Nie mogę wyjść z podziwu nad dynamiką polskiego rynku komiksowego w ostatnich miesiącach. Wydawnictwa wciąż zwiększają ilość publikowanych pozycji, dużą popularnością cieszy się Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, równolegle do niej wystartowała analogiczna kolekcja z DC, największy polski wydawca nie tylko rozwija istniejące linie zwiększając ilość wydawanych tytułów, ale wręcz otwiera nowe linie wydawnicze, jak na przykład ta, z klasycznymi komiksami Marvela wydawanymi w twardych oprawach przez Egmont. Wydaje się, że na taki stan rzeczy (którym z jednej strony należy się cieszyć… z drugiej jednak płacząc z powodu ordynarnego, choć w sumie przyjemnego, drenażu naszych kieszeni) ma wpływ co najmniej kilka czynników. Wśród nich niebagatelną rolę odgrywają dwa: Po pierwsze, wejście wychowanego na Thorgalach i TM-Semicach pokolenia w wiek, w którym status zawodowy pozwala na regularne wydawanie całkiem pokaźnych sum na hobby z młodości; po drugie, fakt ogromnej popularności w mainstreamie superbohaterskich filmów, który przyciąga do komiksowego medium nowych odbiorców. Gdy dodamy dwa do dwóch, nietrudno się domyślić dlaczego Egmont otwierając nową linię z komiksami Marvela (nienależącymi do Marvel Now!) sięgnął po komiks przedstawiający historię początków Doktora Strange’a… wszak film z Benedictem Cumberbatchem swą kinowa premierę będzie mieć ledwie kilka tygodni po tym jak na sklepowe półki trafią Początki i zakończenia.

Choć zaliczenie tego komiksu do klasyki Marvela jest nieco na wyrost, niewątpliwie jest tu kilka elementów pozwalających wyróżnić go na tle większości produkcji Domu Pomysłów. Przede wszystkim uwagę zwraca fakt napisania scenariusza przez duet J. Michaela Straczynskiego i Samm (a właściwie Sary) Barnes. Szczególnie ten pierwszy twórca, znany nie tylko z popularnej telewizyjnej space opery Babylon 5 , ale choćby z tak znakomitych komiksów jak Rising Stars czy już marvelowskie runy w The Amazing Spider-Man i Thor. Również nazwisko rysownika – Brandona Petersona – bynajmniej nie jest anonimowe i może kojarzyć się czytelnikom z tytułami takimi jak Ultimate X-Men, Uncanny X-Men (rysował np. fragmenty wydanego jeszcze w latach 90. Crossoveru „X-Cutioner’s Song”) lub tez z piastowaniem funkcji Dyrektora Artystycznego w Cross-Gen Comics. Zresztą, sama sześcioczęściowa mini seria składająca się na ten tom wydana została w ramach imprintu Marvel Knights, co już samo w sobie jest znakiem jakości (przynajmniej dla niektórych czytelników).

Strona graficzna Początków i zakończeń jest absolutnie bez zarzutu. Peterson prezentuje styl typowo amerykański, dbający o szczegóły, a jednocześnie mocno zakorzeniony w latach 90. XX w. (widać to choćby w sposobie cieniowania za pomocą gęstych kresek). Spory plus i urozmaicenie stanowi wykorzystane tu i ówdzie wplecenie w rysowaną warstwę graficzną odpowiednio oprawionych fotografii, stanowiących tło w niektórych szerokich planach. Choć nie ma tu za dużo kadrów czy plansz, które zapadną w pamięć na dłużej (może dwie? trzy?) to i tak efekt finalny jest jak najbardziej w porządku.

Tytuł: Doktor Strange. Początki i zakończenia
Scenariusz: J. Michael Straczynski, Samm Barnes
Rysunki: Brandon Peterson
Kolory: Justin Ponsor
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Strange: Beginnings & Endings (Strange #1-6)
Seria: Klasyka Marvela
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics (Marvel Knights)
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1843-0
PS. Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz