
Ten przydługi wstęp miał jedno zasadnicze zadanie:
zwrócić uwagę na ogrom uwarunkowań, w jakich pojawia się najnowsza
powieść popularnego Sapka. Wspomniane wcześniej wątpliwości udzieliły
się zresztą także podpisującemu się pod niniejszą recenzją, szczególnie
po przeczytaniu przedpremierowo opublikowanego w Sieci pierwszego
rozdziału książki. No, bo jakoś tak drętwo, typowo, bez polotu… no i
jeszcze ta nieszczęsna „faktura”? Postanowiłem jednak nie dać się zwieść
pozorom i poczekać na ukazanie się całości. Gdy zaś wreszcie mogłem
oddać się lekturze, po prostu nie mogłem się od niej oderwać. I choć
uczciwie przyznaję: nie pochłonąłem książki „na jedno posiedzenie”…
tylko „na dwa”, świadczy to dobitnie o jednej, niezwykle ważnej rzeczy –
Sapkowski wciąż potrafi czytelnika absolutnie zaczarować swoim
stylem i wciągnąć w wir fabuły. Fakt, iż mamy do czynienia z odgrzewanym
kotletem nie ma tu absolutnie żadnego znaczenia – to wciąż ten sam
ulubiony mielony, robiony przez ciotkę, którą w dzieciństwie widywaliśmy
często, a potem jakoś kontakt się urwał. Innymi słowy, zarówno w
warstwie fabularnej, jak i stylistycznej, dostajemy dokładnie to, co
znamy z poprzednich książek z Geraltem w roli głównej. Po dość niemrawym
początku akcja bardzo szybko nabiera tempa, aby nie zwolnić do samego
końca. Kilkakrotnie udaje się autorowi zaskoczyć zwrotem fabuły,
kilkakrotnie też dostajemy dokładnie to, czego po Geralcie można by się
spodziewać. Utrzymana zostaje również bardzo charakterystyczna dla Sapkowskiego
maniera, w której prosty, żywy, ze wszech miar współczesny język,
przemieszany jest z karykaturalną wręcz stylizacją. Dołóżmy do tego
odczuwalną gdzieś podskórnie dozę ironii, trochę mniej lub bardziej
subtelnie wplecionych nawiązań, szczyptę wiedźmińskiego humoru, a
otrzymamy rezultat, który po prostu nie może sprawić zawodu – świetną,
dynamiczną, dobrze napisaną rozrywkową powieść.
Andrzejowi Sapkowskiemu udała się w mojej
opinii rzadka sztuka – pokazał, że nawet zjadając własny ogon, jest w
stanie stworzyć tekst na najwyższym poziomie. Udowodnił także, że
wypracowana przez niego konwencja wciąż jest nośna, a charakterystyczny
styl nadal potrafi dawać czytelnikom mnóstwo radości. Sezon burz
nie opowiada może historii tak epickiej jak saga, nie taki był zresztą
jego zamysł. Pozwala jednak ponownie obcować z tymi samymi bohaterami,
zanurzyć się znów w wykreowany przez ASa świat i najzwyczajniej w
świecie mieć dużo radości z ponownego wejścia do tej samej rzeki –
nawet jeśli upłynęło w niej sporo wody. Myślę, że najnowsza odsłona
przygód Geralta odniesie sukces, jeśli tylko ktoś czegoś po drodze nie
zepsuje. Mimo buńczucznych deklaracji ignorowania dorobku twórców gier,
autor taktownie wplótł fabułę Sezonu burz gdzieś między
wydarzenia opisane w opowiadaniach, nie zaburzając specjalnie
chronologii wiedźmińskiego uniwersum. Mając na uwadze dobry poziom
powieści i nadchodząca wielkimi krokami premierę trzeciej części gry
komputerowej można śmiało rzec, że najbliższe miesiące należeć będą do
Geralta. Otwarte pozostaje jednak pytanie, która jego twarz silniej
zapadnie w pamięć odbiorców: ta opisana piórem Sapkowskiego na
kartach najnowszej książki, czy może ta wyświetlana na monitorach
milionów graczy? Ja już wybrałem tę pierwszą – obawiam się jednak, iż
będę w mniejszości.
5/6
Widzę, że po lekturze "Sezonu" mamy podobne odczucia. Zapewne - przynajmniej po części - wynika to z faktu, iż wychowaliśmy się na opowiadaniach i powieści, a nie na grze komputerowej z Wieśkiem.
OdpowiedzUsuńMnie nieco mniej do gustu przypadła epizodyczna fabuła, ale poczucie humoru, ironia i dystans jak za najlepszych czasów. Stwierdzam też, że mimo pewnych niedociągnięć, jeśli Sapkowski znowu mnie zechce do świata Geralta zabrać w takim stylu, to proszę bardzo :)
OdpowiedzUsuńPrawdę powiedziawszy zawsze sie zastanawiam na czym polega fenomen Sapkowskiego i czy faktycznie to kwestia pisarza, czy raczej powinniśmy mówić o fenomenie jego najbardziej rozpoznawalnego dzieła, czyli cyklu wiedźmińskiego. Chyba raczej o tym drugim, bo jednak trylogia husycka tak mocno nie funkcjonuje w świadomości odbiorców. A jesli to fenomen taksów o Geralcie to z czego on wynika? Dużo tych pytań. Na część próbowaliśmy odpowiedzieć z Michałem Korczowskim w audycji dla Radia Nysa, ale myślę, że koniecznie trzeba zrobić WSF o "Sezonie Burz" i szerzej wiedźminie i Sapku, bo naprawdę jest o czym gadać. Nie tylko w kontekście doświadczenia pokoleniowego ( a w pewnym sensie można mówić o nim w kontekście dwóch pokoleń i to w odniesieniu do zupełnie odrębnego medium)
OdpowiedzUsuńA ja się zawiodłam, szczerze. Szkoda, bardzo dobre były by z tego opowiadania. Czekam na kolejną część.
OdpowiedzUsuńDzięki za recenzję, bo już się zaczęłam czuc osamotniona we wrażeniach po przejrzeniu parudziesięciu blogów, z których zdecydowana większośc była umiarkowanie zachwycona (w najlepszym razie). Jak dla mnie książka trzyma poziom, czytało mi się ją wspaniale, choc mam wrażenie, że ważniejszy był w niej świat przedstawiony (i przedstawiony świetnie) niż sam Wiedźmin, więc może stąd sarkania dużej ilości czytelnikóe.
OdpowiedzUsuń