Pierwszy tom wydawanego w linii Nowe DC Comics Flasha zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie zarówno stroną graficzną, jak i dość wymagającym sposobem prowadzenia fabuły. Na jego kontynuację czekałem więc z niecierpliwością… na szczęście niezbyt długo. Zaledwie po kilku miesiącach od premiery Całej naprzód Egmont pozwala zapoznać się polskiemu czytelnikowi z kolejną odsłoną przygód Najszybszego Człowieka na Ziemi. Czy album zatytułowany Rebelia łotrów przeskoczy całkiem wysoko zawieszoną poprzeczkę?

Największą różnicą w porównaniu z poprzednim tomem, jest złożenie go nie tylko z czterech zeszytów regularnej serii, ale także uzupełniających ją Annuala i numeru #0. Przekłada się to oczywiście na to ile i jak rozbudowanych historii możemy w komiksie znaleźć. Początkowy zeszyt stanowi jednak raczej domknięcie cliffhangera zamykającego pierwszego „trejda”, dopiero potem dochodzimy do powoli rozkręcającej się, właściwej opowieści znajdującej się w Annualu. Całość uzupełnia rzut oka na przeszłość Barry’ego Allena opublikowany w czasie tzw. „0 month” we wrześniu 2012r. I, prawdę mówiąc, właśnie ta część prezentuje się w całym komiksie najlepiej. Jest to świetnie opowiedziana, nastrojowa retrospekcja na relacje Flasha z rodzicami. Francis Manapul i Brian Buccellato subtelnie kreują nastrój, sprawnie wprowadzając drobne lejtmotywy dopełniające konstrukcję. Wcześniejsza część albumu domyka (choć, po prawdzie, też nie do końca) wątek z Groodem i jego małpami, potem konsekwentnie wprowadza postacie, które wraz z Leonardem Snartem stworzą grupę zwaną Łotrami. Poza wspomnianym Coldem są to Heatwave, Trickster, Weather Wizard, Mirror Master, Pied Piper I Glider. To jednak Smart/Captain Cold wysunięty zostaje na pierwszy plan. Potwierdza zresztą dość często spotykaną opinię, że jest to bodaj najciekawszy z przeciwników Flasha – dopracowany, z wyrazistym charakterem i motywacjami – po prostu ciekawy. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że fabuła zasadniczej części Rebelii łotrów wydaje się nieco bardziej chaotyczna, niż miało to miejsce w tomie poprzednim. Na szczęście jednak scenarzyści poniżej pewnego poziomy nie schodzą… z jednym małym wyjątkiem: słabo wypada motyw urządzania umożliwiającego zasadniczy twist fabularny. No ale cóż… widocznie nie można mieć wszystkiego.


4.5/6
PS. Dziękujemy wydawnictu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
PS. Dziękujemy wydawnictu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz