Pierwszy tom napisanej przez Briana Michaela Bendisa serii Jessica Jones: Alias wywarł na mnie znakomite wrażenie. Przywoływał tę mniej kolorową, przyziemną stronę uniwersum Marvela. Jest to z jednej strony komiks utrzymany w duchu najlepszych pozycji z „mrocznej ery komiksu”, z drugiej zaś ze wszech miar współczesny, bardzo luźny a jednocześnie znakomity formalnie. Amerykański scenarzysta dokonuje na jego stronach swoistej dekonstrukcji kolorowego wizerunku uniwersum prowadzonej od wewnątrz… ale nie do końca. W tym sensie Alias stanowi znakomity przykład możliwości, jakie stworzyło twórcom powstanie imprintu Marvel MAX. Możliwość złamania utartych schematów, zakwestionowania konwencji czy odrzucenia oczekiwanej w regularnych seriach poprawności, zaskutkowała powstaniem tak udanych tytułów jak ten.

Historia zajmująca przeszło połowę drugiego tomu komiksowej Jessici Jones oparta jest na jednym z pierwszych pomysłów, jakie przyszły Bendisowi do głowy, gdy rozpoczynał pracę nad tą serią.Zasadniczy koncept jest banalnie prosty: poszukiwania zaginionej nastoletniej dziewczyny gdzieś na amerykańskiej prowincji. Ważną rolę odgrywa tu nieco sztampowy i (wydawałoby się przewidywalny) obraz tła: patologiczna rodzina, ksenofobiczna, antymutancko nastawiona społeczność lokalna, klasyczny obraz małego miasteczka z lokalnym szeryfem, prasą, lokalnym liceum itp. Sama detektyw Jones wnosi tu swoją obecnością sporo zamieszania, tym bardziej, że już przed jej przybyciem w lokalnej prasie pojawia się informacja, iż przybędzie ona do (anonimowego) miasteczka. Śledztwo toczy się powoli – może bez karkołomnych twistów, ale niewątpliwie połączenie klimatu „zadupia” i konfrontacja Jessici z tym otoczeniem wypada bardzo ciekawie. Znakomite wrażenie robi sposób, w jaki autorzy wpletli w warstwę graficzną fenomenalne, niezwykle nastrojowe kolaże Davida Macka – stanowią one integralną cześć całej opowieści i bliskie są w duchu pracom, które można było zobaczyć w poprzednim wydaniu zbiorczym. I mimo, że nie jest to najlepszy z dotychczas opublikowanych epizodów z życia agencji Alias, niewątpliwie jest to niezła historia.

Równie wysoki poziom prezentuje epizod (oparty na zeszycie #10) zamykający drugi tom zbiorczy. Wykorzystując zupełnie inną niż reszta serii koncepcję graficzną jest w zasadzie niczym innym, jak zapisem dwóch rozmów toczonych w redakcji Daily Bulge przez Jonaha J. Jamesona, a dotyczących intrygującego zlecenia dla prowadzonej przez bohaterkę agencji. Po raz kolejny widać fenomenalny talent Bendisa do opowiadania historii – w tym przypadku niemal wyłącznie za pomocą dialogu, bez żadnych komentarzy, didaskaliów itd. Kolejny znakomity, wysmakowany fragment - co cieszy, biorąc pod uwagę, iż zapoczątkowany tu wątek znajdzie swoje rozwiniecie w kolejnych zeszytach serii.

Nie wypada napisać nic innego, jak tylko po raz kolejny pochwalić i polecać napisaną przez Bendisa serię. Ex-Avenger, a obecnie właścicielka tytułowej agencji mimo swoich niekoniecznie sympatycznych przypadłości potrafi wzbudzić sympatię czytelnika – choćby przez to, że łamie superbohaterską konwencję, świadomie i dobrowolnie przechodząc na stronę zwykłych ludzi. Gdy dodamy do tego dobry, pomysłowy scenariusz, znakomite dialogi i wyjątkową, wielowymiarową oprawę graficzną, otrzymujemy komiks, którego po prostu nie wypada nie znać.
Tytuł: Jessica Jones: Alias
Tom: 2
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Michael Gaydos, Mark Bagley
Kolory: Matt Hollingsworth
Okładki I kolaże: David Mack
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Jessica Jones: Alias, vol. 2 (Alias #10-15)
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Marvel MAX
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 152
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-61319-77-1
TYLKO DLA DOROSŁYCH
PS. Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz