piątek, 29 grudnia 2017

Daredevil. Nieustraszony! Tom 1 – Brian Michael Bendis, Alex Maleev, David Mack i inni - komiksowa recenzja z Szortalu

Ślepa sprawiedliwość

Gdyby tak popatrzeć na ostatnie scenariusze pisane dla Marvela przez Briana Michaela Bendisa, można by pomyśleć, że to scenarzysta najwyżej przeciętny. A przecież nawet jego niedawne, głośne przejście do konkurencji było anonsowane przez DC jako „transfer” komiksowej supergwiazdy. No i w sumie słusznie, gdyż przez przeszło 20 lat kariery zdarzyło się Amerykaninowi napisać co najmniej kilka tytułów nie tyle głośnych, ile po prostu znakomitych. Można tu wymienić choćby „Ultimate Spider-Mana”, „New Avengers”, „Tajną Wojnę”, „Ród M” czy, uwielbiany przeze mnie, „Alias”. No i oczywiście „Daredevila”, którego pierwszy tom zbiorczy właśnie wydał Egmont.


O  tej serii mówiło się w Polsce długo, szczególnie na fali sukcesu stworzonego przez Netflix serialu. Niestety, planująca polską edycję Sideca zwinęła żagle i niemal zniknęła z rynku. Na ratunek przyszedł jednak największy z rodzimych komiksowych wydawców. Tym sposobem w ręce czytelników trafił opasły, niemal 500-stronicowy tom, który trudno określić inaczej niż jako wspaniałą ucztę dla miłośników „ulicznej” odmiany konwencji superbohaterskiej. Składają się na niego dwie historie. Pierwsza, względnie niezależna, pochodzi z numerów #16-19 drugiej serii „Daredevila”, druga to właściwy początek Bendisowskiej sagi oryginalnie wydany w zeszytach #26-40. Krótsze „Zbudź się” to wspaniale zilustrowana przez Davida Macka opowieść o dziennikarskim śledztwie, prowadzonym przez Bena Uricha wokół sprawy chłopca, który na skutek dramatycznych wydarzeń popadł w katatonię. Tytułowy bohater jest tu raczej postacią tła, nawet jeśli nie całkiem świadomie odegrał niebagatelną rolę w historii. Bendis znakomicie snuje dramatyczną opowieść o tym, jakie konsekwencje może mieć przywdziewanie kostiumu i maski dla osób pozornie postronnych, komentuje też świat współczesnych mediów, kreując Uricha na prawdziwego bohatera. Znakomicie grają z tym surrealistyczne rysunki i kolaże znanego z „Aliasa” Macka. Jak jednak wspomniałem,  to dopiero przygrywka przed właściwą opowieścią.

Wraz z przejęciem graficznych sterów serii przez Alexa Maleeva rozpoczęła się długa historia, która wywarła równie mocny wpływ na rzeczywistość Człowieka, Który Nie Znał Strachu  jak choćby wydarzenia opisane w „Odrodzonym” Franka Millera i Davida Mazuchellego. A zaczyna się niepozornie: od prób zrzucenia Kingpina z tronu nowojorskiego półświatka i przejęcia kontroli nad jego organizacją. Konsekwencje tych poczynań po raz kolejny zatrzęsą światem – także światem Matta Murdocka. Bendis robi w „Nieustraszonym” to, co potrafi najlepiej – ucieka w szarości, rozmazuje podział między dobrem i zlem, a przede wszystkim trzyma się daleko od rozbuchanego, kolorowego trykociarstwa. Widzimy Matta Murdocka rozdartego pomiędzy dwiema, jakże sprzecznymi, stronami swojego życia – walką o sprawiedliwość na sądowej sali i jej brutalnym wymierzaniem w czerwonym kostiumie. Pada tu pytanie o to, czy da się je rozdzielić, a także jaka jest cena takiego życia… i kto ją płaci. Bendis zbliża się do  ducha najlepszych opowieści Franka Millera, jednak uderza w nieco inne tony. Korzysta także z wyraźnie odmiennego instrumentarium narracyjnego. Warto wspomnieć choćby znakomite operowanie planami czasowymi. Achronologiczna konstrukcja poszczególnych fragmentów powoduje, że napięcie budowane jest na zasadzie sinusoidy, w której, po efektownych, mocnych scenach „z teraźniejszości”, pojawiają się prowadzące do nich retrospekcje. Ta gra z czytelnikiem sprawdza się jednak doskonale, gdyż skoki czasowe bywają nieregularne i zaskakujące.

„Nieustraszony!” to także modelowy przykład tego, jak wiele można powiedzieć o głównym bohaterze za pomocą postaci drugoplanowych. Foggy Nelson, Ben Urich, Jonah Jameson, Kingpin, Czarna Wdowa, Spider-Man – wszyscy oni mają w tej historii wiele miejsca, nawet jeśli punkt ciężkości wyraźnie przesuwa się w kierunku Matta. Opowieść jest złożona –  Bendis łączy wątki osobiste zakorzenione w przeszłości Daredevila z historią kryminalną, mafijną czy obowiązkowym procesem sądowym, tworząc znakomitą, intrygującą mieszankę.

Wspomniałem już o wspaniałych dokonaniach ilustratora Davida Macka. Nie sposób jednak nie pochwalić pozostałych rysowników, którzy pracowali przy składających się na ten album zeszytach. I choć rysunki Manuela Gutierreza i małżeństwa Dodsonów są po prostu niezłe, to już zdobiące większość stron komiksu prace Alexa Maleeva zasługują na zdecydowane wyróżnienie. Sparowany z kolorystą Mattem Holligsworthem Bułgar odmalowuje świat Daredevila w sposób idealnie współgrający z nastrojem Bendisowskiego scenariusza – brudny, mroczny, surowy. Rysunki stanowią więc kolejny, bardzo silny punkt tego tytułu.

„Nieustraszonego” można w moim mniemaniu śmiało postawić obok najważniejszych historii z Daredevilem, które ukształtowały współczesny wizerunek tej postaci, jak choćby kultowy run Franka Millera. Pierwsza odsłona serii Bendisa i Maleeva to znakomity przykład mrocznej historii o superbohaterze, mocno osadzonej w konwencji mafijnego kryminału. Jest to więc opowieść o odpowiedzialności, zmaganiu się z własną tożsamością i konsekwencjami wyborów; rzecz o ambicjach, lojalności i zemście. To  także komentarz na temat współczesnych mediów. Krótko mówiąc – to jedna z najlepszych pozycji wydanych w Polsce w 2017 roku i klasyk amerykańskiego komiksu.


Tytuł: Daredevil. Nieustraszony!
Tom: 1
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Alex Maleev, David Mack, Manuel Gutierrez, Terry Dodson, Rachel Dodson
Kolory: Matt Hollingsworth, Richard Isanove
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Tytuł oryginału: Daredevil: The Man Without Fear! by Brian Michael Bendis and Alex Maleev. The Ultimate Collection Book 1 (Daredevil #16-19,#26-40)
Seria: Klasyka Marvela
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 480
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2747-0

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...