
Zaczyna się dość klasycznie: kosmiczna ekspedycja
naukowa, badania wymarłych cywilizacji, gwiezdne statki i walka o
wpływy. Wizja Walijczyka jest jednak bardzo bogata, złożona, nie
pozwala streścić zasadniczych zrębów świata przedstawionego w kilku
słowach. W związku z tym czytelnik poznaje uniwersum bardzo powoli,
będąc konsekwentnie wprowadzanym w jego niuanse praktycznie do samego
końca powieści. Warto mieć w tym miejscu na uwadze, że tom otwierający
spaceoperowy cykl Reynoldsa zawiera jedynie drobny fragment
monumentalnego obrazu galaktyki sukcesywnie uzupełnianego w kolejnych
powieściach i opowiadaniach. Niemniej jednak wszyscy miłośnicy
kosmicznej fantastyki powinni być ukontentowani.
Walijczykowi udała się także inna trudna sztuka: choć
ludzkość przyszłości znacznie odbiega od tego, co obecnie rozumiemy pod
tym terminem, choć jego bohaterowie są zasadniczo różni od nas – i jest
to w powieści wyraźnie oddane – wciąż pozostają „czytelni”, możliwi do
zrozumienia, przynajmniej w stopniu pozwalającym uzasadnić podejmowane
przez nich działania. Być może ciężko utożsamiać się z Sylveste’m,
Khouri czy Volyovą, jednak nie zmienia to faktu, że są to kreacje
wyraziste, wewnętrznie spójne i zapadające w pamięć. To, w połączeniu ze
złożoną, misternie konstruowaną fabułą i dość wyważonym tempem narracji
powoduje, że Przestrzeń objawienia choć nie należy to lektur z gatunku „lekkich, łatwych i przyjemnych”, potrafi przykuć uwagę na długie godziny.
Z drugiej strony muszę też uczciwie przyznać, że próżno oczekiwać po tej powieści jakiś specjalnych fajerwerków. Reynolds to autor, któremu trudno zarzucić efekciarstwo i w sumie wychodzi mu to na dobre. Przestrzeń objawienia
adresowana jest bowiem do jasno sprecyzowanego typu czytelnika:
doceniającego monumentalny pomysł, precyzyjne wykonanie,
przedkładającego intrygujący świat i nieoczywistą fabułę nad akcję,
lubiącego fantastykę sięgającą po naukowe koncepcje i terminy. Ci,
którzy w czytanej przez siebie literaturze szukają powyższego, będą
zachwyceni. Pozostałym sugeruję na pierwsze podejście do prozy Walijczyka raczej nowelki lub opowiadania. Mnie Przestrzeń objawienia
przekonała i choć nie jest to proza, którą miałbym ochotę czytać bez
przerwy, niewątpliwie do tego uniwersum za jakiś czas wrócę.
5/6
Też podchodziłam do tej pozycji kilkakrotnie, bardzo się do tego przyczyniło też wydanie, gdzie malusieńka czcionka z malusieńką interlinią bardzo męczy. Jednak tak, jak ty uważam, że było warto, choć lektura nie należy do łatwych w odbiorze i zdecydowanie nazywanie jej space operą jest według mnie bardzo mylące. Owszem akcja rozgrywa się głównie w przestrzeni kosmicznej, ale jak wspomniałeś wartkiej w niej akcji jak na lekarstwo.
OdpowiedzUsuń"(...) zdecydowanie nazywanie jej space operą jest według mnie bardzo mylące. Owszem akcja rozgrywa się głównie w przestrzeni kosmicznej, ale jak wspomniałeś wartkiej w niej akcji jak na lekarstwo." Za to rozmachu nie brakuje. Jak dla mnie to właśnie taka klasyczna "New Space Opera" - bardziej złożona niż typowe kosmiczne przygodówki sprzed lat
UsuńKochani!
OdpowiedzUsuńZapraszam na swoją nową stronę, na której opisuję objawienia, te uznane przez Kościół Katolicki, i te, o których wiadomo mało: http://slowo-boze.blogspot.com
Bóg zapłać,
ks. Marek