środa, 25 kwietnia 2018

Rat Queens. Tom drugi: Dalekosiężne macki N’Rygotha – Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch, Stjepan Šejić - komiksowa recenzja z Szortalu

Dalekosiężne macki vs okazałe jądra

Przy okazji recenzowania pierwszego tomu „Rat Queens” zwracałem uwagę na fakt, że nie ma na polskim rynku komiksowym wielu serii (szczególnie zza Oceanu), które prezentowałyby luźne, humorystyczne podejście do konwencji fantasy. Seria Kurtisa J. Wiebego i Roca Upchurcha była więc pewnym powiewem świeżości, prezentując stylistykę znacznie odbiegającą od frankofońskiego ujęcia tematu. Przerysowane, rubaszne i ociekające nieco przaśnym humorem przygody czterech najemniczek zrobiły jednak całkiem niezłe wrażenie. Pozostawało tylko czekać, na to, czy drugi tom utrzyma poziom początku serii.


W przypadku bądź co bądź humorystycznych „Rat Queens” życie postanowiło uczynić premierę nieco pikantniejszą – komiks trafił bowiem do drukowanego katalogu Non Stop Comics pod tytułem „Okazałe jądra N’rygotha”. Choć okoliczności przekształcenia się dalekosiężnych macek w okazałe jądra pozostają nie do końca jasne, nie da się ukryć, że pomyłka(?) całkiem nieźle pasuje do charakteru tego tytułu. Zresztą, nawet w związanych z wydawnictwem mediach społecznościowych pojawiły się głosy chętnych do zakupu wydania z „błędnym” tytułem. Jest to też świadectwo tego, że pierwszy tom cyklu spotkał się z uznaniem komiksowej publiczności. „Dalekosiężne macki N’Rygotha” – bo tak brzmi poprawny tytuł drugiego albumu „Rat Queens” – są bardzo spójne z tym, co znaleźć mogliśmy w tomie pierwszym. Kurtis J. Wiebe sięga więc po zgrane do bólu schematy rodem z gier fabularnych, rozkłada je na części pierwsze, po czym wrzuca w świat naszych bohaterek. Sporo w tym parodii, dystansu do konwencji i traktowania jej z przymrużeniem oka. Co więcej, choć „Rat Queens” ociekają niewybrednym humorem, dosadnym słownictwem i licznymi seksualnymi aluzjami, a sam język jest na wskroś współczesny (co pewnie jest też do pewnego stopnia zasługą tłumaczących ten tytuł Kamila i Mai Śmiałkowskich), nie mamy poczucia, że autor się w jakiś sposób wygłupia. Komiks Upchurcha wypada w tej materii zaskakująco wręcz naturalnie, bijąc na głowę choćby często chwalonego za humor „Deadpoola” Posehna i Duggana. Nie dość, że jest zabawniejszy, to nie zbliża się choćby do granicy żenady, o jaką komiksy z Najemnikiem z Nawijką niejednokrotnie się ocierają. Wracając jednak do Szczurzych Królowych, jak już wspomniałem, drugi album tej serii to kolejna relatywnie zamknięta przygoda. Warto pochwalić Wiebego za świetne zbalansowanie głównego wątku historii i całkiem licznych retrospekcji. Te drugie są o tyle ważne, że nie tylko pozwalają nam wciąż poznawać nasze bohaterki i ich przeszłość, ale także stanowią klucz do zrozumienia fabuły. Ta zaś jest dynamiczna, bez specjalnego przegadania, obfitująca w kilka mocnych scen. Czasem można co prawda na chwilę zgubić wątek, ale na dobrą sprawę to, co obserwujemy w kadrach, jest na tyle wyraziste, że w żaden sposób nie zaburza lektury.


Po raz kolejny znakomite wrażenie robi oprawa graficzna. O przykuwającym wzrok stylu Roca Upchurcha pisałem już poprzednio – nic się w tej materii nie zmieniło. Wciąż mamy do czynienia ze znakomicie przemyślanymi i narysowanymi planszami, które zdobią konsekwentnie szkicowane postacie. Tom drugi przynosi jednak także zmianę rysownika (generalnie to dość częsta sytuacja dla tego tytułu o burzliwej  historii wydawniczej). Po tym jak oryginalny rysownik serii został aresztowany, pałeczkę (ołówek?) przejął Stjepan Šejić, znany choćby z ilustrowania „Witchblade”. Trzeba przyznać, że z perspektywy lektury całego albumu zmiana ta nastąpiła wyjątkowo płynnie. Obaj artyści prezentują dość zbliżony styl, zaś różnice niwelowane są przez spójne na przestrzeni całego albumu tuszowanie i kolorowanie. Wizualnie „Dalekosiężne macki N’Rygotha” prezentują się więc wyjątkowo atrakcyjnie.

Muszę przyznać, że choć pierwszy tom mi się podobał, po drugi tom „Rat Queens” sięgałem z umiarkowanym entuzjazmem. Wystarczyło jednak zaledwie kilka stron lektury, aby poczuć radość z obcowania z naprawdę niezłym komiksem – czystą, rubaszną, przesyconą czarnym humorem i niczym nieskrępowaną rozrywką. Bardzo niechętnie przerywałem lekturę, zaś jej zakończenie wywołało lekki niedosyt. Cieszy więc, że polski wydawca nie zwalnia tempa i kolejnego tomu „Rat Queens” możemy spodziewać się już w maju. Myślę, że zdecydowanie jest na naszym rynku miejsce na tego typu serię – tym bardziej, że sporo dla siebie znajdą w niej choćby (niekoniecznie będący za pan brat z komiksami) miłośnicy gier fabularnych…. A także każdy, kto ma ochotę po prostu się pośmiać.


Tytuł: Dalekosiężne macki N’Rygotha
Seria: Rat Queens
Tom: 2
Scenariusz: Kurtis J. Wiebe
Rysunki: Roc Upchurch, Stjepan Šejić
Tłumaczenie: Kamil i Maja Śmiałkowscy
Tytuł oryginału: Rat Queens, vol.2: The Far Reaching Tentacles of N’Rygoth (Rat Queens #6-10)
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: luty 2018
Liczba stron: 136
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Format: 170x260
Wydanie: I
ISBN: 978-83-8110-337-4

1 komentarz:

  1. Jeśli tylko jest to dowcip na odrobinę wyższym poziomie niż w chwalonej i ostatnio przeze mnie obwąchanej i porzuconej grze "Bard's Tale", to biere :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...