poniedziałek, 4 grudnia 2017

Deadpool. Grzech pierworodny – Brian Posehn, Gerry Duggan, John Lucas, Scott Koblish - komiksowa recenzja z Szortalu

Z rodziną najlepiej wychodzi się… w komiksie?

Polityka wydawnicza Egmontu coraz bardziej zaczyna przypominać oryginalną politykę wydawniczą Marvela – skoncentrowaną wokół eventów oraz na wplataniu powiązań z nimi do wszystkich serii, jakich tylko się da. I, prawdę mówiąc, trudno takie rozwiązanie poczytywać naszemu rodzimemu wydawcy jako zarzut. Dzięki temu mamy szansę odbierać te wielkie komiksowe wydarzenia w kształcie maksymalnie zbliżonym do tego, w jakim zostały pomyślane. Negatywną stroną jest oczywiście fakt, że „wtrącenia” tego typu często przerywają zasadniczą linię fabularną poszczególnych tytułów. Nie inaczej jest z „Deadpoolem” i „Grzechem pierworodnym”.


Dla przypomnienia, podczas wydarzeń napisanego przez Jasona Aarona eventu zamordowany zostaje Watcher, a następnie zgromadzone w jego pamięci (a dokładniej w oczach… ale to dłuższa historia) sekrety zostały uwolnione pośród mieszkańców Nowego Jorku. Tak się jednak dziwnie składa, że agentka Preston znała już pewną tajemnicę dotyczącą Deadpoola – wiedziała, że ma on córkę. Teraz okazało się, że sekretów jest więcej. Posehn z Dugganem starają się obierać drogę sprawdzoną w w poprzednich tomach, przeplatając ze sobą humor, akcję i nieco poważniejsze tematy… a przynajmniej poważniejsze jak na „Deadpoola”. W deadpoolowskim „Grzechu pierworodnym” dzieje się więc całkiem sporo: mamy przeniesioną w czasie Dazzler i polowanie na wampiry, mamy Ultimatum i Flag Smashera, mamy wreszcie tajemnice z przeszłości Wade’a i jeszcze więcej gościnnych występów.

Odniosłem wrażenie, że duet scenarzystów przez moment próbował skupić się na wątkach potraktowanych z większą powagą… jednak wychodzi im to średnio. Deadpool w roli rodzica wypada niezbyt przekonująco, podobnie jak i stojąca za tym historia. Zdecydowanie na plus trzeba za to odnotować fragmenty, w których Koblish z Dugganem dają się w pełni porwać luźnemu, czysto rozrywkowemu klimatowi opowieści o Najemniku z Nawijką. Pozytywnie wypada także wykorzystanie postaci drugoplanowych, tu agentów Preston i Adsita. Ale najlepszy element tego tomu to wszelkiej maści nawiązania i trawestacje. Stwierdzenie, że przygody Wade’a są w zasadzie parodią superbohaterskiej konwencji nie jest niczym zaskakującym, ale drobne ukłony, czy też małe szpileczki wbijane w klisze, wciąż bawią i nadają smaku deadpoolowskiej miksturze. Od cytowania piosenek, przez śmieszkowanie z kanadyjskich herosów i przywoływanie Wolverine’a czy Deaststroke’a (tak, tego z uniwersum DC!), aż po parodiowanie stylistyki lat dziewięćdziesiątych – wszystko to stanowi spora zaletę tego komiksu.

Po raz kolejny zresztą znakomitą robotę wykonuje Scott Koblish – artysta, który, dzięki swojej wszechstronności, ozdabia praktycznie każdy z ostatnich tomów „Deadpoola” świetnymi fragmentami, stylizowanymi na komiksy z danej epoki… no i stanowią one tychże tomów najlepsze momenty. Zdobiące pięć (z sześciu składających się na ten album) zeszytów rysunki Johna Lucasa, choć całkiem niezłe (choćby dlatego, że charakteryzujące się wyrazistym, specyficznym dla niego stylem), są po prostu poprawne. Może to dla Amerykanina nieco krzywdzące, wszak wykonał kawał naprawdę solidnej roboty, jednak trudno postrzegać jego plansze jako coś więcej niż porządne, przyjemne dla oka (choć w warstwie wizualnej zdecydowanie krwawe) rzemiosło.

W ogólnym rozrachunku siódmy tom „Deadpoola” to po prostu… kolejny tom tej popularnej serii. Na jego plus na pewno należy zaliczyć dość wyraźny temat, jakim jest eksploracja tajemnic przeszłości Wade’a i łączenie ich z jego obecnym życiem, a także utrzymanie specyficznego klimatu. Natomiast minus stanowi brak pewnego języczka u wagi, czegoś, co by ten komiks naprawdę wyróżniło. Jasne, jest poprawny; jasne, fani Deadpoola nie powinni poczuć się zawiedzeni – dostaną bowiem Wade’a w całkiem niezłej formie – ale dla szerszej publiczności komiks ten nie ma wiele więcej do zaoferowania. Także i z perspektywy tych, którzy chcą poznać pełnię wydarzeń związanych z zasadniczą linią fabularną „Grzechu pierworodnego”, siódmy tom „Deadpoola” wydaje się pozycją cokolwiek niekonieczną… a z pewnością na tyle niezależną, że jej lektura nie ma absolutnie żadnego wpływu na odbiór całości sezonowego eventu. W tym świetle sam tytuł siódmej odsłony serii Posehna i Duggana może wydawać się zwodniczy. Ale czy całkiem mylny w kontekście przeszłości Deadpoola? No cóż… na to pytanie trzeba już sobie odpowiedzieć samemu.


Tytuł: Grzech pierworodny
Seria: Deadpool
Tom: 7
Scenariusz: Brian Posehn, Gerry Duggan 
Rysunki: John Lucas, Scott Koblish
Tłumaczenie: Oskar Rogowski
Tytuł oryginału: Deadpool: Original Sin (Deadpool #29-34)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: sierpień 2017
Liczba stron: 144
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1932-1

2 komentarze:

  1. Trochę wcześnie, ale jak znam życie, to grudzień mi tak minie, że nawet nie zauważę, więc już teraz wielkie dzięki za kolejny rok z Twoim blogiem i udanego nowego! Wielu wpisów i dobrych książek oraz komiksów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję! Nawzajem!
      Pozdrawiam,
      MR

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...