niedziela, 19 sierpnia 2012

451° Fahrenheita - Ray Bradbury - recenzja z portalu Fantasta.pl




Do recenzowania klasyki zawsze podchodziłem z pewną nieśmiałością. No bo jak to? Ja, może nie gołowąs, ale jednak osoba, która jeszcze wiele przeczytać powinna, ma się porywać na ocenianie dzieła uznanego, czasem wręcz uwielbianego przez kolejne pokolenia czytelników? Na książkę, która mimo kolejnych dekad wciąż znajduje odbiorców poruszonych przedstawioną w niej wizją? No cóż, choć czytelniczej buty we mnie mniej niż pokory przed klasyką, postanowiłem jednak podjąć to wyzwanie, zadając sobie (po raz kolejny) proste pytanie: na ile dzieło literackie sprzed kilkudziesięciu lat jest w stanie obronić się w oczach współczesnego czytelnika? Czy wciąż jest ono aktualne? Czy wciąż porusza, wzbudza emocje? Wreszcie, czy sam sposób, w jaki tekst jest napisany, jest „strawny” w dzisiejszych czasach? Pytania te wydały mi się tym ważniejsze, że książką, której przyjrzałem się bliżej, było 451° Fahrenheita zmarłego niedawno Raya Bradbury’ego – pozycja uznawana za kanoniczną nie tylko na gruncie fantastyki, ale także dla całej współczesnej literatury amerykańskiej.

piątek, 27 lipca 2012

Cienie spoza czasu - antologia opowiadań w hołdzie H.P. Lovecraftowi - recenzja z portalu Fantasta.pl

Muszę przyznać, że na antologię Cienie spoza czasu czekałem niecierpliwie, co nie zdarzyło mi się w związku z żadną z książkowych premier ostatnich miesięcy. Niby pomysł nienowy – było już na polskim rynku choćby Dziedzictwo Lovecrafta(z którego kilka tekstów pojawia się także w wyborze zaproponowanym przez wydawnictwo Dobre Historie), czy teżPrzejście, w którym ze spuścizną Samotnika z Providence zmierzyli się rodzimi autorzy. Wydaje się jednak, że specyficzne podejście do literatury, podejmowane tematy, a przede wszystkim ogromy wpływ Lovecrafta na współczesną kulturę masową czynią z jego twórczości nieustające źródło inspiracji dla kolejnych pokoleń twórców, jednocześnie stanowiące źródło rozrywki dla coraz to nowych czytelników. Choć moja osobista fascynacja Mitami Cthulhu należy już raczej do przeszłości, zaproponowany przez wydawcę zestaw autorów (jakoś nigdzie udało mi się dopatrzyć, kto personalnie odpowiadał za wybór składających się na antologię tekstów) intrygował obecnością choćby Alana Moore’a czy Gene’a Wolfe’a. Mój apetyt na tę antologię wzrósł jeszcze bardziej po lekturze obu numerów wydawanego przez Dobre Historie pisma „Coś na Progu” próbującego poruszać ubraną w pulpową otoczkę tematykę z pogranicza grozy i kryminału. Kiedy więc dostałem informację, że mogę dostać Cienie… w swoje ręce, odwołałem wszystkie plany na najbliższe dwa dni, odebrałem książkę, po czym oddałem się lekturze.

środa, 11 lipca 2012

Luke Skywalker i cienie Mindora - Matthew Stover - recenzja

Spośród wielu autorów tworzących powieści osadzone w uniwersum Gwiezdnych Wojen Matthew Stover należy do tych, którzy cieszą się sporym uznaniem szerszego grona miłośników fantastyki. Autor ten chętnie eksploatuje w swoich tekstach postaci antybohaterów lub pokazuje odmienną, często negatywną stronę świata przedstawionego. Jego gwiezdnowojenna powieść pt. Luke Skywalker i cienie Mindora zyskała spore uznanie w środowisku miłośników sagi George’a Lucasa. Jako że moje wcześniejsze kontakty z twórczością Amerykanina wypadały na jego korzyść, chętnie sięgnąłem także i po tę pozycję.

środa, 4 lipca 2012

Coś na progu – nr 2, 2012 – recenzja

Przez niemal trzydzieści miesięcy działalności tego bloga na jego łamach pojawiały się recenzje płyt, filmów, książek w przeróżnych konwencjach, nie zdarzyło mi się jednak opublikować recenzji czasopisma. Czas zatem nadrobić zaległości i zaproponować COŚ nowego. To COŚ jest nowe nie tylko dlatego, że jest pismem, które niedawno zaczęło się ukazywać ,czy też dlatego, że recenzje czasopism dotąd nie pojawiały się na łamach RYBIEUDKA blog. Nowe jest także to, że (i tu następuje konstatacja zaskakująca także dla mnie) na wspomniane łamy stosunkowo rzadko przebijały się pozycje utrzymane w konwencji grozy i kryminału. Czas zatem, aby „Coś na progu” wniosło pewien powiew świeżości. 

niedziela, 24 czerwca 2012

Gambit - Michał Cholewa - recenzja z portalu Fantasta.pl

Kilka miesięcy temu, gdy wydawnictwo Ender zaprezentowało zapowiedzi książek mających ukazać się w popularnej serii WarBook, nieco się zdziwiłem. Wyglądało bowiem na to, że szykuje się wyraźna stylistyczna wolta w profilu książek sygnowanych logo z orłem. Wśród klasycznych pozycji z gatunku wojennej political fiction lub lekko przyprawionej fantastyką powieści historycznej pojawiły się bowiem propozycje w konwencjach w pełni fantastycznych – historii alternatywnej i militarnej science fiction. Tę drugą reprezentować miała debiutancka powieść Michała Cholewy – syna świetnie znanego w Fandomie tłumacza Piotra W. Cholewy. Gambit – bo taki tytuł nosi rzeczona powieść, zainteresował mnie przede wszystkim ze względu na fakt, iż pamiętałem całkiem przyzwoite, humorystyczne opowiadanie Cholewy Juniora opublikowane w jednym z numerów „Science Fiction, Fantasy i Horror”. Styl autora, który znałem z tamtego tekstu, jakoś nie do końca grał mi z konwencją pełnowymiarowego debiutu. Kiedy więc pojawiła się okazja aby zrecenzować najnowszą pozycję z serii WarBook, nie zastanawiałem się ani chwili.

środa, 20 czerwca 2012

Piaski Armagedonu – Vladimir Wolff – recenzja audiobooka


Jakiś czas temu wspominałem, że audiobooki to w mojej opinii rewelacyjny wynalazek. Idealnie sprawdzają się przy wszelkich nudnych i mało absorbujących czynnościach – stąd też od paru lat bardzo chętnie po nie sięgam.  Co prawda nie każda literatura w tej formie się broni –próby słuchania Innych pieśni Dukaja okazały się nienajlepszym pomysłem – jednak literatura czysto rozrywkowa sprawdza się w formie słuchanej znakomicie. Taką właśnie literaturę proponuje nam wydawnictwo Ender w swojej serii Warbook – może niezbyt głęboką, ale za to żywą, pełną akcji i militarnego zacięcia. Przygodę z tą serią zacząłem od cyklu „WWW” Marcina Ciszewskiego i muszę przyznać,  że mimo wielu wad słuchało mi się wszystkich czterech powieści bardzo przyjemnie. Bez wahania sięgnąłem więc po audiobookowe wydanie książek innego z pisarzy publikujących w tej serii – Vladimira Wolffa. 

niedziela, 17 czerwca 2012

Miraż - Zbigniew Wojnarowski - recenzja z portalu Fantasta.pl

Historia Polski XX wieku jest trudna, złożona, znaczona pamięcią wydarzeń wspaniałych i podniosłych, ale zarazem także tych tragicznych i wstydliwych. Wydawałoby się – idealny materiał dla literatów. I istotnie, tekstów osadzonych w realiach poprzedniego stulecia powstaje bez liku – wszystkie mniej lub bardziej rozliczeniowe, komentujące, gloryfikujące… czasem nawet drążące poszczególne problemy. Co ciekawe, rzadko przekrojowe. „Ciekawe” nie znaczy jednak „dziwne”. Wydaje się, że próba spójnego, przekrojowego przebrnięcia przez cały wiek XX byłaby wyzwaniem dość karkołomnym, narażonym na zbytnie uproszczenia i powierzchowność. Mimo to wyzwanie zostało podjęte przez Zbigniewa Wojnarowskiego, a jego rezultat opublikowano w znakomitej, firmowanej logo Narodowego Centrum Kultury serii Zwrotnice Czasu. Muszę przyznać, że wiele obiecywałem sobie po Mirażu (tak bowiem zatytułowana jest książka Wojnarowskiego), jego fragmenty były bowiem publikowane w „Nowej Fantastyce” i „Fantastyce – Wydaniu Specjalnym” i przynajmniej jeden swego czasu z nich zainteresował mnie ponadprzeciętnie. Tym bardziej, że i forma Mirażu jest formą nietypową – niby zbiór opowiadań, ale jednak poszczególne teksty stanowiące wycieczkę przez rodzimą historię są ze sobą wyraźnie powiązane. Tym, co spaja dzieło Wojnarowskiego w całość, jest motyw kina Miraż i współczesna (meta?)fabuła, w którą wplecione zostają opowieści snute przez dawnego biletera.

Można mówić o dwóch podstawowych warstwach Mirażu: literackiej i historycznej. W tej pierwszej nietypowa powieść (bo to chyba jest najwłaściwsze określenie tej książki) Wojnarowskiego jest bardzo mocno zakorzeniona w tradycji opowieści niesamowitych i horroru. Autor doskonale gra poczuciem rzeczywistości, potrafiąc świetnie, może trochę po dickowsku, zamazać granice między tym, co realne a tym, co urojone. W tym sensie kolejnego znaczenia nabiera tytuł książki – poszczególne historie, oniryczne na granicy koszmarnego snu i przygnębiającej jawy nie pozwalają się wyzwolić spod przemożnego wrażenia wszechogarniającej ułudy. Tak bohaterowie, jak i czytelnik gubią się, goniąc za tym, co nie dość, że nierealne, to ostatecznie zgubne. Tekst jest przesycony kinową estetyką i metaforyką, widać w nim spójność koncepcji i konsekwencję w posługiwaniu się pewnymi motywami. Co więcej, sposób w jaki one powracają, czasem w zupełnie niespodziewanych momentach, robi naprawdę dobre wrażenie. Tym bardziej, że w warstwie językowej Wojnarowski także pokazuje sporo klasy. Ciekawa, dopracowana fraza, a także, co tak ważne w konwencji grozy, świetnie budowany nastrój powodują, iż czyta się Miraż doskonale. Pod względem „warsztatowym” jest to powieść na bardzo wysokim poziomie.

Równie ciekawie jest w warstwie historycznej. Jak zaznaczyłem wcześniej – Wojnarowski wziął się za barki ze spuścizną dwudziestowiecznej polskiej historii. Wyruszamy więc w podróż przez kolejne dekady od lat trzydziestych począwszy. Ścierają się tu dwa porządki – porządek trwania reprezentowany przez przeklęte kino i porządek zmiany. Trudno orzec, czy autor wybrnął z trudnego zadania oddania klimatu poszczególnych dziesięcioleci – do pewnego momentu jest naprawdę znakomicie, jednak poszczególne dekady doby komunizmu – mimo szumnych deklaracji przytaczanych w posłowiu pióra Macieja Parowskiego – nieco się zlewają w straszący postacią ubeka monolit. Fakt, ubek ubekowi nierówny, strach strachowi takoż, ale jednak pewne wrażenie nie do końca osiągniętego zamierzenia pozostaje. Nie znaczy to jednak, że poszczególne teksty są do siebie podobne – bynajmniej. Poza warstwą nadnaturalną „dreszczyk” w tych opowieściach jest dreszczem przerażającej historii – nieodmiennie tragicznej, przynajmniej dla bohaterów. U Wojnarowskiego próżno szukać happy endu, łatwiej już o historyczną jednoznaczność, wręcz pryncypialność. W tym sensie Miraż wpisuje się w nurt prozy rozliczeniowej, piętnującej i przypominającej o tragediach przyszłości… i ludziach, którzy się do nich przyczynili. Z tym, że w przeciwieństwie do większości podobnie pomyślanych utworów babrzących się z lubością w brudach historii, u Wojnarowskiego brak czarno-białych podziałów. To znaczy czerni jest pod dostatkiem, tyle że zamiast bieli dostajemy mnóstwo ciemnej szarości.

Choć historię piszą zwycięzcy, z prozy Wojnarowskigo przebija smutna refleksja, że prawdziwych zwycięzców jakby brak – można się z nim zgadzać lub nie, trzeba jednak przyznać, że Miraż jest dziełem bez wątpienia godnym uwagi. Owszem, także ze względu na sposób, w jaki autor podszedł do rodzimej historii, choć jeśli ktoś ma już serdecznie dość rozgrzebywania dawnych krzywd, to raczej ta warstwa go znuży lub wręcz zirytuje. Ale powieść ta jest po prostu świetnym kawałkiem literatury grozy – bez historycznych podtekstów i całej patriotyczno-martyrologicznej otoczki – subtelnym, ale zarazem sugestywnym, trzymającym w napięciu, ale i pozwalającym smakować frazę, a przede wszystkim doskonale grającym emocjami, przesyconym tajemnicą, którą warto zechcieć zgłębić. To czy w starym, zatopionym kinie znajdzie się odpowiedź, jest już osobną kwestią. 

5/6
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...