
Gdybym miał wymienić
superbohaterskie komiksy, które już od
pierwszego przeczytania jawiły mi się jako absolutnie wyjątkowe, wybijające się
ponad mnóstwo znakomitych i całą masę po prostu dobrych pozycji, pewnie byłbym
w stanie policzyć takowe na palcach.
Zabójczy
żart, Mroczny rycerz mrocznego miasta z Batmanem w roli głównej,
Torment
McFarlane’a,
Strażnicy Moore’a
¸Weapon X Barry’ego Windsor-Smitha,
Saga Mrocznej Phoenix, Daredevil Franka Millera
i… no w zasadzie tyle. Wychodzi na to, że muszę to tej wyliczanki dołożyć
kolejną pozycję –
Marvels autorstwa
Kurta Busieka z przecudownymi ilustracjami
Alexa Rossa.
Na samym wstępie warto podkreślić
jedną zasadniczą rzecz: to nie do końca jest komiks dla każdego. Albo inaczej:
nie każdy czytelnik będzie w stanie w pełni docenić tytaniczną pracę, jaką
wykonali jego autorzy umieszczając w swym dziele nie tylko mnóstwo stylizacji
na pewne konkretne osoby, ale przede wszystkim budując całość wokół
przeogromnej ilości wydarzeń opisanych we wczesnych komiksach Marvela. Często
jeden, dwa kadry, lub drobne wspomnienie jakiegoś faktu w jednej z ramek odnoszą
się do komiksu ważnego z punktu widzenia całego uniwersum. Ogarnięcie wszystkich
tych odniesień wymaga nie lada wiedzy. Z drugiej strony ich poszukiwanie może stać
dać wiele satysfakcji i wpłynąć zdecydowanie in plus na świadomość tego, jak misterną konstrukcją jest cały
marvelowski świat. Marvels są bowiem niczym innym jak ponownym opowiedzeniem
historii, które wypełniały karty komisków tego wydawnictwa w jego początkach.
Pomysł sam w sobie niezbyt oryginalny, ani specjalnie fascynujący – wszelkiej maści
retellingi klasycznych opowieści pojawiają się przecież aż nazbyt często.

Dwa elementy spowodowały jednak,
iż album ten można spokojnie uznać za absolutny komiksowy klasyk. Pierwszym z
nich jest sposób zaprezentowania wspomnianych wydarzeń – bynajmniej nie z
perspektywy odzianych w kolorowe fatałaszki herosów. Epickie sceny z udziałem pierwszego
Człowieka-pochodni, Namora, Fantastycznej Czwórki, Avengers, X-Men czy Spider-Mana
ukazane są bowiem okiem człowieka trzymającego w rekach aparat fotograficzny – niczym
nie wyróżniającego się fotografa Phila Sheldona.
Busiek wywrócił całą koncepcję komiksu superbohaterskiego na nice –
herosi są tu pokazani jako element obcy zwykłemu, przeciętnemu człowiekowi.
Pojawienie się „cudownych” zmienia rzeczywistość rodząc całą masę bynajmniej
nie jednoznacznych reakcji.
Marvels stanowi w tej warstwie
fascynujące studium kontaktu człowieka z nieznanym i niezrozumiałym, pokazuje
bowiem pełne spektrum postaw: od strachu, nieufności i wrogości, po
uwielbienie, fascynację, czy też wręcz religijną wiarę w misję ratowania ludzkości,
jaką niby przyjęli na siebie nadludzie. Jednocześnie wśród tej coraz bardziej
powszedniej cudowności toczy się zwykłe ludzkie życie pełne zwykłych ludzkich
trosk i problemów.
Busiekowi udało się
w perfekcyjny sposób wyważyć akcenty tworząc komiks nie uciekający zbyt mocno w
żadną stronę, a jednocześnie niczego nie gubiący. Inna kwestia, że wydarzenia,
które tworzyły podwaliny pod uniwersum Marvela pokazują jego niezwykłą złożoność
i bogactwo. Zebranie i selekcja materiału z którego musieli korzystać była
pracą ogromną; uporządkowanie go w sposób pozwalający na opowiedzenie historii
spójnej z tym co czytelnicy już znają – wręcz tytaniczną. A jednak się udało i
na stronach
Marvels możemy podziwiać pojawienie się pierwszego Człowieka
pochodni, powstanie Avengers, ślub Reeda Richardsa i Susan Storm, starcie z
Galactusem, czy wreszcie śmierć Gwen Stacy. Podkreślam tu słowo „podziwiać”,
gdyż właśnie fenomenalne ilustracje autorstwa
Alexa Rossa są drugim z elementów stanowiących o absolutnej
wyjątkowości tego albumu.

Nie pamiętam kiedy (i czy
kiedykolwiek) graficzna strona jakiegokolwiek komiksu zrobiła na mnie tak duże
wrażenie. Piękne, czasem malarskie a czasem wręcz fotorealistyczne prace
Rossa przykuwają uwagę
już od pierwszych stron. Widać tu
ogrom pracy nad każdym kadrem, dopracowanie każdej twarzy i każdej sceny. To,
jak złożony był proces ich powstawania widać jeszcze lepiej podczas lektury
dodatków do wydania
Marvels w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Krotko
mówiąc – pod względem graficznym jest to absolutna ekstraklasa światowego
komiksu, w pewnym sensie pioniersko (komiks został wydany oryginalnie w 1994
r.) pokazująca, że nawet w klasycznej konwencji superbohaterskiej można złamać
utarte graficzne schematy. Wartość wydania w ramach WKKM podnoszą znakomite i
obszerne dodatki, jak komentarze autorów, Stana Lee czy choćby Johna Romity (Seniora),
wspaniałe reinterpretacje klasycznych okładek komiksów Marvela lub zdjęcia
dokumentujące sposób powstawania fenomenalnych ilustracji. Tym razem redaktorzy
serii stanęli na wysokości zadania i uzupełniki wydanie w ramach kolekcji o
naprawdę ciekawe materiały.

Dla każdego fana uniwersum
Marvela komiks autorstwa
Busieka i
Rossa jest pozycją absolutnie
obowiązkową. Po prostu. Widać w nim bowiem jak z małych kawałeczków niezwykłości
powstaje świat, który, czasem może bez większej refleksji, podziwiają na
stronach kolejnych zeszytów i albumów. Ale jest w
Marvels coś jeszcze, co sprawia, iż pozycja ta zainteresuje z
pewnością nie tylko zagorzałych miłośników przygód Fantastycznej Czwórki czy Avengers.
Oprócz strony graficznej jest to pewne przesłanie pokazujące komiks
superbohaterski od zupełnie nowej, bardziej ludzkiej strony. Phil Sheldon
wpisuje się bowiem w klasyczny wzorzec
everymana,
który skonfrontowany zostaje z coraz bardziej niezwykłą rzeczywistością. To odwrócenie
względem konwencji, podkreślenie, ze świat znany ze stron pełnych herosów komiksów
wciąż jest przede wszystkim światem zwykłych ludzi zasługuje na ogromne wyrazy
uznania. I właśnie dlatego warto po
Marvels sięgnąć – nie dość, że album
ten jest po prostu piękny, to jeszcze w dodatku niegłupi. Czego chcieć więcej?
6/6 (a dla tych, którzy z uniwersum Marvela są cokolwiek na bakier
5/6)
Bardzo dobrze! Miałem lekkie wyrzuty sumienia, że go kupiłem (obiecałem żonie, że będę kupował tylko X-Menów i pochodne), ale po takiej ocenie mam usprawiedliwienie. ;)
OdpowiedzUsuńA już serio, zaciekawiłeś mnie niemożebnie i w najbliższej chwili większej chęci na komiks, sięgnę właśnie po ten tytuł.
A tak w ogóle to jak przeczytasz to napisz coś o swoich wrażeniach, bom ciekaw ;)
UsuńChal, warto! Żonie też się spodoba - pokażesz, ze ładne obrazki itp. Na moją zadziałało ;)
OdpowiedzUsuńWłaściwie to było pochodne, bo z X-Men był drugi oryginalny zeszyt.
OdpowiedzUsuń