Druga wojna światowa ma długa tradycję bycia tematem komiksów: od propagandowych opowiastek z superbohaterami wydawanych jeszcze w trakcie wojny, przez pełen przegląd historyjek wydawanych od Stanów po Polskę już po wojnie (Hans Kloss!), aż po poważne współczesne ujęcia tematu, jak choćby Opowieści wojenne Gartha Ennisa. Nie znaczy to jednak, że wojna nie może być wykorzystana w nieco odmienny od klasycznego sposób – udowodnił to choćby Hellboy, czerpiąc pełnymi garściami z rozbudowanej paranormalnej otoczki, jaka istniała wokół pewnych kręgów nazistów. Pomysł, który stoi za Świetlistą Brygadą dwóch Peterów: Tomasiego i Snejbjerga, jest z ducha podobny. Otóż pośrodku wojennej zawieruchy dochodzi do starcia mocy znacznie przekraczających ludzkie pojmowanie.


Inną kwestią są bohaterowie Świetlistej brygady – najlepiej wypadają chyba ci, którzy powinni być raczej schowani, czyli przeciętni członkowie oddziału. Drobne zabiegi autorów nadające im odrobinę indywidualności są naprawdę udane – od twardziela szukającego okazji do postrzelania sobie, po entuzjastycznego zaczytanego w komiksach młodego chłopaka – wszyscy zapadają w pamięć i budzą sympatię. Dwaj główni protagoniści są też dość udanymi kreacjami, szczególnie wątpiący Stavros, choć trudno oczekiwać, że czytelnik zacznie się z nimi identyfikować. Niestety, słabo wypadają przeciwnicy tytułowej świetlistej brygady. Pomijam już nawet fakt rażącej czarno-białej wizji świata (choć potencjał wprowadzenia tu „szarości” był ogromny) – ubrani w nazistowskie mundury antagoniści są po prostu nudni i mało wiarygodni. Ich motywacje i cele potraktowane są dość zdawkowo, a zarówno cała stylizacja, jak i metody działania potrafią wywołać co najwyżej oczekiwanie, że w pewnym momencie niektórzy z nich zaczną się zanosić demonicznym śmiechem w stylu złoczyńców z telewizyjnych produkcji klasy B.

Pewien sentyment do komiksów wojennych kazał mi podchodzić do dzieła Tomasiego i Snejbjerga ze sporymi oczekiwaniami. Chyba jednak okazały się one zbyt wygórowane – przede wszystkim, gdy chodzi o bohaterów. Wojna stwarza wręcz idealne możliwości do odejścia od prostych, czarno-białych schematów – tu jednak mi tego trochę zabrakło. Ci pierwszoplanowi są bowiem nieco uproszczeni, mało zaskakujący – przez to przewidywalni i nieco nudni. Wszystko pozostałe - sam pomysł na fabułę, scenerie, tempo prowadzenia akcji i jej zwroty, a także rysunki – jest jak najbardziej w porządku. Tyle tylko, że mam wątpliwości, czy to wystarczy, by przebić się na coraz bardziej zatłoczonym rynku komiksowym w Polsce. Niewątpliwie Świetlista brygada ma swoje walory. Ma sporą szansę trafić w gusta miłośników historyczno-biblijnych wariacji (ot, choćby wspomnianego już Hellboya), czy też drugowojennych militariów. Pozostałych zachęcałbym do lektury tylko wtedy, jeśli pomysł i dynamiczna fabuła są dla nich elementami wystarczającymi, by być w pełni usatysfakcjonowanym z lektury, mimo pewnych braków w kreacji głównych bohaterów. Jeśli tak, także i oni powinni czuć się ukontentowani lekturą komiksu Tomasiego i Snejbjerga.
3,5/6
PS. Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz