
Autor znany przede wszystkim z cyklu o inkwizytorze Mordimerze Madderdinie postanowił zmierzyć się coraz bardziej popularnym ostatnimi czasy gatunkiem fantastyki historycznej. Stworzył zatem powieść osadzoną w realiach XVII-wiecznej Rzeczypospolitej, czyli w scenerii wykorzystywanej na gruncie polskim głównie przez Jacka Komudę. Pomysł w sumie nie najgorszy, tym bardziej, że świetnie przyjęte Wilcze gniazdo czy Diabeł łańcucki Komudy wywołały pewien popyt na fantastykę mocno osadzoną w historii znanej nam do tej pory głównie z kart sienkiewiczowskiej Trylogii. Co zatem Charakternik ma do zaoferowania? No cóż, przede wszystkim jest to powrót w scenerie znane świetnie z kart wspomnianych już powieści autora Bohuna, choć osadzone kilkadziesiąt lat później, już po śmierci Jana III Sobieskiego. Znów możemy zawitać do świata szlacheckich dworków, traktów, karczm, opowieści o bitwach, zajazdach i sejmikach, znów możemy cieszyć naszą wyobraźnię historiami o szlacheckiej fantazji i odwadze. Innymi słowy Piekara zabiera nas w obszary świetnie nam znane i przez wielu czytelników lubiane. Autor stara się jak może uniknąć wywoływania skojarzeń z twórczością Komudy, jednak w kwestii kreacji i przedstawienia świata polskiej szlachty zadanie to raczej mu się nie udaje. Osoby znające twórczość obu Jacków bez problemu dostrzegą, czyj styl dominuje, czyja twórczość to antysienkiewiczowski oryginał, a czyja to jedynie kopia. Kopia całkiem niezła, ale jednak czuć, że w tej konwencji Komuda czuje się znacznie lepiej (szczególnie opisując tło historyczne, przytaczając anegdoty itp…. Inna sprawa, że czasem bywa względem samego siebie dość wtórny) i stanowi dla Piekary pewien wzór.
Całkiem ciekawie prezentują się bohaterowie powieści. Trio szlachciców wydawać się może dość archetypowe: wplątany w dziwny układ, postawny, trochę naiwny pan Żytowiecki; tajemniczy, niepokojący, czasem brutalny pan Myszkowski, a także jego wysoki i wygadany nieodłączny towarzysz pan Szczurowicki. Ot, klasyczne trio bardzo różnych od siebie postaci, które los zetknął ze sobą i pchnął na szlak. Mimo tej pozornej prostoty, bohaterowie są całkiem ciekawi, szczególnie panowie Myszkowski i Szczurowicki. Mają swoje motywacje, emocje, owiani są pewnym nimbem tajemnicy, czasami też zaskakują. Jest zatem nieźle. Trochę gorzej wypada chwiejna i naiwna postać pana Żytowieckiego, czasem wręcz potrafiąca zirytować, jednak jako że jest to główny bohater (przynajmniej z perspektywy konstrukcji narracyjnej) powieści, to i do niego czytelnik przyzwyczaja się dość szybko.
Mieszane uczucia Charakternik wywołuje w warstwie fabularnej. Przez zdecydowaną większość książki mamy wrażenie obcowania z konstrukcją opartą na wyraźnych epizodach, momentami wręcz kojarzącą się z charakterystyczną dla powieści inspirowanych grami RPG fabułą „questową”. Problem jednak w tym, że poszczególne zdarzenia, w których uczestniczy kompania pana Myszkowskiego (bo to ta postać stanowi oś fabuły) sprawiają wrażenie przypadkowych, a przyczyny obierania takiego a nie innego kierunku podróży jawią się często jako typowe Deus Ex Machina zsyłane choćby jako wskazówki przekazywane podczas snów. W tym miejscu dochodzimy do ważnego wątku, a mianowicie elementu fantastycznego. Tutaj Jacek Piekara pokazuje, że nie jest tylko epigonem Jacka Komudy, ale także i pisarzem, który ma swoje własne, całkiem niezłe pomysły. Autor Sługi bożego sięga bowiem po wypróbowany w opowiadaniach inkwizytorskich wątek przenikania sił spoza tego świata do naszej rzeczywistości i wplątuje głównych bohaterów w pewną grę o niebagatelnej stawce. W to wszystko włączona zostaje pewna, dość niepokorna, refleksja historiozoficzna, co czyni całość jeszcze bardziej interesującą. Niestety, wyraźniejsze wyeksponowanie wspomnianych motywów następuje dopiero w końcówce, która, choć naprawdę niezła, nie jest w stanie zatrzeć wrażenia trochę przegadanych i nudnawych pierwszych 2/3 powieści.
Mam spory problem z oceną Charakternika. Jest to bowiem niewątpliwie ciekawa odskocznia zarówno dla miłośników twórczości, niestety coraz bardziej wtórnego Jacka Komudy, jak i dla tych miłośników talentu Jacka Piekary, którzy chcą trochę odpocząć od Mordimera Madderdina. Choć wyraźnie widać, że w kwestii kreacji i opisu świata to jednak pisarz zwany Jackiem nad Jackami stanowi współczesny wzór fantastyki historycznej osadzonej w XVII-wiecznej Rzeczpospolitej, o tyle Piekarze udaje się zinterpretować konwencją po swojemu w całkiem przyzwoity sposób, łącząc ją z motywami charakterystycznymi dla własnej twórczości. I to właśnie te wątki prezentują się najlepiej, niestety jednak zostają należycie podkreślone dopiero w finale powieści. Przez większą jej część ma się jednak wrażenie obcowania z książką niedookreśloną. Jest niby z pomysłem, niby bez pomysłu, niby po swojemu, niby w stylu kogoś innego, niby zabawnie, niby na poważnie… no i w sumie wychodzi z tego taka powieść „na niby”. Trochę szkoda, bo potencjał w Charakterniku tkwił niemały i niewątpliwie przy jego lekturze można spędzić czas w sposób całkiem przyjemny. Tyle tylko, że poczucie obcowania z kopią jest nieodparte… i to w równym stopniu kopią Komudy co (auto)kopią samego Piekary.
3,5/6
Piekara to jest typowa polska klasa "tfurcuw" - zwykłe czytadełka, które rzadko kiedy niosą ze sobą większą wartość. ;)
OdpowiedzUsuńWiększą nie większą... to nie ta kategoria pisarzy co Dukaj czy Twardoch. Tu wyraźnie dominuje nastawienie na rozrywkę. Ale i rozrywkę mozna serwować lepiej ;lub gorzej, oryginalnie lub wtórnie. I zdecydowanie wolę powieści Komudy, a nawet opowieści inkwizytorskie Piekary niż takie "cuś" czym okazał się być "Charakternik"
OdpowiedzUsuń