Jakiś czas temu w ślady Stevena Eriksona, George’a R.R. Martina, a
przede wszystkim Roberta Jordana, poszedł Brandon Sanderson, kończący Koło Czasu
na podstawie notatek tego ostatniego, zmarłego już autora. Tomy,
zamykające jeden z najbardziej znanych, wręcz modelowy cykl, zdobyły
spore uznanie odbiorców i wyraźnie zachęciły autora do stworzenia
własnego, szeroko zakrojonego projektu literackiego. Do tej pory bowiem Sanderson
był znany przede wszystkim z trylogii Z mgły zrodzony czy też
pojedynczych powieści. Jego najnowsza propozycja – Archiwum burzowego
światła – ma w zamyśle przybrać znacznie większe gabaryty. Cykl
planowany jest na dziesięć tomów, co, sądząc po rozmiarze otwierającej
go Drogi królów (niemal 1000 stron sporego formatu), może
skutkować znacznym zwiększeniem ilości papieru, zdobiącego półki
miłośników epickiej fantasy.
Etykiety:
5/6,
Archiwum Burzowego Światła,
Brandon Sanderson,
Droga królów,
fantasta.pl,
fantasy,
high fantasy,
MAG
środa, 4 kwietnia 2012
Ogrody księżyca - Steven Erikson - recenzja z portalu Fantasta.pl
Niedawno, przy okazji recenzowania Nowej wiosny Roberta
Jordana, zostałem zapytany przez jedną z komentujących osób, jaki cykl
epickiej fantasy poleciłbym dla biblioteki. Wymieniwszy w pierwszej
kolejności twórczość Roberta Wegnera, znalazłem się w kropce. Prawda
jest bowiem taka, że, jak już kilkakrotnie wspomniałem, z tym gatunkiem
jestem nie do końca na bieżąco, a przynajmniej z tym co „znać wypada”…
Ot, taka choćby Malazańska Księga Poległych Stevena Eriksona.
Niby znane, niby popularne, niby dobre… a mnie jakoś ominęła przyjemność
zapoznania się z produktami talentu i wyobraźni Kanadyjczyka. I tak się
akurat złożyło, że mając chwilę wolnego czasu, złapałem za posiadane
przeze mnie nowelki, których bohaterami są Beauchelain i Korbal Broach
wraz ze swoim lokajem. Oczywiście, wiedziałem, że to tylko swoista
próbka talentu Eriksona, jedynie luźno związana z jego
sztandarowym cyklem, w dodatku będąca rodzajem przewrotnego hołdu
złożonego Fritzowi Leiberowi czy Karlowi E. Wagnerowi. Koniec końców,
jednego dnia przeczytałem wszystkie trzy opublikowane w Polsce miniatury
i urzeczony przewrotnym, lekko szyderczym stylem zamówiłem pierwsze dwa
tomy, otwierające Malazańską Księgę Poległych. Ze sporymi oczekiwaniami
zasiadłem więc do lektury Ogrodów księżyca – pisarskiego debiutu autora Zdrowych zwłok.
Etykiety:
4.5/6,
fantasta.pl,
fantasy,
high fantasy,
MAG,
Malazańska Księga Poległych,
MKP,
Ogrody księżyca,
Steven Erikson
środa, 2 czerwca 2010
Tern - Nik Pierumow - recenzja z portalu Fantasta.pl
Oto najnowsza recenzja, którą popełniłem dla portalu Fantasta.pl. Zapraszam zatem do lektury!
Napisanie dobrej powieści fantasy nie jest rzeczą prostą. Trudno się z tym zdaniem nie zgodzić, autor staje bowiem przed zadaniem zmierzenia się z konwencją oklepaną na wszelkie możliwe sposoby, do tego musi (choć to dotyczy w zasadzie każdej konwencji) skonstruować ciekawą fabułę i stworzyć interesujących bohaterów. Napisanie dobrej powieści high fantasy wydaje się być jeszcze trudniejsze. Nie wystarczy już bowiem osadzić opowiadanej historii w pseudośredniowiecznym świecie, do którego dołożono tylko jakieś tam elfy, czy inne krasnoludy. Dobre high fantasy wymaga od autora stworzenia świata, który czytelnika oszołomi swą magią, odrealnieniem i innością nie tylko od świata codziennego, ale i od regularnie serwowanej nam przez wydawców światotwórczej papki. Aspekt oryginalności staje się więc całkiem istotnym kryterium dystynkcji między tym co dobre, a tym co nijakie.
Ten przydługi wstęp nie znalazł się tu bez przyczyny. Miałem bowiem okazję przeczytać książkę, którą niewątpliwie można określić jako wpisującą się w gatunek high fantasy. Mam tu na myśli Tern rosyjskiego pisarza Nika Pierumowa. Powieść ta, będąca pierwszym tomem cyklu zatytułowanego Siedem Zwierząt Rajlegu została wydana w naszym kraju przez Wydawnictwo Solaris. Już na wstępie należą się wydawcy spore brawa za świetną, klimatyczną i co ważne wyróżniającą się na tle konkurencji oprawę graficzną. Może nie jest to istotne z punktu widzenia zawartości powieści, jednak zawsze przyjemniej czyta się książkę, która jest ładnie wydana. Przechodząc jednak do zawartości Ternu należy przyznać, że dzieło Pierumowa zaskakuje oryginalnością świata. Nie mamy tu do czynienia z kolejną banalną wariacją na temat ludzi, elfów i krasnoludów, lecz autor serwuje nam kilka zupełnie nowych ras, swoich autorskich kreacji (a także nieco zmodyfikowane i inaczej nazwane te "klasyczne"). Cały świat, jak przystało na high fantasy jest przesycony magią, która staje się ważnym elementem większości zdarzeń posuwających akcję do przodu. Świat Siedmiu Zwierząt, złożony i bogaty, jest bodaj największym plusem tej powieści. Oczywiście zachowanych zostało wiele z klasycznych dla gatunku elementów - konfrontacje mocarstw, zakony rycerskie, czy magiczne uniwersytety, jednak stanowią one co najwyżej element drugiego planu, pozwalając czytelnikowi poczuć się bardziej swojsko.
Skoro ciekawy jest świat, ciekawe powinny być i osadzone w nim postacie. To zadanie autorowi chyba nie do końca się udało. Postać Terna – głównego bohatera jest intrygująca i niezwykle enigmatyczna. Posiada rozliczne zdolności, tak magiczne, jak i bojowe, a co więcej jest ona przedstawicielem (choć temu wciąż zaprzecza) stanowiącej autorski pomysł Pierumowa rasy dhussów. Z drugiej jednak strony nimb tajemnicy jakim owiany jest tytułowy bohater z czasem zaczyna drażnić, gdyż każde kolejne wydarzenie bynajmniej nie ujawnia o nim zbyt wiele nowego. Towarzysze Terna stanowią raczej typowy zestaw postaci. Mamy więc dwie postacie żeńskie: sidchę Neiss, i byłą gończą Stein, z których jedna zwykle stawia się w opozycji do działań pozostałych bohaterów, druga zaś stanowi pretekst do wprowadzania (aczkolwiek bardzo subtelnie) wątku miłosnego; mamy także przeświadczonego o swojej wielkości uczonego-alchemika Ksarbirusa, a także pochodzącego z innej płaszczyzny demona Krojona, który mimo swoich potężnych rozmiarów i przerażającego wyglądu w istocie uważa się za artystę pragnącego jedynie wrócić do domu. Jak widać laureat nagrody dla najlepszego europejskiego autora fantastyki z roku 2004 nie popisał się tu specjalnie i mimo egzotycznego opakowania otrzymujemy klasyczną dla fantasy zawartość – dość typowych bohaterów połączonych w drużynę przez okoliczności.
Tak jak koncepcja drużyny w fantasy może, ale nie musi nasuwać skojarzenia z literaturą opartą o gry fabularne, tak w przypadku fabularnej konstrukcji Ternu skojarzenia takie nasuwają się jeszcze silniej. Powieść bowiem oparta jest na motywie questów. Drużyna stara się zrobić coś, żeby zdobyć coś innego, dzięki czemu będzie mogła coś jeszcze innego. A to wszystko przeplecione podróżami. Niewątpliwie można więc nazwać powieść Pierumowa fantastyką drogi. Fabuła rozkręca się raczej wolno i czasem mam wrażenie, że właściwie nie wiadomo dokąd zmierza cała historia i czy autor w ogóle od samego początku miał jakiś pomysł na zamkniętą fabularnie całość. Co do tego mam pewne wątpliwości, gdyż wyraźnie widać podkreślanie odrębności poszczególnych questów-epizodów. Brakuje jednej, wyraźnie określonej osi fabularnej, a wątek, który powieść kończy pozostawia spory niedosyt.
Styl Ternu jest dość charakterystyczny. Pierumow miesza wątki high fantasy z lekką dawką poczucia humoru. Wspomniana już tendencja do rozbijania fabuły na odrębne fragmenty wzmacniana jest też przez specyficzną narrację. Opiera się ona w ogromnej części na dialogach, które albo są bardzo krótkie i zdawkowe, albo stają się dość sztuczne. Być może jest to kwestia tłumaczenia, które przemyca do polskiego wydania sporo rusycyzmów. Można się jednak do tego szybko przyzwyczaić i w zasadzie stanowi to interesującą odmianę w stosunku do ogromnej ilości tłumaczonej na język polski fantastyki zza Oceanu.
Ocena powieści Pierumowa nie jest prosta. Na jej korzyść świadczyć może bardzo ciekawy i oryginalny setting, co w przypadku high fantasy jest ogromną zaletą. Z drugiej strony opakowana w ten setting zawartość nosi znamiona sztampowej i napisanej trochę bez pomysłu na fabularną stronę powieści. Być może ten niedosyt wynika z tego, ze Tern jest dopiero pierwszym tomem cyklu i autor nie chciał od razu ujawnić wszystkich swych pomysłów. Jest to dość ryzykowne, gdyż po lekturze Ternu Czytelnik może równie dobrze z niecierpliwością czekać na tom kolejny, co dojść do wniosku, że historia opowiadana przez Pierumowa jest po prostu nieciekawa i stracić zainteresowanie jego twórczością. Ja na Aliedorę poczekam, choć raczej bez nadmiernej ekscytacji.
Ten przydługi wstęp nie znalazł się tu bez przyczyny. Miałem bowiem okazję przeczytać książkę, którą niewątpliwie można określić jako wpisującą się w gatunek high fantasy. Mam tu na myśli Tern rosyjskiego pisarza Nika Pierumowa. Powieść ta, będąca pierwszym tomem cyklu zatytułowanego Siedem Zwierząt Rajlegu została wydana w naszym kraju przez Wydawnictwo Solaris. Już na wstępie należą się wydawcy spore brawa za świetną, klimatyczną i co ważne wyróżniającą się na tle konkurencji oprawę graficzną. Może nie jest to istotne z punktu widzenia zawartości powieści, jednak zawsze przyjemniej czyta się książkę, która jest ładnie wydana. Przechodząc jednak do zawartości Ternu należy przyznać, że dzieło Pierumowa zaskakuje oryginalnością świata. Nie mamy tu do czynienia z kolejną banalną wariacją na temat ludzi, elfów i krasnoludów, lecz autor serwuje nam kilka zupełnie nowych ras, swoich autorskich kreacji (a także nieco zmodyfikowane i inaczej nazwane te "klasyczne"). Cały świat, jak przystało na high fantasy jest przesycony magią, która staje się ważnym elementem większości zdarzeń posuwających akcję do przodu. Świat Siedmiu Zwierząt, złożony i bogaty, jest bodaj największym plusem tej powieści. Oczywiście zachowanych zostało wiele z klasycznych dla gatunku elementów - konfrontacje mocarstw, zakony rycerskie, czy magiczne uniwersytety, jednak stanowią one co najwyżej element drugiego planu, pozwalając czytelnikowi poczuć się bardziej swojsko.
Skoro ciekawy jest świat, ciekawe powinny być i osadzone w nim postacie. To zadanie autorowi chyba nie do końca się udało. Postać Terna – głównego bohatera jest intrygująca i niezwykle enigmatyczna. Posiada rozliczne zdolności, tak magiczne, jak i bojowe, a co więcej jest ona przedstawicielem (choć temu wciąż zaprzecza) stanowiącej autorski pomysł Pierumowa rasy dhussów. Z drugiej jednak strony nimb tajemnicy jakim owiany jest tytułowy bohater z czasem zaczyna drażnić, gdyż każde kolejne wydarzenie bynajmniej nie ujawnia o nim zbyt wiele nowego. Towarzysze Terna stanowią raczej typowy zestaw postaci. Mamy więc dwie postacie żeńskie: sidchę Neiss, i byłą gończą Stein, z których jedna zwykle stawia się w opozycji do działań pozostałych bohaterów, druga zaś stanowi pretekst do wprowadzania (aczkolwiek bardzo subtelnie) wątku miłosnego; mamy także przeświadczonego o swojej wielkości uczonego-alchemika Ksarbirusa, a także pochodzącego z innej płaszczyzny demona Krojona, który mimo swoich potężnych rozmiarów i przerażającego wyglądu w istocie uważa się za artystę pragnącego jedynie wrócić do domu. Jak widać laureat nagrody dla najlepszego europejskiego autora fantastyki z roku 2004 nie popisał się tu specjalnie i mimo egzotycznego opakowania otrzymujemy klasyczną dla fantasy zawartość – dość typowych bohaterów połączonych w drużynę przez okoliczności.
Tak jak koncepcja drużyny w fantasy może, ale nie musi nasuwać skojarzenia z literaturą opartą o gry fabularne, tak w przypadku fabularnej konstrukcji Ternu skojarzenia takie nasuwają się jeszcze silniej. Powieść bowiem oparta jest na motywie questów. Drużyna stara się zrobić coś, żeby zdobyć coś innego, dzięki czemu będzie mogła coś jeszcze innego. A to wszystko przeplecione podróżami. Niewątpliwie można więc nazwać powieść Pierumowa fantastyką drogi. Fabuła rozkręca się raczej wolno i czasem mam wrażenie, że właściwie nie wiadomo dokąd zmierza cała historia i czy autor w ogóle od samego początku miał jakiś pomysł na zamkniętą fabularnie całość. Co do tego mam pewne wątpliwości, gdyż wyraźnie widać podkreślanie odrębności poszczególnych questów-epizodów. Brakuje jednej, wyraźnie określonej osi fabularnej, a wątek, który powieść kończy pozostawia spory niedosyt.
Styl Ternu jest dość charakterystyczny. Pierumow miesza wątki high fantasy z lekką dawką poczucia humoru. Wspomniana już tendencja do rozbijania fabuły na odrębne fragmenty wzmacniana jest też przez specyficzną narrację. Opiera się ona w ogromnej części na dialogach, które albo są bardzo krótkie i zdawkowe, albo stają się dość sztuczne. Być może jest to kwestia tłumaczenia, które przemyca do polskiego wydania sporo rusycyzmów. Można się jednak do tego szybko przyzwyczaić i w zasadzie stanowi to interesującą odmianę w stosunku do ogromnej ilości tłumaczonej na język polski fantastyki zza Oceanu.
Ocena powieści Pierumowa nie jest prosta. Na jej korzyść świadczyć może bardzo ciekawy i oryginalny setting, co w przypadku high fantasy jest ogromną zaletą. Z drugiej strony opakowana w ten setting zawartość nosi znamiona sztampowej i napisanej trochę bez pomysłu na fabularną stronę powieści. Być może ten niedosyt wynika z tego, ze Tern jest dopiero pierwszym tomem cyklu i autor nie chciał od razu ujawnić wszystkich swych pomysłów. Jest to dość ryzykowne, gdyż po lekturze Ternu Czytelnik może równie dobrze z niecierpliwością czekać na tom kolejny, co dojść do wniosku, że historia opowiadana przez Pierumowa jest po prostu nieciekawa i stracić zainteresowanie jego twórczością. Ja na Aliedorę poczekam, choć raczej bez nadmiernej ekscytacji.
3,5/6
Etykiety:
3.5/6,
Aliedora,
fantasta.pl,
fantasy,
high fantasy,
Nik Pierumow,
Solaris,
Tern
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

