środa, 13 listopada 2013

Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści - H.P. Lovecraft - recenzja z portau Fantasta.pl

Na temat twórczości Howarda Phillipsa Lovecrafta napisano i powiedziano w zasadzie wszystko. Od wielu dziesiątek lat dzieła Samotnika z Providence rozpalały wyobraźnię kolejnych pokoleń twórców kultury popularnej. Nie inaczej w Polsce – także nad Wisłą i Odrą nie brakowało, ani nie brakuje, miłośników mitów Cthulhlu. Nie licząc pierwszych klubowych wydań z 1981, przez wiele lat jedyne opublikowane po polsku opowiadania Lovecrafta można było znaleźć w małej, czarnej książeczce zatytułowanej Zew Cthulhu. Lata 90. i pierwsza dekada XXI stulecia przyniosły jednak wiele rozmaitych wydań, doprowadzając do sytuacji, w której polskojęzyczna bibliografia mistrza grozy jest już niemal kompletna. Mnogość edycji pociągała za sobą także rozmaitość tłumaczeń. W oparciu o polskie wydania tekstów Lovecrafta zrozumiałe wydawały się często formułowane pod adresem autora zarzuty grafomanii i kiepskiego warsztatu . Trzeba było czekać aż do 2012 roku, by klasyczne teksty Mistrza doczekały się nowego, spójnego przekładu.


Muszę przyznać, że do zbioru przygotowanego i przetłumaczonego przez Macieja Płazę podchodziłem z pewnym dystansem. Do sięgnięcia po Zgrozę w Dunwich i inne przerażające opowieści skłoniły mnie w zasadzie dwie rzeczy: piękne wznowienie w twardej oprawie, a także nagroda ze wszech miar mainstreamowej „Literatury na świecie”, którą otrzymał tłumacz. Już na początku muszę jednak przyznać, że jest to bez wątpienia najlepiej przygotowane wydanie tekstów Samotnika z Providence, opublikowane do tej pory na naszym rynku. Przede wszystkim na uwagę zasługuje świetny, bardzo obszerny wybór opowiadań. Wśród piętnastu tekstów znalazły się prawie wszystkie z najważniejszych, najlepszych i najbardziej reprezentatywnych utworów prozatorskich Lovecrafta. W grubym, niemal ośmiusetstronicowym tomie znajdziemy zatem m.in. Zew Cthulhu, Przypadek Charlesa Dextera Warda, Widmo nad Innsomouth, W Górach Szaleństwa, Muzykę Ericha Zanna czy też tytułową Zgrozę w Dunwich. Można zatem stwierdzić, że już samo zebranie wszystkich tych opowiadań w jednym woluminie czyni go więcej niż godnym uwagi, szczególnie dla osób chcących dopiero zapoznać się z pisarstwem Amerykanina. Co nie znaczy, iż książka zasługuje tylko na ich uwagę. Maciej Płaza dokonał bowiem rzeczy godnej najwyższego uznania - postanowił zaprezentować zupełnie nowe podejście do pisarstwa Lovecrafta, oddając w tłumaczeniu to, co w dotychczasowych przekładach często umykało – specyficzne połączenie gotyckiego, dostojnego, wyraźnie staroświeckiego stylu, z pulpowym sznytem widocznym choćby w charakterystycznym operowaniu makabrą. Trzeba przyznać, że udało mu się to w sposób znakomity. Opowiadania na pozór dobrze znane świecą nowym blaskiem, okazują się znacznie bardziej wyraziste. Jasne, wciąż jest to proza dobrze znana, przeładowana opisami okropieństw, pełna dość schematycznie używanych przymiotników w rodzaju „cyklopowy”, jednak oddany jest także specyficzny styl, archaiczny już w czasach współczesnych pisarzowi. Poza tym jest w opowiadaniach twórcy mitologii Cthulhu coś, co czyni jego twórczość wyjątkową i w pewnym sensie uniwersalną. Strach u Lovecrafta jest daleki od tego, co możemy określić mianem strachu behawioralnego, wywołanego bezpośrednim zagrożeniem. Jest to raczej strach egzystencjalny, intelektualny, w swoim charakterze w zasadzie poznawczy, wywołany konfrontacją bohaterów opowiadań z nieznanym, niezrozumiałym i niepoznawalnym – obcym tak, jak to tylko możliwe. Wszystko to podane w rozrywkowej formie zgodnej z najlepszymi wzorcami literatury groszowej z początków XX wieku. Znakomitym dodatkiem do oryginalnych opowiadań Lovecrafta okazuje się posłowie autorstwa tłumacza, budujące nie tylko kontekst interpretacyjny dla samych tekstów, ale pozwalający czytelnikom zgłębić kulisy powstania ich najnowszego przekładu. Całości dopełnia stojąca na najwyższym poziomie edytorskim oprawa graficzna, na czele z klimatycznymi ilustracjami Johna Coultharda.

Pisarstwem Samotnika z Providence zafascynowałem się będąc nastolatkiem i mimo kilkunastu lat, które upłynęły od tego czasu, mimo zapoznania się z wieloma pozycjami prezentującymi jego twórczość lub też korzystającymi z nich jako inspiracji, mimo, iż potencjał grozy tkwiący w mitach Cthluhu rozwodniony został w setkach trawestacji, tłumaczenie Macieja Płazy spowodowało, iż wracałem do opowiadań Lovecrafta z entuzjazmem, o jaki bym siebie nie podejrzewał. A jednak, wydany przez Vesper tom jest niezbitym dowodem siły tkwiącej w tej literaturze . Mam cichą nadzieję, iż Maciej Płaza nie pozostawi swojego dzieła niedokończonym i w niedługim czasie będziemy mogli przeczytać przekład kolejnych tekstów autora Zewu Cthulhu, choćby nowych wersji Snów w domu wiedźmy czy też opowiadań spod znaku Krain Snów. Na chwilę obecną Zgroza w Dunwich… pozostaje bez dwóch zdań najlepszym wyborem prac HPLa, jaki ukazał się na polskim rynku, zarówno w odniesieniu do tłumaczenia, formy wydawniczej, jak i doboru tekstów. Trudno o lepszą rekomendację, gdyż proza zawarta w tym tomie mimo upływających lat wciąż broni się doskonale.

6/6

4 komentarze:

  1. Większość z tych opowiadań mam w innych zbiorach, ale te nowe wydanie w twardej oprawie jest tak kuszące, że po prostu muszę je mieć. Tylko ta cena... Jeśli czyta to ktoś z mojej rodziny, to bardzo proszę o egzemplarz w prezencie pod choinkę :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie urzekła dedykowana zakładka z fragmentem ilustracji z wyklejki. Uwielbiam takie gadżety.

      Usuń
  2. Marzę o tym wydaniu opowiadań Lovecrafta. Trochę to droga sprawa, ale zapewne kiedyś dołączę do swojej kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No droga, nie da się ukryć. Ale prawdę powiedziawszy warto. Raz, ze to naprawdę solidna kniga o sporej objętości; dwa, tłumaczenie jest klasę,a lbo i dwie lepsze od wszcześniejszych wydań tekstów HPLa.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...