piątek, 1 grudnia 2017

Thor Gromowładny. Ostatnie dni Midgardu – Jason Aaron, Esad Ribić i inni - komiksowa recenzja z Szortalu

Thor dla Ziemi


Trzeci tom „Thora Gromowładnego” udowodnił, że Jason Aaron jest scenarzystą niezwykle wszechstronnym. Po epickiej, rozciągniętej na millennia opowieści o Bogobójcy, zaproponował bowiem historię będącą klasycznym fantasy. Czwarty, ostatni tom serii, po raz kolejny przynosi zmianę konwencji – tym razem na dramat ekologiczny. Zaskakujące, nieprawdaż? A jednak na kartach „Ostatnich dni Midgardu” dzieje się całkiem sporo… i to nawet z sensem. 


Aaron posklejał ze sobą całkiem sporo wątków, wyraźnie zmierzając do podsumowania i zakończenia tytułu, a także poważnych zmian, jakim postać Thora miała zostać poddana po wydarzeniach z „Grzechu pierworodnego”. Jak już zaznaczyłem we wstępie, na pierwszy plan wysuwa się wątek ekologiczny, i to poruszony z kilku perspektyw. Przede wszystkim mamy rozważania na temat eksploatacji planety i tego, że ludzie o nią nie dbają. Jest zatem korporacja energetyczna Roxxon, jest agentka S.H.I.E.L.D, zajmująca się środowiskiem, no i oczywiście zniszczona Ziemia przyszłości, z której, na dobrą sprawę, została jedynie wypalona skorupa, wciąż broniona przez nieugiętego Thora. Całkiem niezłym pomysłem było skonfrontowanie zatroskanego o Ziemię Thora z korporacją Roxxon – przeciwnik to nietypowy jak na komiksowe standardy, z wielkimi możliwościami, stanowiący realne zagrożenie. Tym bardziej, że trudno z nim walczyć za pomocą tradycyjnych metod (czytaj: mordobicia). Tu jednak Aaron skiepścił sprawę… ale o tym za chwilę. Do pozytywów należy zaliczyć także ponowne rozciągnięcie czasu akcji. Już wcześniejsze tomy „Thora Gromowładnego” udowodniły, że ten scenarzysta znakomicie daje sobie radę z ekstremalnie szeroką perspektywą czasową, podkreślając w ten sposób boską naturę Thora. W tym albumie jesteśmy świadkami tytułowych ostatnich dni naszego świata, gdy zmęczony Thor staje do epickiego pojedynku z Galactusem, chcąc ocalić to, co pozostało z Ziemi. Kolejnym z wartych wspomnienia wątków jest rozwinięcie relacji Boga Gromów z Roz Solomon, czyli zajmującą się środowiskiem agentką S.H.I.E.L.D, która poznaliśmy w tomie poprzednim. To interesujące o tyle, że ma ona charakter bez wątpienia romantyczny. Tym, co zagrało naprawdę nieźle, były też relacje Thora z jego otoczeniem: nie tylko asgardzkim, ale i ziemskim – wnuczki Boga Gromów, wspomniana Roz, mieszkańcy Broxton – wszystko to buduje kontekst i osadza postać Odinsona w świecie. 

„Ostatnie dni Midgardu” mają jednak jeden wielki minus, a mianowicie głównego antagonistę Thora. Jak już wspomniałem, wykorzystanie korporacji uzbrojonej w kapitał i prawników wydawałoby się strzałem w dziesiątkę. Niestety, Roxxon został „wyposażony” w postać CEO – Daniela Aggera, który nie dość, że jest złoczyńcą w stylu wręcz kampowym , to jeszcze zupełnie bezsensownie zrobiono z niego nową wersję Minotaura – łotra stworzonego na początku lat 70. Zero tu finezji, dwuznaczności, zero konsekwencji w dążeniu do pewnych celów… Zresztą i same cele zdają się dość groteskowe, a przynajmniej nieprzystające do organizacji, na czele której Agger stoi. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się po Aaronie aż takiej wtopy, no ale cóż…

Ten słabszy element rekompensują za to fenomenalne (jak zwykle) rysunki Esada Ribicia. Chorwat, szczególnie sparowany z kolorystą Ive Svorciną, tworzy plansze absolutnie obłędne. Plenery, tła, postacie, ruch – wszystko to wygląda wręcz oszałamiająco i udowadnia, że ten rysownik słusznie uznawany jest za jeden z największych talentów na rynku. Jednak to nie koniec uczty graficznej. „Ostatnie dni Midgardu” (a zarazem całą serię) wieńczą dwie krótkie historyjki, gościnnie zilustrowane przez R.M. Guérę i Simona Bisleya (a także, etatowo, Ribicia). Co ciekawe, styl Serba, znanego choćby z serii „Skalp”, w zetknięciu z wikińską tematyką nabiera podobieństwa do stylu Grzegorza Rosińskiego. Sama historia zaś to miniaturka na temat przeszłości antybohatera tomu poprzedniego – Malekitha. Druga opowieść to także wyprawa w przeszłość, stawiająca w roli głównej samego Thora, który wraz z wiernymi sobie wikingami mierzy się z lodowymi olbrzymami. Wszystko to w pięknej oprawie graficznej, prosto spod ręki Simona Bisleya (dla ciekawych: tak, kojarzyć się może ze „Slainem”).

Trochę szkoda, że „Thor Gromowładny” dobiega już końca – bardzo polubiłem przygody Odinsona w wykonaniu duetu Aaron/Ribić, nawet jeśli tom trzeci i czwarty odstawały nieco poziomem od fenomenalnej historii Gorra Bogobójcy. Pozostaje mieć nadzieję, że Egmont pójdzie za ciosem i dalej będzie wydawał przygody Boga Gromów… także w jego odświeżonej, żeńskiej wersji.

Tytuł: Ostatnie dni Midgardu
Seria: Thor Gromowładny
Tom: 4
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Esad Ribić, R.M. Guéra, Simon Bisley 
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Tytuł oryginału: Thor: God of Thunder: The Last Days of Midgard (Thor: God of Thunder #19-25)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: sierpień 2017
Liczba stron: 168
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 167 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1944-4

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...