wtorek, 23 grudnia 2014

Carmilla - Joseph Sheridan LeFanu - recenzja z portalu Fantasta.pl


Dość powszechnie uważa się Draculę Brama Stokera za pierwsze tak wyraziste przedstawienie motywu wampira w literaturze popularnej. Faktycznie, to literacka inkarnacja siedmiogrodzkiego księcia jest po dziś dzień stawiana za ikoniczny, wręcz modelowy przykład krwiopijcy. Tyle tylko, że Stoker specjalnie oryginalny nie był, a wiele z elementów czy rozwiązań uznawanych za klasyczne dla wampirycznego utworu grozy bynajmniej nie jest jego autorskim dziełem. Pomijając już tak oczywiste rzeczy jak sama figura wampira, wzięta głównie z ludowych opowieści środkowej Europy, pojawia się wiele schematów wywodzących się wprost z tradycji powieści gotyckiej. Co więcej, w 1871 r., a więc 26 lat przed wydaniem książki Stokera, opublikowane zostało inne dzieło fundamentalne dla współczesnego literacko-kinowego wizerunku wampira – Carmilla Josepha Sheridana Le Fanu.

Irlandzki pisarz w tym krótkim tekście (zdecydowanie bliżej mu do noweli niż pełnowymiarowej powieści) opowiedział klasyczną historię wampiryczną, wykorzystując rekwizytorium charakterystyczne dla ówczesnej gotyckiej grozy. Mamy więc bardzo ograniczoną scenografię, z mieszczącym się na odludziu zamkiem na czele, mamy wąskie grono postaci, pozwalające zbudować kameralny nastrój, mamy wreszcie pewną (ze współczesnego punktu widzenia rażącą) naiwność, gdzie brak dosłowności ma być środkiem wystarczającym do wywołania u czytelnika efektu zaskoczenia. Sama historia, jak już wspomniałem, wydaje się z obecnej perspektywy typowa: w zamieszkałym przez niewielką ilość osób zamczysku pojawia się niespodziewany gość… a potem zaczynają się dziać rzeczy dziwne. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście postać tajemniczej Carmilli i jej relacji z główną bohaterką – Laurą. Z jednej strony mamy fascynację tajemniczym, niepokojącym, choć pociągającym gościem, z drugiej strony chęć zbudowania emocjonalnej relacji... i wykorzystania ofiary. Wszystko to podszyte wątkiem homoseksualnym, który już w XX wieku obrodził w niezliczone wariacje na temat wampirzyc-lesbijek. Trzeba przyznać, że także współcześnie relacje między głównymi bohaterkami wydają się być interesujące, nawet mimo nieco archaicznego stylu (charakteryzującego się np. licznymi powtórzeniami pewnych stwierdzeń). Pozostali bohaterowie są tu raczej statystami, zbudowanymi na archetypach elementami niezbędnymi do stworzenia klimatu i pchnięcia fabuły do przodu.

W warstwie fabularnej, jak już zaznaczyłem, Carmilla jest tekstem bardzo prostym, opartym na jednym wątku głównym i jednym pobocznym, wplecionym w narrację na zasadzie opowieści szkatułkowej. Ze współczesnej perspektywy przebieg wydarzeń wydaje się co prawda aż nadto oczywisty, jednak nie można odmówić tekstowi Le Fanu pewnego specyficznego uroku. Mamy tu bowiem namacalne świadectwo tego, jak powstawały klasyczne już motywy: sposób sportretowania wampirzycy i jej niewinnej ofiary, gotycka scenografia czy też wreszcie zakończenie (zarówno w wymiarze fabularnym, jak i narracyjnym). Wtedy nowatorskie i intrygujące, dziś wciąż są czytelne, choć obudowane wieloma późniejszymi kontekstami. Czytając oryginał mamy możliwość obcowania z nimi w formie nieskażonej jeszcze naleciałościami, które zawdzięczamy Stokerowi, Anne Rice czy choćby Stephenie Meyer. Nie wspominając o setkach bardziej lub (zwykle) mniej udanych wariacji filmowych.

Wydaje się, że w zalewie pop-wampirów Carmilla jest propozycją całkiem ciekawą. Choć lekko trąci myszką, jest bardzo czytelna i ma sporo uroku. Warto sięgnąć po tekst Le Fanu przede wszystkim dlatego, iż pozwala sięgnąć w głąb konwencji, do jej gotycko-romantycznych korzeni. Bez literackich fajerwerków, bez epatowania krwią, makabrą czy seksualnością – to groza w starym stylu, którą także i dziś wielu czytelników ceni. Oni pewnie Carmillę znają... bo jeśli nie znają, to zdecydowanie poznać powinni.

4,5/6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...