
Futbol to twarda gra
Pierwszy tom Bękartów z Południa Jasonów Aarona i Latoura zrobił bardzo dobre wrażenie. Trzymająca w napięciu, przesiąknięta klimatem Południa historia przyciągała przekonującym obrazem amerykańskiej prowincji, wyrazistymi bohaterami i znakomitą warstwą graficzną. Nie bez znaczenia było też mocne zakończenie… które intrygowało choćby tym, że trudno się było czytelnikowi domyślić w jakim kierunku pójdzie seria. Na szczęście Mucha - polski wydawca hitu Image Comics – nie pozwoliła długo czekać na kontynuację sagi hrabstwa Craw i już po kilku miesiącach możemy się cieszyć jej drugą odsłoną.

Trudno zrozumieć Południe Stanów nie rozumiejąc czym jest futbol amerykański. I nie mam tu na myśli wyłącznie zasad, ale przede wszystkim miejsce tej gry w kulturze. Stany żyją futbolem, oddychają futbolem. Pocą się nim, oddychają, czasem krwawią, rzygają i srają… ale bez wątpienia go kochają. Jeśli ktoś ma wątpliwości niech włączy Youtube i poszuka nagrań choćby z jakichś lokalnych rozgrywek licealnych (o uniwersyteckich czy NFL nawet nie wspominając). Są miejsca, szczególnie na prowincji (wiec także na Południu), gdzie wokół futbolu kręci się całe życie lokalnej społeczności. I hrabstwo Craw jest przykładem takiego miejsca. W Na boisku Aaron oddaje tej grze swoisty hołd i uzupełnia tym samym swój tworzony z pietyzmem portret Południa. Europejski, niekoniecznie zaznajomiony z gridironem, czytelnik napotyka tu pewne schody, o które nietrudno się potknąć. Niestety, tłumacz tego wydania się o nie boleśnie wywrócił. I pal sześć, że używa określeń, które nawet dla polskich fanów futbolu mogą być niezrozumiałe - np. „wspomagający” na określenie zawodnika grającego na pozycji linebackera. Faktycznie, termin taki funkcjonuje w polskich opracowaniach, jednak przypuszczam, że gdyby zapytać zawodników losowej polskiej drużyny jaką pozycję tłumacz miał na myśli, mało kto by wiedział. W praktyce w gronie miłośników tej dyscypliny używa się bowiem prawie wyłącznie terminów anglojęzycznych. Większym zarzutem jest to, że Robert Lipski nie ma zupełnego pojęcia o tym jak wygląda ta dyscyplina i co oznaczają specyficzne terminy. Przez to wkłada w usta postaci zdania, które nie dość, że nigdy by paść nie mogły (np. linebacker nie może dostać podania, bo gra w formacji obronnej, która w ogóle w ataku nie uczestniczy!), ale są po prostu fundamentalnie bez sensu. Trochę szkoda, że tłumacz nie zadał sobie trudu by choć wygooglować co oznacza np. „fourth and inches” albo „first down”. Efekt jest bowiem taki, że polski czytelnik orientujący się w zasadach futbolu nie ma zielonego pojęcia o czym mówią bohaterowie, a sam komiks (edytorsko kapitalny) znacznie traci na jakości.
Ważne, żeby „plusy ujemne nie przesłoniły nam plusów dodatnich”… a do tych drugich zalicza się bezapelacyjnie oprawa graficzna. Kreska Latoura może wydawać się nieco niechlujna, rozedrgana, ale fakt, że artysta odchodzi od standardowej w amerykańskim komiksie szczegółowo-realistycznej formuły, działa tu na zdecydowany plus. Świetne kadrowanie, mnóstwo ekspresji i znakomite, zmieniające się w zależności od sytuacji kolory (zwykle utrzymane w odcieniach czerwieni) nadają Bękartom z Południa charakteru i powodują, że plansze tej serii można poznać już na pierwszy rzut oka.

5/6
PS. Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
PS2. Co istotne, po zwróceniu uwagi na ww. błędy w tłumaczeniu wydawca wziął temat "na klatę". Co więcej, zaproponował niżej podpisanemu współpracę przy kolejnych sportowych tłumaczeniach :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz