Przez niemal trzydzieści miesięcy
działalności tego bloga na jego łamach pojawiały się recenzje płyt, filmów,
książek w przeróżnych konwencjach, nie zdarzyło mi się jednak opublikować
recenzji czasopisma. Czas zatem nadrobić zaległości i zaproponować COŚ nowego.
To COŚ jest nowe nie tylko dlatego, że jest pismem, które niedawno zaczęło się
ukazywać ,czy też dlatego, że recenzje czasopism dotąd nie pojawiały się na
łamach RYBIEUDKA blog. Nowe jest także to, że (i tu następuje konstatacja
zaskakująca także dla mnie) na wspomniane łamy stosunkowo rzadko przebijały się
pozycje utrzymane w konwencji grozy i kryminału. Czas zatem, aby „Coś na progu”
wniosło pewien powiew świeżości.
środa, 4 lipca 2012
niedziela, 24 czerwca 2012
Gambit - Michał Cholewa - recenzja z portalu Fantasta.pl
Kilka miesięcy temu, gdy wydawnictwo Ender zaprezentowało zapowiedzi
książek mających ukazać się w popularnej serii WarBook, nieco się
zdziwiłem. Wyglądało bowiem na to, że szykuje się wyraźna stylistyczna
wolta w profilu książek sygnowanych logo z orłem. Wśród klasycznych
pozycji z gatunku wojennej political fiction lub lekko przyprawionej
fantastyką powieści historycznej pojawiły się bowiem propozycje w
konwencjach w pełni fantastycznych – historii alternatywnej i militarnej
science fiction. Tę drugą reprezentować miała debiutancka powieść Michała Cholewy – syna świetnie znanego w Fandomie tłumacza Piotra W. Cholewy. Gambit
– bo taki tytuł nosi rzeczona powieść, zainteresował mnie przede
wszystkim ze względu na fakt, iż pamiętałem całkiem przyzwoite,
humorystyczne opowiadanie Cholewy Juniora opublikowane w jednym z
numerów „Science Fiction, Fantasy i Horror”. Styl autora, który znałem z
tamtego tekstu, jakoś nie do końca grał mi z konwencją pełnowymiarowego
debiutu. Kiedy więc pojawiła się okazja aby zrecenzować najnowszą
pozycję z serii WarBook, nie zastanawiałem się ani chwili.
Etykiety:
4/6,
Ender,
fantasta.pl,
Gambit,
Michał Cholewa,
militaria,
militarna science-fiction,
polecanki,
science-fiction,
Warbook,
wojna
środa, 20 czerwca 2012
Piaski Armagedonu – Vladimir Wolff – recenzja audiobooka
Jakiś czas temu wspominałem, że
audiobooki to w mojej opinii rewelacyjny wynalazek. Idealnie sprawdzają się
przy wszelkich nudnych i mało absorbujących czynnościach – stąd też od paru lat
bardzo chętnie po nie sięgam. Co prawda
nie każda literatura w tej formie się broni –próby słuchania Innych pieśni Dukaja okazały się nienajlepszym
pomysłem – jednak literatura czysto rozrywkowa sprawdza się w formie słuchanej
znakomicie. Taką właśnie literaturę proponuje nam wydawnictwo Ender w swojej
serii Warbook – może niezbyt głęboką, ale za to żywą, pełną akcji i militarnego
zacięcia. Przygodę z tą serią zacząłem od cyklu „WWW” Marcina Ciszewskiego i
muszę przyznać, że mimo wielu wad
słuchało mi się wszystkich czterech powieści bardzo przyjemnie. Bez wahania
sięgnąłem więc po audiobookowe wydanie książek innego z pisarzy publikujących w
tej serii – Vladimira Wolffa.
Etykiety:
4.5/6,
audiobook,
audioteka.pl,
Bliski Wschód,
Ender,
militaria,
political-fiction,
Polska,
thriller,
Vladimir Wolff,
Warbook,
wojna
niedziela, 17 czerwca 2012
Miraż - Zbigniew Wojnarowski - recenzja z portalu Fantasta.pl
Historia Polski XX wieku jest trudna, złożona, znaczona pamięcią
wydarzeń wspaniałych i podniosłych, ale zarazem także tych tragicznych i
wstydliwych. Wydawałoby się – idealny materiał dla literatów. I
istotnie, tekstów osadzonych w realiach poprzedniego stulecia powstaje
bez liku – wszystkie mniej lub bardziej rozliczeniowe, komentujące,
gloryfikujące… czasem nawet drążące poszczególne problemy. Co ciekawe,
rzadko przekrojowe. „Ciekawe” nie znaczy jednak „dziwne”. Wydaje się, że
próba spójnego, przekrojowego przebrnięcia przez cały wiek XX byłaby
wyzwaniem dość karkołomnym, narażonym na zbytnie uproszczenia i
powierzchowność. Mimo to wyzwanie zostało podjęte przez Zbigniewa Wojnarowskiego,
a jego rezultat opublikowano w znakomitej, firmowanej logo Narodowego
Centrum Kultury serii Zwrotnice Czasu. Muszę przyznać, że wiele
obiecywałem sobie po Mirażu (tak bowiem zatytułowana jest książka Wojnarowskiego),
jego fragmenty były bowiem publikowane w „Nowej Fantastyce” i
„Fantastyce – Wydaniu Specjalnym” i przynajmniej jeden swego czasu z
nich zainteresował mnie ponadprzeciętnie. Tym bardziej, że i forma Mirażu
jest formą nietypową – niby zbiór opowiadań, ale jednak poszczególne
teksty stanowiące wycieczkę przez rodzimą historię są ze sobą wyraźnie
powiązane. Tym, co spaja dzieło Wojnarowskiego w całość, jest motyw kina Miraż i współczesna (meta?)fabuła, w którą wplecione zostają opowieści snute przez dawnego biletera.
Można mówić o dwóch podstawowych warstwach Mirażu: literackiej i historycznej. W tej pierwszej nietypowa powieść (bo to chyba jest najwłaściwsze określenie tej książki) Wojnarowskiego jest bardzo mocno zakorzeniona w tradycji opowieści niesamowitych i horroru. Autor doskonale gra poczuciem rzeczywistości, potrafiąc świetnie, może trochę po dickowsku, zamazać granice między tym, co realne a tym, co urojone. W tym sensie kolejnego znaczenia nabiera tytuł książki – poszczególne historie, oniryczne na granicy koszmarnego snu i przygnębiającej jawy nie pozwalają się wyzwolić spod przemożnego wrażenia wszechogarniającej ułudy. Tak bohaterowie, jak i czytelnik gubią się, goniąc za tym, co nie dość, że nierealne, to ostatecznie zgubne. Tekst jest przesycony kinową estetyką i metaforyką, widać w nim spójność koncepcji i konsekwencję w posługiwaniu się pewnymi motywami. Co więcej, sposób w jaki one powracają, czasem w zupełnie niespodziewanych momentach, robi naprawdę dobre wrażenie. Tym bardziej, że w warstwie językowej Wojnarowski także pokazuje sporo klasy. Ciekawa, dopracowana fraza, a także, co tak ważne w konwencji grozy, świetnie budowany nastrój powodują, iż czyta się Miraż doskonale. Pod względem „warsztatowym” jest to powieść na bardzo wysokim poziomie.
Równie ciekawie jest w warstwie historycznej. Jak zaznaczyłem wcześniej – Wojnarowski wziął się za barki ze spuścizną dwudziestowiecznej polskiej historii. Wyruszamy więc w podróż przez kolejne dekady od lat trzydziestych począwszy. Ścierają się tu dwa porządki – porządek trwania reprezentowany przez przeklęte kino i porządek zmiany. Trudno orzec, czy autor wybrnął z trudnego zadania oddania klimatu poszczególnych dziesięcioleci – do pewnego momentu jest naprawdę znakomicie, jednak poszczególne dekady doby komunizmu – mimo szumnych deklaracji przytaczanych w posłowiu pióra Macieja Parowskiego – nieco się zlewają w straszący postacią ubeka monolit. Fakt, ubek ubekowi nierówny, strach strachowi takoż, ale jednak pewne wrażenie nie do końca osiągniętego zamierzenia pozostaje. Nie znaczy to jednak, że poszczególne teksty są do siebie podobne – bynajmniej. Poza warstwą nadnaturalną „dreszczyk” w tych opowieściach jest dreszczem przerażającej historii – nieodmiennie tragicznej, przynajmniej dla bohaterów. U Wojnarowskiego próżno szukać happy endu, łatwiej już o historyczną jednoznaczność, wręcz pryncypialność. W tym sensie Miraż wpisuje się w nurt prozy rozliczeniowej, piętnującej i przypominającej o tragediach przyszłości… i ludziach, którzy się do nich przyczynili. Z tym, że w przeciwieństwie do większości podobnie pomyślanych utworów babrzących się z lubością w brudach historii, u Wojnarowskiego brak czarno-białych podziałów. To znaczy czerni jest pod dostatkiem, tyle że zamiast bieli dostajemy mnóstwo ciemnej szarości.
Choć historię piszą zwycięzcy, z prozy Wojnarowskigo przebija smutna refleksja, że prawdziwych zwycięzców jakby brak – można się z nim zgadzać lub nie, trzeba jednak przyznać, że Miraż jest dziełem bez wątpienia godnym uwagi. Owszem, także ze względu na sposób, w jaki autor podszedł do rodzimej historii, choć jeśli ktoś ma już serdecznie dość rozgrzebywania dawnych krzywd, to raczej ta warstwa go znuży lub wręcz zirytuje. Ale powieść ta jest po prostu świetnym kawałkiem literatury grozy – bez historycznych podtekstów i całej patriotyczno-martyrologicznej otoczki – subtelnym, ale zarazem sugestywnym, trzymającym w napięciu, ale i pozwalającym smakować frazę, a przede wszystkim doskonale grającym emocjami, przesyconym tajemnicą, którą warto zechcieć zgłębić. To czy w starym, zatopionym kinie znajdzie się odpowiedź, jest już osobną kwestią.
Można mówić o dwóch podstawowych warstwach Mirażu: literackiej i historycznej. W tej pierwszej nietypowa powieść (bo to chyba jest najwłaściwsze określenie tej książki) Wojnarowskiego jest bardzo mocno zakorzeniona w tradycji opowieści niesamowitych i horroru. Autor doskonale gra poczuciem rzeczywistości, potrafiąc świetnie, może trochę po dickowsku, zamazać granice między tym, co realne a tym, co urojone. W tym sensie kolejnego znaczenia nabiera tytuł książki – poszczególne historie, oniryczne na granicy koszmarnego snu i przygnębiającej jawy nie pozwalają się wyzwolić spod przemożnego wrażenia wszechogarniającej ułudy. Tak bohaterowie, jak i czytelnik gubią się, goniąc za tym, co nie dość, że nierealne, to ostatecznie zgubne. Tekst jest przesycony kinową estetyką i metaforyką, widać w nim spójność koncepcji i konsekwencję w posługiwaniu się pewnymi motywami. Co więcej, sposób w jaki one powracają, czasem w zupełnie niespodziewanych momentach, robi naprawdę dobre wrażenie. Tym bardziej, że w warstwie językowej Wojnarowski także pokazuje sporo klasy. Ciekawa, dopracowana fraza, a także, co tak ważne w konwencji grozy, świetnie budowany nastrój powodują, iż czyta się Miraż doskonale. Pod względem „warsztatowym” jest to powieść na bardzo wysokim poziomie.
Równie ciekawie jest w warstwie historycznej. Jak zaznaczyłem wcześniej – Wojnarowski wziął się za barki ze spuścizną dwudziestowiecznej polskiej historii. Wyruszamy więc w podróż przez kolejne dekady od lat trzydziestych począwszy. Ścierają się tu dwa porządki – porządek trwania reprezentowany przez przeklęte kino i porządek zmiany. Trudno orzec, czy autor wybrnął z trudnego zadania oddania klimatu poszczególnych dziesięcioleci – do pewnego momentu jest naprawdę znakomicie, jednak poszczególne dekady doby komunizmu – mimo szumnych deklaracji przytaczanych w posłowiu pióra Macieja Parowskiego – nieco się zlewają w straszący postacią ubeka monolit. Fakt, ubek ubekowi nierówny, strach strachowi takoż, ale jednak pewne wrażenie nie do końca osiągniętego zamierzenia pozostaje. Nie znaczy to jednak, że poszczególne teksty są do siebie podobne – bynajmniej. Poza warstwą nadnaturalną „dreszczyk” w tych opowieściach jest dreszczem przerażającej historii – nieodmiennie tragicznej, przynajmniej dla bohaterów. U Wojnarowskiego próżno szukać happy endu, łatwiej już o historyczną jednoznaczność, wręcz pryncypialność. W tym sensie Miraż wpisuje się w nurt prozy rozliczeniowej, piętnującej i przypominającej o tragediach przyszłości… i ludziach, którzy się do nich przyczynili. Z tym, że w przeciwieństwie do większości podobnie pomyślanych utworów babrzących się z lubością w brudach historii, u Wojnarowskiego brak czarno-białych podziałów. To znaczy czerni jest pod dostatkiem, tyle że zamiast bieli dostajemy mnóstwo ciemnej szarości.
Choć historię piszą zwycięzcy, z prozy Wojnarowskigo przebija smutna refleksja, że prawdziwych zwycięzców jakby brak – można się z nim zgadzać lub nie, trzeba jednak przyznać, że Miraż jest dziełem bez wątpienia godnym uwagi. Owszem, także ze względu na sposób, w jaki autor podszedł do rodzimej historii, choć jeśli ktoś ma już serdecznie dość rozgrzebywania dawnych krzywd, to raczej ta warstwa go znuży lub wręcz zirytuje. Ale powieść ta jest po prostu świetnym kawałkiem literatury grozy – bez historycznych podtekstów i całej patriotyczno-martyrologicznej otoczki – subtelnym, ale zarazem sugestywnym, trzymającym w napięciu, ale i pozwalającym smakować frazę, a przede wszystkim doskonale grającym emocjami, przesyconym tajemnicą, którą warto zechcieć zgłębić. To czy w starym, zatopionym kinie znajdzie się odpowiedź, jest już osobną kwestią.
5/6
piątek, 25 maja 2012
Burza. Ucieczka z Warszawy '40 - Maciej Parowski - recenzja z portalu Fantasta.pl
Wydawana przez Narodowe Centrum Kultury literacka seria Zwrotnice Czasu,
prezentująca utwory z nurtu historii alternatywnej, w ostatnich latach
przykuła uwagę szerszego grona czytelników, wzniecając wśród nich żywą
dyskusję co najmniej dwukrotnie. Drugim, najbardziej spektakularnym
przypadkiem, był Wieczny Grunwald Szczepana Twardocha, pierwszeństwo jednak miała na tym polu otwierająca serię powieść Macieja Parowskiego Burza. Ucieczka z Warszawy ’40.
Książka ta od samego początku wzbudzała emocje. Po pierwsze, była to
literacka próba poprzedzona sporą przerwą w autorskiej twórczości
człowieka, który jest znany przede wszystkim jako wnikliwy redaktor i
który wśród czytelników „Nowej Fantastyki” cieszy się opinią postaci
wręcz kultowej, najlepszego naczelnego w historii tego pisma. Po drugie,
powieść ta to nie tylko otwarcie nowej serii, ale przede wszystkim
wkroczenie na rynek prężnego i co ważne – niekomercyjnego wydawcy. Po
trzecie, legenda samego projektu – pierwsze koncepcje Burzy pojawiły się bowiem jeszcze na początku lat osiemdziesiątych. Było więc mnóstwo czasu, aby pomysł Parowskiego
nie tylko dojrzał, ale i pojawił się w kilku wcześniejszych
inkarnacjach. Po czwarte wreszcie, intrygował sam pomysł – pokazanie
alternatywnej historii, w której druga wojna światowa w kształcie znanym
z kart podręczników nie miała nigdy miejsca: wojska niemieckie
zatrzymane zostały przez potężne ulewy, niemrawi sojusznicy miast
zrzucać ulotki, włączyli się do walki, Związek Radziecki nigdy nie
wkroczył na terytorium Rzeczypospolitej, wreszcie Berlin został
opanowany, a Hitler pokonany – historia oddała pokłon ludowi znad Wisły i
jego sojusznikom. Piękne, prawda?
poniedziałek, 14 maja 2012
Smocza droga - Daniel Abraham - recenzja z portalu Fantasta.pl
Czasem mówi się, że w fantasy było już wszystko, co tylko być mogło.
Choć w gruncie rzeczy nie zgadzam się z tym stwierdzeniem – jedyne
ograniczenie stanowi bowiem niczym nieskrępowana wyobraźnia autorów i
ewentualna akceptacja ze strony odbiorców – muszę przyznać, że konwencja
ta nie bez powodu cieszy się taką opinią. Znakomita większość pozycji
spod znaku fantasy (literackich, filmowych czy komputerowych) jest
bowiem do bólu schematyczna i sztampowa zarówno pod względem kreacji
świata, jak i konstrukcji fabularnych oraz podejmowanych problemów.
Spowodowało to, przynajmniej w moim przypadku, że od tekstów
reprezentujących ten gatunek oczekuję co najwyżej dobrej rozrywki, bez
specjalnych ambicji artystycznych czy prób rozwinięcia konwencji. Tak
też podszedłem do najnowszej propozycji lubelskiego wydawnictwa Ars
Machina, czyli Smoczej drogi Daniela Abrahama.
Etykiety:
4.5/6,
Ars Machina,
Daniel Abraham,
ekonomia,
fantasta.pl,
fantasy,
George R.R. Martin,
Smocza droga
wtorek, 8 maja 2012
Krzyż Poludnia. Rozdroża - Jakub Ćwiek - recenzja z portalu Fantasta.pl
Jakub Ćwiek cieszy się w fantastycznym fandomie opinią jednego z
najbardziej rozpoznawalnych i popularnych autorów. Autor bestsellerowego
cyklu o Lokim znany jest bowiem z ponadprzeciętnej aktywności
konwentowej i internetowej. Poza tetralogią Kłamca popełnił jednak
niemało wyraźnie odmiennych tekstów, biorąc się za barki z różnymi
formułami. Chętnie korzysta on także ze scenografii historycznych, czego
dowodem może być np. Ofensywa szulerów, czy też opublikowany we wspólnej serii Runy i Bellony Krzyż Południa. Rozdroża opowiadający historię dziejącą się w okresie alternatywnej wojny secesyjnej.
Etykiety:
3.5/6,
Bellona,
historia,
historia alternatywna,
Jakub Ćwiek,
Kłamca,
Krzyż Południa. Rozdroża,
Runa,
steampunk,
superbohater,
wojna,
wojna secesyjna
Subskrybuj:
Posty (Atom)



