środa, 21 października 2015

Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Kosmiczni Avengers – Brian Michael Bendis, Steve McNiven, Sara Pichelli i inni - komiksowa recenzja z Szortalu

Galaktyka geocentryczna

Świętujący tryumfy na kinowych ekranach Strażnicy Galaktyki okazali się być dla studia Marvela strzałem w dziesiątkę. Udało się bowiem nie tylko wykorzystać wyrobioną, uznaną wśród fanów markę komiksową, windując ja na szczyty popularności wśród przeciętnych odbiorców produktów Domu Pomysłów, ale przede wszystkim pokazano widzom coś, co dla miłośników historii obrazkowych było od dawna wiadome: iż uniwersum to ma swoje granice znacznie dalej, niż mogłoby wynikać to z ziemskich (czy też asgardzkich) perypetii bohaterów dotychczasowych filmów i seriali. Perypetie Star-Lorda, Gamory, Szopa Rocketa, Draxa i Groota bawiły rozmachem, wartką akcją, niewymuszonym poczuciem humoru i fenomenalnym klimatem kosmicznej jazdy bez trzymanki. Z tytułu znanego głównie zagorzałym miłośnikom komiksów Strażnicy... stali się jedną z bardziej popularnych i rozpoznawalnych części komiksowo-kinowego światka, rozciągając go dla szerokiej publiki na całą Galaktykę. Nie dziwota więc, że także w ramach linii Marvel Now! marka ta zajmuje bardzo ważne miejsce (a z tego, co widać po obecnych ruchach szefostwa Marvela, wciąż zyskuje na znaczeniu – w najbliższych planach jest bowiem poszerzenie listy tytułów związanych ze Strażnikami... aż do 10!).
Dla zdecydowanej większości głównych bohaterów Kosmicznych Avengers jest to debiut na polskim rynku w charakterze postaci pierwszoplanowych. Można by się zresztą spodziewać, że skoro seria rozpoczyna się jak Joe Quesada i Alex Alonso (dyrektor kreatywny i redaktor naczelny Marvela) przykazali: od numeru 1, to można się spodziewać pewnego wprowadzenia w wydarzenia, prezentacji grupy, postaci i tak dalej. Istotnie, dzieje się to… jedynie częściowo. Otwierający tego trejda zeszyt #0.1 prezentuje bowiem historię dzieciństwa (dziedzictwa?) Petera Quilla, czyli Star-Lorda, zaś zamykający ten tom zeszyt Jutrzejsi Avengers to krótkie historyjki dotyczące pozostałych członków Strażników Galaktyki: Draxa Niszczyciela, Groota, szopa Rocketa i Gamory. Muszę przyznać, że choć tak na dobrą sprawę wnoszą one niewiele, to stanowią całkiem przyjemny dodatek. Nie tylko przybliżają czytelnikowi te postacie, oddając do pewnego stopnia ich charakter, ale także są bardzo ciekawe od strony wizualnej (autorami rysunków są Michael Avon Oeming, Rain Beredo, Ming Doyle, Javier Rodriguez i Michael Del Mundo) odchodząc nieco od zdecydowanie bardziej klasycznego stylu prezentowanego przez Steve’a McNivena i Sarę Pichelli. Nieco mniej jasna jest jednak sytuacja, która stanowi punkt wyjścia dla trzech zeszytów stanowiących w zamyśle danie główne, czyli trzon tego albumu. Mamy bowiem drużynę Strażników krążących gdzieś po kosmosie, mamy dołączającego do nich Iron Mana, który nie bardzo wiadomo skąd i dlaczego znalazł się w kosmosie, mamy także zarysowującą się powoli linię fabularną. Nie da się ukryć, że co nieco tu zgrzyta. Pomijając już nieobecność jakiegoś konkretniejszego wprowadzenia kosmicznej grupy, czytelnik zostaje po prostu wrzucony w wir wydarzeń. Na szczęście Bendisowi udało się stworzyć fabułę całkiem obiecującą, przynajmniej w dalekiej perspektywie. Czy taka okaże się faktycznie: to pokaże czas, bo widać, że nikt nawet nie myślał o tym, żeby zaprezentować czytelnikom jakąś mniej lub bardziej zamkniętą historię.  Amerykanin wygrywa tu czymś innym: całkiem niezłym tempem akcji i zachowanym lekkim klimatem, w którym obowiązkowe mordobicie przeplatane jest grepsami i bon motami wychodzącymi z ust to jednego to drugiego bohatera. A że do drużyny Star-Lorda dołącza nie kto inny, jak utrzymany w obowiązkowym już Downeyowskim klimacie Tony Stark, można mieć pewność, że klimat znany z wcześniejszych komiksów i filmu zostanie zachowany.


Tym, co może nieco mierzić, jest usilne zwrócenie akcji w kierunku Ziemi i po raz kolejny uczynienie jej centrum wydarzeń wszechświata. Jakby było mało prowadzącym do mega-eventu Secret Wars wydarzeniom prezentowanym w Avengers i New Avengers Jonathana Hickmana także naczelny z kosmicznych tytułów Marvela zostaje – dosłownie – sprowadzony na Ziemię. Może więc i pomysł fajny, ale nie do końca tego oczekiwałem, szczególnie zważywszy na ogromne bogactwo „pozaziemskiej” części uniwersum Domu Pomysłów.

Warstwa graficzna jest także jak najbardziej w porządku. Choć, jak już zaznaczyłem, prace McNivena i Pichelli nie należą może do najbardziej oryginalnych, brak tu jakichś większych wpadek, za to jest kolorowo, bardzo dynamicznie i ze sporą ilością szczegółów. W sumie na plus.

Czy zatem warto po Kosmicznych Avengers sięgnąć? Wydaje mi się, że tak. Komiks ten powinien przynieść sporo frajdy miłośnikom lekkiej, raczej niezobowiązującej rozrywki, którzy lubią akcję i dowcipne dialogi… czyli klimat znany z filmu. Może czasem brakuje tu sensu czy charakterystycznej synergii między poszczególnymi członkami grupy, ale wciąż jest to komiks co najmniej przyzwoity. Oczywiście, powstaje pytanie czy seria w ciekawy sposób się rozwinie i utrzyma poziom, jednak póki co stanowi całkiem ciekawą alternatywę dla sztandarowych tytułów Marvela, które, aby je w pełni docenić, wymagają od czytelnika przywiązania się na dłuższy czas. Ja osobiście nie mam wątpliwości, że po Angelę - drugi tom Strażników Galaktyki – na pewno sięgnę.

4,5/6

PS. Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...